Zrezygnuj z tapety, postaw na sztukę. Jak wkomponować obraz w domową przestrzeń

Fot. Unsplash.com
Wchodząc do mieszkania, w którym ostały się resztki fototapety, nie można się nie uśmiechnąć: błogo – przypominając sobie morza szum i ptaków śpiew, lub sarkastycznie – na modłę „wieś tańczy i śpiewa”. Bez względu na to, jakie uczucia wywołuje w nas rzucone na ścianę zdjęcie palmy i plażowego leżaka w skali 1:1, ta namiastka luksusu rodem z lat 90. była swego czasu wyrazem największej wizualnej ekstrawagancji, z jaką można się było spotkać w polskich wnętrzach. Na drugim końcu skali znajdowały się oprawione w lakierowane ramki landszafty lub skajowe płaskorzeźby, co do których ciepłych uczuć nie żywi już chyba nikt. Dzisiaj dostępność sztuki, tej przez małe i tej przez większe „s”, jest szeroka, pytanie tylko, czy nauczyliśmy się umiejętnie wkomponowywać ją do wystroju?


Na początek warto zastanowić się, co w ogóle mamy na myśli mówiąc „dzieło sztuki”. Jeśli do głowy momentalnie przychodzi wam muzealna przestrzeń, ociekające olejem płótna w tłustych, pozłacanych ramach – czas na ustalenie nowych priorytetów. Oczywiście, jeśli należycie do wąskiego grona szczęśliwców, którzy mogą sobie pozwolić na zakup oryginalnego Rubensa czy Picassa, praktycznie nic was nie ogranicza. Na potrzeby wystroju przeciętnego mieszkania „dziełem” może być wszystko – plakat z ulubionego filmu, grafika przedstawiająca idola z lat młodzieńczych, czy oprawiony w ramki dziecięcy rysunek. Mile widziane jest wszystko, co nada wnętrzu indywidualny sznyt i odzwierciedli wasz charakter, a jednocześnie „odnajdzie się” w przestrzeni, jaką dysponujecie.

Pełną dowolność w zagospodarowaniu ścian mają ci, którzy podczas malowania zdecydowali się na biele i szarości. Odpadają nam wtedy dylematy związane z kolorystyką obrazu. Problem, czy raczej dekoratorskie wyzwanie, stanowi przestrzeń, w której dominują bardziej zdecydowane barwy. W takim przypadku wyjścia są dwa.


Pierwsze: stawiamy na element, który będzie ze ścianą kontrastował, wyróżniał się na jej tle. Tu, znowu, zalecana jest ostrożność. Bo o ile szalony, psychodeliczny pejzaż być może sprawdzi się w pop-artowym salonie, to już w sypialni, w której atmosfera powinna być spokojniejsza – może nam działać na nerwy. I mimo że naczelna zasada podczas aranżacji wnętrza mieszkalnego głosi: wolnoć Tomku w swoim domku, dopóki dobrze się w nim czujesz, to czasem warto zastanowić się, czy przesadna brawura nie wynika z presji wywieranej przez panującą obecnie modę.

Drugą, zdecydowanie częściej praktykowaną, a zarazem bezpieczniejszą strategią jest dążenie do harmonii. W klasycznie urządzonym salonie, w którym dominuje naturalna kolorystyka połączona z drewnem, sprawdzi się obraz stanowiący dopełnienie tego tematu. Poruszając temat harmonii, trzeba pamiętać, aby każde dzieło było odpowiednio wyeksponowane. Kierujmy się tu proporcjami i zdrowym rozsądkiem. Obraz to nie telewizor, więc porady w stylu: „im większy, tym lepszy” należy puszczać mimo uszu. Rolą obrazu jest dopełnić wnętrze, a nie zastąpić tapetę. Poza tym, kto powiedział, że w ogóle musimy go na ścianie wieszać?


Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Od dziś zupełnie nowe naTemat.pl 4.0. To największa zmiana w historii serwisu
0 0Grupa naTemat nigdy nie była tak popularna jak teraz. Dziękujemy!
0 0Zrobił aplikację, bo chciał pomóc mamie. Taki hit, że rzucił pracę i założył firmę
0 0Ostatni przystanek twojego pupila: witamy w krematorium dla zwierząt
0 0Hejterzy śmieją się z jego roli w filmie Tarantino. Jednak to Rafał Zawierucha "wygrał życie"