
Nie jestem skory do czczych pochwał, ale ten dystrybutor jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. Obrazy, które poleca Against Gravity, zawsze wywołują we mnie głębsze przemyślenia o sensie życia, świecie, o człowieczeństwie. Tak też było i tym razem po obejrzeniu "Pod opieką wiecznego słońca" oraz "Perłowego Guzika"
REKLAMA
Przez "dobre kino" rozumiem takie, które nie pozostawia mnie obojętnym. Zamiast rozreklamowanej komedii wolę pojeździć rowerem, bo szkoda życia na oglądanie byle czego. W ten weekend większość osób wybierze się zapewne na "Ghostbusters. Pogromcy duchów", "Faceta na miarę" albo na "Neon Demon". Gdybym jednak to ja miał polecić dobre, choć może nie tak lekkie kino, zaproponowałbym jeden z dwóch obejrzanych przeze mnie ostatnio filmów. A najlepiej oba.
Zacznę od filmu, który widziałem kilkadziesiąt godzin temu, a jego oficjalna premiera jest dziś (22 lipca). "Perłowy guzik" nie spodoba się każdemu. Kilka osób wyszło z kina, wyrzucając ostentacyjnie na wpół zjedzony popcorn do śmietnika. Tym bardziej jednak można uznać to za zachętę do obejrzenia, bo film jest bez wątpienia "jakiś".
Tylko guziki...
Film Patricio Guzmána to dokument i nie znajdziecie w nim wartkiej akcji. To jeden z tych obrazów, które pozwalają widzowi odpłynąć i spojrzeć na swoje życie z odległej perspektywy. "Perłowy guzik" pokazuje najciemniejszą stronę człowieczeństwa oraz kontrastującą z nami, wieczną i pełną zasad naturę. Gwiazdy, kosmos, czy wreszcie jeden z najważniejszych bohaterów tego filmu - ocean.
Film Patricio Guzmána to dokument i nie znajdziecie w nim wartkiej akcji. To jeden z tych obrazów, które pozwalają widzowi odpłynąć i spojrzeć na swoje życie z odległej perspektywy. "Perłowy guzik" pokazuje najciemniejszą stronę człowieczeństwa oraz kontrastującą z nami, wieczną i pełną zasad naturę. Gwiazdy, kosmos, czy wreszcie jeden z najważniejszych bohaterów tego filmu - ocean.
– Morze jest źródłem życia, ale może być również niemym świadkiem okrutnych zbrodni i tragedii. Woda to nie tylko H2O. Woda ma pamięć, która potrafi zakonserwować wspomnienia. Ocean nosi w sobie historię całej ludzkości – czytamy w opisie.
Autorzy filmu przedstawiają widzowi zupełnie inny świat - rdzennych mieszkańców terenów dzisiejszego Chile, których nieliczni potomkowie przetrwali do dziś. To, w jaki sposób żyli, a przede wszystkim to, dlaczego została ich już tylko garstka, może być wstrząsające dla widza. Ich spokojne i proste życie zostało zakłócone przez najeźdźców, którzy narzucili im swoją wiarę, przynieśli patologie - alkoholizm, choroby, a ostatecznie dokonali eksterminacji.
Druga część filmu również dzieje się w Chile, ale w drugiej połowie XX wieku. Tu również widzowie o słabych nerwach mogą przeżyć wstrząs, i zadawać sobie podstawowe pytanie: Jak to możliwe, że człowiek człowiekowi urządził takie piekło. Symbolami, które stanowią klamrę obu wątków są ocean oraz... guziki, co może być szczególnie mocno odebrane przez widzów z Polski.
"Perłowy guzik" to dokument, który pokazuje piekło, przez które przeszli mieszkańcy terenów dzisiejszego Chile. Wszystko działo się tuż przy, lub wręcz nad oceanem, który na przełomie wieków nie raz spłynął krwią.
Nieudana propaganda
"Pod opieką wiecznego słońca" to arcydzieło. Czeskiej ekipie filmowej udało się dokonać czegoś niesamowitego - przechytrzyli północnokoreański reżim, a tym samym obnażyli, jak krótkowzroczne jest tworzenie filmów propagandowych.
"Pod opieką wiecznego słońca" to arcydzieło. Czeskiej ekipie filmowej udało się dokonać czegoś niesamowitego - przechytrzyli północnokoreański reżim, a tym samym obnażyli, jak krótkowzroczne jest tworzenie filmów propagandowych.
Koreańczycy pozwolili rosyjskiemu reżyserowi i scenarzyście Witalijowi Manskiemu nakręcić film o "zwykłej rodzinie" żyjącej w "idealnym kraju". Mieli nadzieję, że w świat pójdzie obraz, który będą mieli pod całkowitą kontrolą. W końcu to oni napisali scenariusz... Nie przewidzieli jednak, że reżyser zmontuje film "po swojemu".
Funkcjonariusze pilnujący filmowców nie wiedzieli, że kamera nagrywa także wtedy, gdy nie pali się czerwona lampka oraz gdy nie stoi za nią operator. Film tak naprawdę nie pokazuje tego, w jaki sposób żyje główna bohaterka i jej rodzina (wszystko i tak było jedynie teatrem na potrzeby filmu), ale to, w jaki sposób partyjni agenci reżyserują rzeczywistość.
Twórcy, z którym bardzo ciekawy wywiad ukazał się w w portalu wyborcza.pl udało się zrobić mocny film. Widz staje się na moment ofiarą pralni mózgów. Powtarzane dziesiątki razy propagandowe formułki w czasie pokazu szkolnej lekcji sprawiają, że ma się ochotę wyjść z kina. To jednak tylko mała próbka tego, co muszą znosić dzieci dorastające w Korei Północnej.
– Wchodziliśmy, stawialiśmy kamerę i zostawialiśmy ją włączoną, a sami wychodziliśmy do innego pokoju i udawaliśmy, że nie interesuje nas, co się dzieje w tym czasie na planie. Kiedy wszystko było perfekcyjnie ustawione, podchodziłem do kamery i mówiłem: "Kręcimy!". W ten sposób nagrywaliśmy nie tylko fikcję, którą dla nas szykowali, ale też to, w jaki sposób ją szykowali – wspominał Witalij Manski.
Koreańczycy ostatecznie nie pozwolili na to, aby reżyser dokończył film. Gdy dowiedzieli się, że jednak powstanie, minister spraw zagranicznych Korei Północnej interweniował w Rosji, aby zakazać pokazów, materiał zniszczyć a twórców ukarać. Tak się oczywiście nie stało. Nie wiadomo jednak, jak kara spotkała bohaterów filmu - Zin Mi i jej rodzinę oraz panów w "szarych płaszczach". W końcu nie udało im się skutecznie wypełnić swojego zadania.
Świat, który pokazali jego odważni twórcy jest momentami groteskowy. Trudno jednak śmiać się z nieszczęścia ludzi, dla których jest on codziennością. Szczególnie przykre są momenty, w których widać cierpienie dziewczynki, bez zawahania wykonującej polecenia dorosłych. To świat, który istnieje naprawdę i dzięki filmowi "Pod opieką wiecznego słońca" mamy okazję zobaczyć, jak naprawdę wygląda reżim.
Napisz do autora: krzysztof.majak@natemat.pl
