
12 - 13 – Sala zarezerwowana – "joga" – adnotacja o tej treści co tydzień pojawia się w kalendarzach pracowników znanej korporacji sektora finansowego. I nie, nie ma co doszukiwać się tu kryptonimu dla specjalnej formy "briefingu na asapie". Joga jest jogą. Pracownicy w południe naprawdę odchodzą od biurek, zrzucają garnitury i garsonki, zamieniają je na dresy i legginsy, aby następnie przez godzinę wspólnie ćwiczyć asany. Co najlepsze, żeby się tego dowiedzieć, nie musiałam wcale łączyć się z drugą półkulą.
Dbanie o dobrostan pracowników przestaje być już tylko domeną gigantów z Doliny Krzemowej – przerwę na jogę postanowił umożliwić swoim pracownikom Zarząd KBC Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych w Warszawie. – Pomysł wziął się z potrzeby zadbania o zdrowie – tłumaczy Agnieszka Chmielewska, szefowa działu marketingu w KBC TFI. – Było kilka pomysłów, ale joga wygrała. Pewnie dlatego, że siedzący tryb życia daje się we znaki większości z nas – tłumaczy.
Jak pracownikom KBC TFI udało się przekonać “górę” aby podarowała im godzinę relaksu? To nie było trudne, ponieważ pomysł od początku bardzo spodobał się Zarządowi, który sam także bierze udział w zajęciach. – Wygospodarowanie tej godziny było ukłonem w stronę pracowników, ale nie tylko – tłumaczy Małgorzata Baranowska ze szkoły jogi Halasana, która prowadzi zajęcia. – Jasne, że wspólna aktywność to świetne narzędzie integrowania zespołu i poprawy motywacji. Z drugiej strony, w wyraźny sposób przekłada się też na zdrowie poszczególnych uczestników – zapewnia instruktorka i zaczyna wymieniać korzyści płynące z regularnej praktyki.

Na początku – z rozsądku – Joga pozwala wzmacniać centrum ciała oraz mięśnie posturalne odpowiadające za prawidłową postawę. Odpowiednie ćwiczenia sprzyjają poprawie tzw. “core stability” czyli umocowania gorsetu mięśniowego podtrzymującego kręgosłup. – tłumaczy instruktorka.
Na pytanie, czy godzina w tygodniu spędzona na ćwiczeniu różnych wariacji kwiatu lotosu i psa z głową w dół wystarczy, aby nasz kręgosłup odczuł efekty, odpowiada że jak najbardziej: – Już po pierwszych zajęciach poczujemy się inaczej. Bóle w krzyżu często wynikają z napięć mięśni przykręgosłupowych. Wystarczy delikatnie je rozciągnąć, aby poczuć się lepiej. I właśnie na tym skupiamy się przez większość zajęć – dodaje.
Agnieszka Chmielewska, która w zajęciach uczestniczy od początku, potwierdza tę tezę dodając, że początkowo wcale nie towarzyszył jej hurra-optymizm. – Przyznaję, że poszłam trochę z rozsądku. Dzisiaj nawet w domu staram się wygospodarować dodatkowe 30 minut kilka razy w tygodniu na dodatkowe ćwiczenia. Można chyba powiedzieć, że połknęłam bakcyla, jak z resztą sporo osób z firmy – twierdzi.

W sumie trudno się dziwić, że zebranie 15 osobowej grupy nie było problemem. Regularna praktyka nie tylko złagodzi bóle pleców, ale i pozwoli lepiej radzić sobie ze stresem, bo jak się okazuje są to czynniki współzależne:
Małgorzata Baranowska
Szkoła jogi Halasana

Na pierwszych zajęciach uczestnicy skupiają się więc na wzmacnianiu ciała – “uczą się go” jak określa to Małgorzata Baranowska. Kiedy nabiorą świadomości ruchowej, można przejść do technik relaksacyjnych: – Relaks polega między innymi na tym, żeby w świadomy sposób docierać do swojego ciała i rozluźniać poszczególne obszary. Kontrolowanie oddechu, akcji serca to forma medytacji, treningu uważności - tym również zajmujemy się na zajęciach jogi – tłumaczy Baranowska.
Małgorzata Baranowska
szkoła jogi Halasana
Sceptycznych coraz mniej, zrelaksowanych – coraz więcej Choć o zaletach “korporacyjnej gimnastyki” zarówno instruktorka Halasny, jak i uczestniczka mogłyby mówić długo. Agnieszka Chmielewska przyznaje jednak, że kilku sceptyków nadal w jej firmie można znaleźć. Problem jest właściwie jeden: rezerwacja sali konferencyjnej w środku dnia.

– Ćwiczymy w pokoju, w którym przez resztę dnia odbywają się spotkania. W trakcie zajęć jest ona wyłączona z użytku. To właściwie jedyny argument przeciwko jodze, z jakim się spotkałam – tłumaczy Chmielewska i dodaje, że obóz sceptyków z dnia na dzień traci na liczebności. – Już myślimy o utworzeniu drugiej grupy, bo nowi chętni cały czas się zgłaszają – tłumaczy.
