Ceny maluchów przekraczają 60 tys. zł, ale moda na Fiata 126p nie dotyczy 30-latków. "To pokolenie ma traumę"

Ceny maluchów przekraczają 60 tys. zł, ale moda na Fiata 126p nie dotyczy 30-latków. "To pokolenie ma traumę"
Ceny maluchów przekraczają 60 tys. zł, ale moda na Fiata 126p nie dotyczy 30-latków. "To pokolenie ma traumę" Fot. Mateusz Łubiński / Archiwum własne
Kilka lat temu były obciachem, dziś stają się niedrogim sposobem na odrobinę lansu. Odrestaurowane, kupione niedawno za grosze maluchy zaczynają z dumą pojawiać się na ulicach wielkich miast, a ich ceny zaczynają szybować. Może to dobry moment, aby zainwestować kilka groszy w poczciwego Fiata 126 p.?


Trzydziestolatkowie mają traumę związaną z maluchami – to ich najrzadziej widać na zlotach Fiatów 126p. – To pokolenie korporacyjne, któremu bardziej zależy na wypasionym, służbowym samochodzie, niż na "takim czymś". W tej grupie maluch budzi raczej złe skojarzenia i traumy z dzieciństwa – mówi Mateusz Łubiński, 21-letni właściciel czterech fiatów 126p i założyciel klubu miłośników tych aut w Warszawie.


– Maluchami otrzymanymi od dziadków jeżdżą dziś 20-latkowie, albo ludzie w średnim wieku, którzy zaoszczędzili trochę pieniędzy - mają dom, działkę i z sentymentu, kupili sobie taką zabawkę. Trzydziestolatkowie zaś wciąż kojarzą je z czymś "obciachowym" – mówi Łubiński.

Popularność maluchów, choćby ta wśród hipsterów, dopiero się rodzi. – Szczerze? Jeszcze jej nie zauważyłem – usłyszałem od jednego ze znanych warszawskich blogerów modowych. Ale o tym, że zaczyna się "hype" na maluchy wie doskonale jedno z popularnych wydawnictw. Wypuszczają właśnie na rynek serię gazet, do których będą dokładać kolejne części modelu Fiata 126p. Model może i ładny, ale gdy podliczymy koszty, taniej wyjdzie nam przejść się na spacer po osiedlu i przy odrobinie szczęścia odkupić oryginał w skali 1:1.

Fiat 126 (centoventisei) – samochód osobowy skonstruowany w zakładach FIAT, produkowany we Włoszech w latach 1972–1980, a w Polsce od 6 czerwca 1973 do 22 września 2000 roku (Polski Fiat 126p)[1]. Polska wersja licencyjna produkowana była przez Fabrykę Samochodów Małolitrażowych „Polmo” Bielsko-Biała w Bielsku-Białej oraz w Tychach. Jego poprzednikiem był Fiat 500, następcą Fiat Cinquecento. Czytaj więcej

Moda w cenie
Ceny maluchów rozwijają się jak kubańskie cygara - z zewnątrz duże liście, a wewnątrz miałko. A to właśnie w kraju Fidela Castro, za jednego z dziesięciu tysięcy jeżdżących po wyspie Fiatów 126p trzeba dać od 5 do 10 tys. dolarów. U nas z cenami bywa różnie, bo malucha można kupić za 100 zł albo dostać za darmo, ale również, choć trudno w to uwierzyć, za niektóre egzemplarze właściciele życzą sobie tyle, co za Skodę Octavię.
Szczęśliwi ci, których dziadek lub ojciec zapomniał o zbunkrowanym w garażu maluchu. O ile kilkanaście, kilkadziesiąt lat temu chowali pod plandekę nic niewartego Fiacika, tak dziś wyciągnąć mogą spod niej prawdziwy rarytas i robić szał na dzielni.

Moda jest, czy jej nie ma?
Już kilka lat temu na punkcie Malucha, jako klimatycznego klasyka oszaleli Japończycy, tam te autka zaczęły osiągać na aukcjach kosmiczne kwoty. – Dobrze, że w końcu ta moda - choć naokoło - dociera i do nas. Na ulicach jeszcze jej nie widać, za to na zlotach klasyków - zaczęło się prawdziwe szaleństwo! – mówi dziennikarz motoryzacyjny Radia Zet Michał Adamiuk.


O tym, że panuje moda na maluchy jest zaś przekonany Łubiński. Dowodem na to mają być choćby reakcje ludzi, którzy nawet na jego osiedlu odwracają się i podziwiają "Małego Fiata". Tymczasem jeszcze niedawno, na sam dźwięk malucha ludzie raczej odwracali głowę udając, że nie znają właściciela. – Młodzi zastanawiają się, co to w ogóle jedzie. Starsi mają wypisane na twarzy "kiedyś takiego miałem" – mówi pasjonat Fiatów 126p.
Zmienił się powód kupowania malucha. Niedawno był jeden - kosztowały tyle, co rower. Dziś nie jest to najtańsze auto na rynku, ale cieszy się rosnącym powodzeniem. W cenie są dwa rodzaje aut. Maluchy z pierwszych lat produkcji, a więc z lat 70., oraz te z minimalnym przebiegiem - czasem nawet z folią na siedzeniach. I tu nie ma znaczenia, czy maluch pamięta jeszcze komunę, czy też jest już tzw. elegantem. Nówka to nówka.

Jakiego malucha szukać?
Jeden z maluchów w garażu Mateusza to prawdziwy biały kruk, mimo iż należy do najnowszych Fiatów 126p. To auta z drugiego końca produkcji, tzw. Happy Endy. Wyprodukowano 500 żółtych, 500 czerwonych i zakończono historię Fiata 126p.
Przykładowo, za malucha z 1987 roku w fabrycznym stanie, właściciel życzy sobie 65 tys. zł. Przez 22 lata stał w garażu, a później w domowym salonie obecnego właściciela. Za to za w pełni oryginalnego 126p z 1976 roku trzeba dać nawet 51 tys. zł. Czy znajdą się chętni? To się okaże, ale kilka osób chce sprzedać maluchy za podobne kwoty. Na aukcjach internetowych pojawiają się również egzemplarze za około 1,5 tys zł. Trzeba zatem mieć naprawdę wyjątkowego malucha, aby zarobić.

Matesz Łubiński, który zna dobrze rynek maluchów uważa, że dziś jest najlepszy moment, aby rozejrzeć się za ciekawym egzemplarzem. Zdecydowanie odradza jednak aukcje internetowe. – Warto rozejrzeć się po osiedlu, bo może jeszcze ktoś ma taki samochód. Maluchami z sieci nie ma co sobie zawracać głowy, bo handlarze wyczuli zainteresowanie tymi samochodami i windują ceny, delikatnie mówiąc – radzi posiadacz Małego Fiata.
Michał Adamiuk zauważa, że to może być ostatni dzwonek, żeby kupić 126p za sensowne pieniądze, bo będzie tylko drożej. – Dokładnie tak, jak już jest z "Dużymi Fiatami" 125p. Na rynku Maluchów na razie mamy pełne spektrum cen - od kilkuset, przez kilka tysięcy, po kilkadziesiąt tysięcy złotych za kolekcjonerskie egzemplarze w perfekcyjnym stanie. Jeśli zakup Malucha ma być inwestycją - szukajcie mniej popularnych typów, jak choćby 126 BIS z podnoszoną tylną szybą – mówi dziennikarz i bloger naTemat.

Napisz do autora: krzysztof.majak@natemat.pl