Prof. Bralczyk o Wenclu, który dostał nagrodę od prezydenta: To, co wyprawia, działa na szkodę polszczyzny

Prof. Jerzy Bralczyk podczas debaty "Polszczyzna ludzi myślących (wciąż jeszcze)".
Prof. Jerzy Bralczyk podczas debaty "Polszczyzna ludzi myślących (wciąż jeszcze)". Fot. Jędrzej Nowicki / Agencja Gazeta
– Nawet, jeśli uznalibyśmy teksty pana Wencla za interesujące, to polityczny wymiar nagrody „Zasłużeni dla Polszczyzny” jest oczywisty – mówi prof. Bralczyk o prezydenckim odznaczeniu prawicowego publicysty Wojciecha Wencla.

Do grona Polaków zasłużonych dla polszczyzny dołączył poeta i publicysta „Frondy”. Już w październiku Rada Języka Polskiego z Panem na czele zgłosiła w tej sprawie votum separatum. Prezydent nie zareagował i pomimo głosów sprzeciwu odznaczył Wojciecha Wencla. Jest Pan zaskoczony?

Nie, ponieważ to wpisuje się w pewien rodzaj polityki, nawet kulturalnej. Widoczny zamiar innego ustawienia, podejścia do ludzi nauki i kultury, wydaje się spójny z polityką, którą nasze władze prowadzą. A ta spójność, która sama w sobie jest cnotą, w tym wypadku nie musi nam się podobać. Jestem zwolennikiem otwartości.

Gdyby dokonania pana Wojciecha na polu polszczyzny można uznać za wzbogacające polszczyznę, to nawet jeśli nie zgadzałbym się z nim ideologicznie, chętnie bym mu te nagrodę wręczył. Wydaje mi się, że w zestawieniu z innymi laureatami tej nagrody, jego zasługi nie są aż tak wyraźne. Powiedziałbym, że to, co uprawia w publicystyce działa na szkodę pewnego aspektu polszczyzny – możliwości porozumiewania się.

Prezydent Duda tak uzasadniał swój wybór: „piękna, bogata, ciekawa polszczyzna, zachowująca absolutnie wszystkie wartości języka, które są tak niezwykle potrzebne dla budowania fundamentu kulturalnego każdego człowieka”. „Można się z nimi zgadzać, można się nie zgadzać, ale na pewno treści ważne, bo warte przedyskutowania i warte przemyślenia”. Przekonuje to Pana?



Jest tu wiele słów na wyrost. Przysłówek „absolutnie” wydaje mi się tutaj absolutnie nie na miejscu. Z tym, że są to teksty ważne, mogę się zgodzić. Bo ważne są nie tylko teksty, które akceptujemy, ale też te, których nie akceptujemy. Zgadzam się także z tym, że należy dyskutować. Jest jednak wiele tekstów, które bardziej działają na rzecz dobrego, funkcjonalnego i społecznie użytecznego języka. Nawet, jeśli uznalibyśmy teksty pana Wencla za interesujące, to wydaje mi się, że polityczny wymiar tej nagrody jest oczywisty.

Państwo w swoim votum separatum oceniliście twórczość pana Wencla jako "zaangażowaną politycznie", "zaprzeczającą idei etyki słowa, użyty w nich język zamiast łączyć dzieli, jest nacechowany propagandą wobec myślących inaczej autorów”. Nie ma Pan wrażenia, że to samo można powiedzieć dziś o języku debaty publicznej?


Nie można uogólniać. W języku debaty publicznej częściej zaznaczają się elementy, które różnią, niż te które łączą. Na tym polega debata. Boli mnie to, że po obu stronach ludzie tak skwapliwie i ochoczo budują swoją tożsamość na zasadzie solidarności negatywnej. Czyli przez: opozycję, pokazanie, że z czymś się nie zgadzają. Posuwają się do językowej agresji, drwiny. Takie pojęcia, jak „język nienawiści”, „przemoc pogardy” - same w sobie zawierają pewien element nienawiści i pogardy, dlatego ich nie lubię. W języku jest bardzo wiele tego, co nas może dzielić.

A jak Profesor określiłby dziś język polityków?

To temat na bardzo długą rozmowę. Nie sądzę, by można było powiedzieć o tym lapidarnie. Określenia typu „język nienawiści”, „przemoc pogardy” to etykiety, które bardzo często szkodzą. Są bardzo różne aspekty tego mówienia i myślę, że powinniśmy promować, nagradzać tych, którzy wypowiadają się w sposób, który pozwala na porozumiewanie się.

A polityk, który ucieka od języka nienawiści i jest dobrym mówcą to...?

Myślę o wypowiedziach polityków Polskiego Stronnictwa Ludowego (PSL), która teraz przeżywa znaczny kryzys, ale wydaje się partią porozumienia. Kiedy słuchałem posła Stanisława Żelichowskiego, czy nawet teraz przewodniczącego Władysława Kosiniaka-Kamysza, to wydaje mi się, że w ich wypowiedziach możemy odnaleźć trop chęci porozumienia. Za wzór można też postawić byłych polityków, którzy właśnie dlatego, że nawoływali do zgody, nie mieszczą się teraz w polityce. Aktywni politycy zbyt często budują swoją aktywność na wyrażaniu wrogości, potępienia.

W jednym z wywiadów przyznał się Pan do tęsknoty za „łagodnym sposobem komunikowania się”. Czy to byłoby skuteczne?


A co to znaczy skuteczne? Najchętniej odszedłbym od tego uwielbienia dla skuteczności.

Czy ktoś słuchałby polityka, który mówi prawdę, jest uprzejmy, słucha partnera rozmowy, unika agresji słownej?

Ciągle mam nadzieję, że ci, którzy naprawdę chcą porozumienia, mogliby takie głosy odebrać dobrze. Mamy dwa rodzaje programów telewizyjnych: w jednych spotykamy się z wielkim sporem i kłótnią, w drugich – zwolennicy tej samej opcji podbijają sobie bębenka.
Czy ktoś by słuchał łagodnie komunikującego się polityka? Czasami bywało tak, że z zainteresowaniem słuchało się polityków agresywnych, a głosowało na tych mniej agresywnych. To akurat dawało pewną nadzieję. Teraz jest tak, że słucha się tych agresywnych i na nich się głosuje. To pokazuje, że postulat skuteczności, który dziennikarzom też przyświeca, prowadzi nas do społeczeństwa zróżnicowanego. A każda ze stron chciałaby uważać, że tylko ona ma rację.

Jaka w tym wszystkim jest rola mediów?

Ludzie mediów kierują się postulatem skuteczności. Skuteczność jest skrzyżowaniem atrakcyjności i profesjonalizmu. Tak się wydaje. Jeżeli ktoś jest atrakcyjny, to przyciąga uwagę. I może przez to uzyskać oglądalność, słuchalność, czytelnictwo. A media są w tej chwili stronami. Nie powiem stroną, bo są jedne i drugie media. Trudno mi przypomnieć sobie tytuł, który nie byłby jednoznacznie ustawiony po którejś z tych storn. Niestety. Może Państwo byście spróbowali?

Bardzo bym sobie tego życzyła, ale ja jestem tylko małą mrówką.


I niech sobie te mrówki stworzą bardzo dobre mrowisko.

O nagrodzie "Zasłużeni dla Polszczyzny":

Nagroda "Zasłużony dla Polszczyzny" ma m.in. propagować dobre wzorce językowe, promować język polski jako wartość, "chronić język jako nośnik tożsamości narodowej" i "kształtować świadomości językowe Polaków". W tym roku prezydent Andrzej Duda wręczył ją po raz szósty. Votum separatum od kandydatury Wojciecha Wencla już w październiku ub.r. złożyli członkowie Rady Języka Polskiego: profesorowie Jerzy Bralczyk, Katarzyna Kłosińska, Andrzej Markowski. Poprali ich także członkowie nagrody z poprzednich lat i członkowie kapituły nagrody: Jerzy Bartmiński, Jan Miodek, Walery Pisarek oraz Jadwiga Puzynina. Oświadczenie sporządzone i wysłane w ub.r. prezydentowi Dudzie (odpowiedzi nie otrzymali) opublikowano tuż po ogłoszeniu zwycięzcy.


Napisz do autorki: daria.rozanska@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...