''Autor powieści nie powinien być jak urzędnik'' – przekonuje polska pisarka, którą porównano do Camilli Läckberg

Nina Majewska-Brown zadebiutowała powieścią obyczajową ''Wakacje'', która doczekała się 3 części: "Zwyczajny dzień'', ''Jak się nie zakochać'' i ''Nina''. Jest też autorką kryminału ''Grzech''
Nina Majewska-Brown zadebiutowała powieścią obyczajową ''Wakacje'', która doczekała się 3 części: "Zwyczajny dzień'', ''Jak się nie zakochać'' i ''Nina''. Jest też autorką kryminału ''Grzech'' Materiały prasowe
Mogła zostać nauczycielką, ale wybrała inną drogę. Jako absolwentka polonistyki na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu pracowała w różnych wydawnictwach. Tam poznała od podszewki branżę, dzięki której półki rodzimych księgarń wypełnione są po brzegi dziełami ludzi pióra. Z czasem zapragnęła znaleźć się po drugiej stronie, aby to jej nazwisko widniało na okładkach książek. Inspiracji dla swojej twórczości szuka przeważnie w codziennym życiu.


– Nie myślę kategorią limitów, bo czułabym się jak urzędnik przed stertą dokumentów. Pisanie w moim przypadku to spontaniczne zajęcie, w którym potrafię się zatracić i od którego mogę uciec na tygodnie – zdradza kulisy swojej pracy w wywiadzie dla naszego serwisu Nina Majewska-Brown, autorka cyklu powieściowego o Ninie Braun i kryminału obyczajowego ''Grzech'', prywatnie żona i mama, opiekunka domowego ogniska, miłośniczka gotowania i zapalona ogrodniczka.


''Pisarz pisze i ten proces – nie sława czy fortuna – jest najważniejszy''. Tak twierdzi Amy Tan. Zgadzasz się z tym stwierdzeniem? Czemu ty pewnego dnia postanowiłaś chwycić za pióro tudzież klawiaturę?

Nina Majewska-Brown: Klawiaturę! Pisanie i przelewanie na papier myśli i wrażeń jest dla mnie najważniejsze, cały ten proces to wniknięcie w siebie, zmierzenie się z własnymi lękami i demonami, ale to też wejście w nieistniejący świat, nie zawsze lepszy od tego rzeczywistego. Reszta jest wtórna, ale nie mniej ważna. Sukces finansowy pozwala na spokojne zajmowanie się tym, co pisarz kocha – pisaniem.


Pisarz nie żyje w próżni. Zazwyczaj ma listę swoich ulubionych autorów, prawdopodobnie ktoś go/ją inspiruje swoją twórczością, stanowi wzór. Jak to wygląda w twoim przypadku?

Od zawsze uciekałam w świat książek, a w miarę dorastania lektury i ich bohaterowie zmieniali się. W książkach zachwyca mnie zabawa słowem, ulotność i wyobraźnia autora, jednak nie mam w głowie nikogo, do kogo bym aspirowała. Mnie przede wszystkim inspiruje życie, ulica i historie ludzi, którzy się o nas ocierają.


Zdradź trochę swoją pracę od kuchni. Lecisz na żywioł? Czy masz może jakiś dzienny limit stron lub godzin, którego bezwarunkowo się trzymasz?

Zdecydowanie lecę na żywioł i to cudowne uczucie, które sprawia, że sama nie wiem, w jaką stronę pociągną mnie bohaterowie. Oczywiście mam w głowie początek, koniec opowieści, ale wszystko pośrodku wypełnia się spontanicznie. Nie myślę kategorią limitów, bo czułabym się jak urzędnik przed stertą dokumentów. Pisanie w moim przypadku to spontaniczne zajęcie, w którym potrafię się zatracić i od którego mogę uciec na tygodnie.
Czym poza pisaniem jeszcze się pasjonujesz? Bez czego nie wyobrażasz sobie życia na tym łez padole [śmiech]?

Nie istnieję bez mojej rodziny. Bycie z nimi to największe szczęście, jakie mnie spotkało, co nie znaczy, że na tym szczęściu nie kładą się cienie codziennych problemów. Jestem raczej niedzisiejszą kobietą udomowioną. Choć zawsze biegam na wysokich obcasach, to uwielbiam gotować, pielęgnować ogród, robić na drutach, czytać... Nudne, prawda?

Niekoniecznie, bo niektórzy marzą o tym, by oddać się takim, wydawałoby się, prozaicznym czynnościom. A właśnie, czy życiu pisarza bliżej do sielanki, czy ciężkiego kawałka chleba?

Byłoby sielanką, gdyby z pisania można było swobodnie żyć, ale ten komfort w naszym kraju ma niewiele osób, dlatego trzeba nieustająco łączyć przyjemne z codziennością

Zadebiutowałaś powieścią "Wakacje'', która doczekała się aż 3 następnych części.

Mój debiut literacki to 2015 rok we współpracy z wydawnictwem Rebis. W tym samym roku ukazał się ''Zwyczajny dzień'', w 2016 wydaliśmy ''Jak się nie zakochać'', a niedawno miała miejsce premiera mojej najnowszej powieści ''Nina''.

Dokładnie 13 czerwca. Jak przyporządkowałabyś gatunkowo tetralogię o Ninie Braun, która jest główną bohaterką tego cyklu? Z myślą o kim napisałaś przede wszystkim całą serię?

Z myślą o zabieganych, zapracowanych kobietach, które w nawale problemów i obowiązków zatraciły siebie. Chciałabym, by przy moich książkach odpoczywały, śmiały się i płakały oraz dostrzegły światełko w tunelu, w którego stronę zawsze warto podążać. To nie jest cykl, jak wielu myśli, o miłości. To historia o tym, jak mimo straty, bólu i zdemolowanego świata, zbudować go na nowo.

Czy w historii Niny znajdziemy drogowskaz, jak dokonać tego w realnym życiu? Starałaś się przemycić tam jakieś życiowe wskazówki czy po prostu zależało ci na stworzeniu wciągającej historii?

Podejście Niny do życia i problemów jest tym pozytywnym zastrzykiem energii, który chciałam przekazać czytelnikom. Raczej nie wymądrzam się w książce, ale bardzo zależało mi na tym, by wybrzmiało, że każda z nas jest taką Niną i ma takie same problemy. Tylko od nas, tak naprawdę, zależy to, jak je obrobimy. Ja tylko zapalam małe światełko w ciemnym tunelu.

Nie sposób nie dostrzec zbieżności Twojego nazwiska z nazwiskiem bohaterki tej 4-częściowej sagi. Ile w fikcyjnej Ninie jest tej Niny z krwi i kości?

Ninie oddałam swoją energię, sposób postrzegania świata i siłę, ale też obawy i lęki. Nie jestem jednak nią i nie chciałabym, by życie zafundowało mi wszystko to, co jej zgotowałam.
Przygody książkowej Niny rozpoczynają się od rodzinnego wyjazdu za granicę, co uruchamia łańcuch zdarzeń...

zaskakujących, komicznych, ale również tragicznych w skutkach.

Przy czym nie są to przygody jak w hollywoodzkich melodramatach czy książkowych harlequinach, tylko przez pryzmat bliskiej nam codzienności. Czy myślisz, że właśnie tą swojskością można wytłumaczyć ciepłe przyjęcie twoich powieści przez czytelników?

Myślę, że tak. Piszę o tym, co znam, albo mogłabym poznać i dlatego tak wiele kobiet utożsamia się z bohaterką. Bo której z nas, mimo miłości, nie wkurzyły dzieci, mąż, praca, która z nas nie zna tego uczucia, gdy ma się wszystkiego dosyć i tych chwil, gdzie mały drobiazg sprawia, że unosimy się nad ziemią… Szczęście jest w nas, w naszych głowach, i pewnie dlatego tak trudno je odnaleźć, bo umysły mamy zajęte codziennością.

Czy cykl o perypetiach ''kobiety po przejściach'' został już zakończony, czy też zostawiasz sobie furtkę na kolejny rozdział tej barwnej, a przy tym życiowej opowieści?

Za każdym razem zarzekam się, że to już koniec, a potem ulegam listom, w których jestem proszona o więcej. Choć nie mówię ''nie'', skupiam się teraz na nowej historii.

Między 3, a 4 częścią sagi o Ninie zaproponowałaś czytelnikom niezależną powieść z nowymi bohaterami i nowym tłem – ''Grzech''.

Tak, to zupełnie odrębna pozycja, proponująca czytelnikom nieco inną formułę.

Po części jest to kryminał, o czym świadczy otwierająca książkę sugestywna scena zbrodni, świetnie dawkująca napięcie. Trudno było przestawić się na nieco inny gatunek?

Nie. Należało nieco obrócić fabułę i zadać zagadkę na początku powieści, a nie gdzieś w połowie. Zresztą mój kryminał jest z gatunku psychologicznych, bo bardziej interesuje mnie to, co popycha nas do zbrodni, a nie morderstwo samo w sobie.

Akcja "Grzechu" rozgrywa się głównie w niewielkiej wsi. Czemu uznałaś, że to tzw. prowincja nadaje się idealnie do sportretowania ludzkich dramatów, wyborów i dylematów?

Akcja wcześniejszych powieści osadzona jest w dużych miastach, więc uznałam, że pewna odmiana będzie czymś ciekawym i dla mnie i dla czytelnika. Nie ma w tym wielkiej ideologii.
Na ogół postać matki w książkach czy filmach stanowi dla dzieci opokę...

i autorytet.

Tak. Tymczasem w tej powieści relacje matki-córki są, delikatnie mówiąc, napięte.

Przyznam, że nie jesteś pierwszym czytelnikiem ''Grzechu'', który zwraca uwagę na ten właśnie aspekt powieści.

Problem z komunikacją mają główna bohaterki Aleksandra i jej córka Monika z Warszawy, a także Teresa i Laura, mieszkanki Koluszek. Czy to zabieg służący tylko podkręcaniu emocji, czy może kryje się za tym jakiś głębszy przekaz?

Druga opcja. Relacje z najbliższymi ludźmi często bywają najtrudniejsze, bo kochamy ich ponad miarę, są dla nas najważniejsi i chcielibyśmy, by dobrze im się wiodło. Często te uczucia przesłaniają realne problemy albo je wypaczają i tak rodzą się dramaty. Tęsknota za oddanym do adopcji dzieckiem i tego dziecka za matką to prawdziwy wulkan emocji, tych dobrych i tych złych.

Nie ukrywam że zakończenie ''Grzechu'' zrobiło na mnie niemałe wrażenie.

Jakbyś je opisał?

Szok, niedowierzanie i gorzka pigułka do przełknięcia. Od początku tak to właśnie zaplanowałaś? Czy wyzwaniem było tak długo zwodzić czytelnika?

Od samego początku wiedziałam, jak będą brzmiały ostatnie słowa książki. Wyzwaniem było doprowadzić historię do końca tak, by w ostatnim zdaniu wydało się, kto jest sprawcą wszystkich nieszczęść, ale jednocześnie chciałam zostawić czytelnika w zadumie, dlaczego właśnie ta historia ma taki finał.

Rozumiem, że na sequel nie mamy co liczyć, choć aż prosi się jakoś rozwinąć tę historię.

Nigdy się nie zarzekam, ale pracuję już nad czymś innym, a w głowie mam inną kryminalną historię.

Jeden z recenzentów "Grzechu'' nazwał Cię polską Camillą Läckberg.

Znam i cenię twórczość tej szwedzkiej autorki bestsellerowych kryminałów.

A cieszysz się z takich porównań czy podchodzisz do nich beznamiętnie i robisz swoje, a może pracujesz na to, aby z czasem to innych autorów przyrównywano do Ciebie [śmiech]?

Oczywiście cieszę się, to bardzo miłe i mobilizujące.

Na koniec, czy możesz uchylić rąbka tajemnicy co do swojej przyszłej twórczości literackiej? Kolejna powieść obyczajowa? Nowy kryminał? A może eksperyment z innym jeszcze gatunkiem?

Kończę pierwszą powieść z cyklu o Ance, która mimo pozornego szczęścia szuka miłości i dowartościowania w Internecie. To kolejna czterdziestoletnia kobieta, w której wiele pań odnajdzie siebie. Miłośniczki Niny nie będą zawiedzione.

Artykuł powstał we współpracy z wydawnictwem Rebis