„Częstochowa to tygiel. I to jest w niej najpiękniejsze” – Olek Klepacz o tym, czego potrzeba małym ojczyznom

Fot. archiwum własne
Repertuar Formacji Nieżywych Schabuff poznałam całkiem dobrze już w przedszkolu. Podczas autokarowych wycieczek, opiekunowie chcąc skupić uwagę hiperaktywnego stadka na jednej, w miarę nieszkodliwej czynności, zachęcali nas do wyśpiewywania na całe gardło kilku wersów o lecie i o tym, że „zwariowało i oszalało”. Jeśli myślicie, że skuteczność tej techniki to jedynie zasługa wesołej melodii i powtarzalnego refrenu, być może jesteście w błędzie. Aleksander Klepacz, współautor przeboju, jest z wykształcenia pedagogiem – istnieje więc podejrzenie, że dobrze wiedział, co robi. Podejrzenie tym bardziej uzasadnione, że dzisiaj oprócz życia artystycznego, w rodzinnej Częstochowie prowadzi… przedszkole.


Jako, że jednym z najgorętszych regionalnych tematów tego lata jest kwestia wojewódzkiej „niepodległości” Częstochowy, postanowiliśmy zapytać, jaki wpływ, jego zdaniem, będzie miało ewentualne zwycięstwo na dużych i małych, muzykalnych i niemuzykalnych mieszkańców regionu.


Jak się żyje w Częstochowie?

Jest różnie. Mnie jest bardzo dobrze, dlatego że tu się urodziłem i wychowałem. Później mieszkałem jakiś czas w Warszawie, Zakopanem i Krakowie, ale wróciłem do Częstochowy. Z żoną stwierdziliśmy, że to będzie najlepsze miejsce do tego, żeby się rozmnożyć i nie stać w korkach, co się akurat nie sprawdziło, bo w korkach już się tu niestety stoi. Ale, nie zapeszając, troszkę się ostatnio w kwestii infrastruktury ruszyło, szczególnie po wizycie na Jasnej Górze papieża Franciszka. Miasto się mocno wykazało. Teraz przynajmniej te ulice, którymi Franciszek przejeżdżał, są niemal jak tafla lodu. Poza tym, wizyta Papieża była dla mnie bardzo ważna, niesłychanie mnie wzmocniła!

A w kwestii tworzenia województwa częstochowskiego – widać podobny zapał?

Ta dyskusja ma wiele płaszczyzn. Absolutnie nie wkraczam w kwestie polityczne, bo to mnie kompletnie nie interesuje. Częstochowa już była miastem wojewódzkim i dzięki temu lepiej się tutaj żyło – mniej nam zabierali, więcej mogliśmy sobie sami wypracować i mieć dla siebie (jak mówią moi rodzice). Dzisiaj, jako miasto, tym wszystkim, co wypracujemy musimy się dzielić ze Śląskiem. Ślązaków, ich odrębności i osobliwości, bardzo szanuję. Ślązakiem nigdy jednak się nie czułem.
Czego Częstochowie brakuje? Czym musicie się dzielić?


Bardzo chciałbym, żeby nadszedł moment, kiedy w Częstochowie będzie dobry uniwersytet, dobra uczelnia, a służba zdrowia będzie na lepszym poziomie. W Częstochowie są dobrzy lekarze, ale z racji tego, że nie mamy województwa i medycznego ośrodka akademickiego, raczej szukają pracy gdzie indziej.

Z perspektywy rozwoju naszego regionu (województwo) ważne, żeby miasto mogło inwestować w edukację większe środki – w tej chwili jesteśmy jedną z najsłabiej dotowanych gmin w Polsce.

Wspólnie z żoną prowadzimy w Częstochowie Artystyczne Przedszkole Olka Klepacza. To duże przedsięwzięcie – prawie 80 dzieci, 160 rodziców, plus dziadkowie. Bardzo dobrze wiemy, jakim wyzwaniem jest prowadzić to przedsięwzięcie na poziomie, który by satysfakcjonował dzieci, nas i naszych rodziców. To nie może być kolejny „warzywniak-przechowalnia”. To ma być miejsce, gdzie dzieci będą mogły być dziećmi z całą cudowną naiwnością, a edukacja będzie pasją tworzenia...i zabawą! Marzy mi się żeby nasze dzieci w dorosłym życiu pozostały czyste kulturowo i nie miały dziwnych uwarunkowań w tej kwestii.

W Częstochowie chyba nie trzeba uczyć otwartości na kulturę? Od zawsze przekrój społeczny był tu szeroki.

Tygiel. Zgadza się. Ale tak właśnie powinno być, bo miasta dzisiaj tworzą pewną konkretną wartość: dzięki miastom uczymy się żyć w grupie, uczymy się inkluzji. I świadomie nie używam słowa tolerancja. Inkluzja to akceptacja inności, czyli coś, co powinno być fundamentem. Moja wolność zaczyna się tam, gdzie kończy się twoja – zawsze to powtarzam. Oczywiście, wszystko w granicach rozsądku, bo ten taki cholerny liberalizm – chory, wynaturzony – odbija nam się czkawką. Niekontrolowane multi-kulti prowadzi do braku kręgosłupa moralnego i braku zasad. Nasz codzienny byt powinny sankcjonować jasno określone kryteria, ale z absolutnym poszanowaniem inności – odmiennego zdania, sposobu na życie, myślenia. Miejscem, gdzie wszystkie te różnice znajdą swój wspólny mianownik, powinna być, w naszym przypadku, Częstochowa – moje rodzinne miasto z piękną historią.

A co jest w nim najpiękniejszego dla Pana?

Właśnie ten tygiel. Tutaj ludzie od zawsze brali swoje sprawy w swoje ręce, nie czekali, aż ktoś im coś da. Dzisiaj, pośrednio z racji tego, że nie mamy województwa i nie jesteśmy ośrodkiem decyzyjnym, sporo młodych ludzi wyjeżdża. Prezydent Matyjaszczyk stara się działać w tej przestrzeni – pojawiają się nowe inicjatywy żeby przyciągać młodych. Cały czas jednak brakuje inwestorów i atrakcyjnej oferty pracy. Powstają kolejne hipermarkety, ale gdzieś trzeba zarabiać, żeby tam kupować!

Ale kulturalnie dzieje się sporo. Częstochowa wydaje się tętnić życiem – festiwal Frytka OFF, teraz Dni Częstochowy.

...zagramy koncert z tej okazji. Będzie też T.Love, Habakuk i kilku innych młodych zdolnych częstochowskich artystów. Spotkamy się wspólnie z Częstochowianami, żeby krzyknąć głośno: „Chcemy województwa”. Wielu pewnie odpowie: „Okej, ale czy wy sobie dacie radę?”. Kiedyś dawaliśmy, więc to wszystko kwestia koncepcji, oraz tego, jak ją przełożyć na normalne, codzienne życie. Myślę, że są tu ludzie, którzy będą potrafili temu sprostać.
W tym miejscu idealnie pasuje cytat z Churchilla: „Jeśli nie przeznaczymy wystarczających pieniędzy na sztukę i kulturę, to po cholerę tą wojnę wygrywaliśmy?”. W Częstochowie prężnie działała kiedyś Częstochowska Scena Młodzieżowa, której Formacja Nieżywych Schabuff jest dzieckiem. T.Love, Tie Break, Young Power, J. J. Iwański, Mateusz i Marcin Pospieszalscy i młode pokolenie Black Bird (Michał Walczak, Michał Rorat). Pochodzi stąd wielu wybitnych plastyków,rzeźbiarzy, malarzy: J.D.Gracz, J.Kędziora, T.Sętowski, D.Pala, J.Pałucha, A.Patrzyk, czy Marta Frej... która jest autorką okładki ostatniego naszego singla „Ludzie są fajni” – piosenki, która ma zadanie wskrzesić pozytywne myślenie Polaków!!

To może zamiast jednego singla trzeba by nagrać całą płytę z takim przekazem?

W tej chwili płyta to pewien archaizm. Piosenki „żyją” w necie i są dostępne na platformach cyfrowych. Każdy ma możliwość wyboru i, podążając za swoimi gustami, tworzy własne kompilacje ulubionych piosenek.

Cała idea premierowego singla polega na na prostym przekazie: ludzie – zwykli, normalni, zwyczajni – są fajni. Tylko trzeba umieć odróżniać prostotę od chamstwa i prostactwa. Te podstawowe granice mocno się ostatnio zatarły, na co pełną nonszalancją zapracowała władza, która rządziła przez ostatnie 25 lat – z prawej, z lewej, ze środka, z każdej strony. Jak mawia mój kochany tata: „Ludzie dzielą się obecnie na tych którzy rozumieją i rozumią” – niestety!

W Częstochowie jest mnóstwo ludzi z ideami, ale na sztukę trzeba mieć pieniądze – tak jest i będzie. Ze strony władzy, niemoralnym jest pozyskiwanie funduszy z VATu na imprezach kulturalnych – koncertach, wernisażach, etc. Przecież ja nie produkuję popielniczek, butów, tylko rzecz ulotną, której fizycznie nie ma.

Oczywiście, nie należy traktować artystów jak święte krowy, ale należy o nich dbać. Nade wszystko otoczyć kulturę, sztukę i edukację specjalną opieką – tą niepubliczną również. Niepubliczna oświata działając „rynkowo” podnosi poprzeczkę prowokując rozwój, tak jest na całym świecie. Zawalczmy o „Jasia”, żeby nasiąkał dobrymi wzorcami, wtedy „Jan” zmieni świat na lepsze. O to w tym wszystkim chodzi!

Czyli od przedszkola do lokalnego patriotyzmu – to jest pana plan?

Z Patriotyzmem jest jak z Koranem: różnie jest rozumiany i interpretowany. Lokalnie wychowujmy młodych, świadomych, wrażliwych ludzi. Otwartych na świat, akceptujących odmienność, mających świadomość, dumę i tożsamość polską, ponadnarodową.

Mamy wspaniałą kulturę, sztukę, kapitalną historię. Niestety często manipulowaną, co może nam się czkawką odbić. Ugrupowania polityczne na całym świecie posługują się socjotechniką: zmanipulowani ludzie pozostawieni sami sobie, dokonują bardzo prostych wyborów – takich, których ja pewnie też bym dokonał, gdybym żył biernie. To jest problem całego współczesnego świata generalnie, nie tylko Częstochowy. Z perspektywy Warszawy to pewnie wygląda inaczej, bo tamtejszy „tygiel” jest o wiele szerszy, pojemniejszy.

I przez to różne problemy są też mniej widoczne.

Właśnie. Ale proszę sobie wyobrazić panowanie nad tłumem bez „kija i marchewki”.

Ciężko. Tylko batem ewentualnie.

W związku z tym manipulacja to wielki problem. Współczesny świat stawia nam gigantyczne wyzwania. Ludzie często pytają mnie i żonę: „Czego uczycie dzieci w przedszkolu?”. Odpowiadamy: „Niczego więcej oprócz mizerykordii i poczucia własnej wartości nauczyć ich nie możemy. Świat jest teraz tak dynamiczny, że nie wiemy, co będzie jutro”. Jeśli komuś wydaje się dobrym sposobem uczenie dzieci niepopełniania błędów, które sami popełniliśmy, to jest w błędzie. W czasie kiedy rozmawiamy, świat już się zmienił. Dzieci muszą być silne, świadome, ciekawe świata i ludzi, a życia nauczy je… życie.

Artykuł powstał w ramach akcji "Jasne, że Województwo Częstochowskie"

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Zupełnie nowe naTemat.pl 4.0. To największa zmiana w historii serwisu
0 0Grupa naTemat nigdy nie była tak popularna jak teraz. Dziękujemy!

O TYM SIĘ MÓWI

0 0Elitarna grupa zaczyna szukać Woźniaka-Staraka. Jeden z nurków zdradza szczegóły
0 0Co dalej z poszukiwaniami Woźniaka-Staraka? Mamy najnowszy komentarz policji
0 0Hejterzy śmieją się z jego roli w filmie Tarantino. Jednak to Rafał Zawierucha "wygrał życie"