Beata Mazurek i Ryszard Terlecki - dwa przeciwieństwa, jednak to właśnie ten tandem najczęściej można spotkać na Wiejskiej.
Beata Mazurek i Ryszard Terlecki - dwa przeciwieństwa, jednak to właśnie ten tandem najczęściej można spotkać na Wiejskiej. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Jeżeli sejmowa konferencja klubu prawa i Sprawiedliwości, to tylko w tandemie: rzeczniczki prasowej Beaty Mazurek i wicemarszałka Sejmu i przewodniczącego klubu Ryszarda Terleckiego. Jeszcze do niedawna tandem nierozłączny. Co wynika z tego połączenia dla partii i jej wizerunku?

REKLAMA
W swoim artykule Renata Grochal w najnowszym wydaniu "Newsweeka" opisuje dosyć dziwny tandem Mazurek-Terlecki, nad którym się na co dzień nie zastanawiamy, ale rzeczywiście coś w tym jest. W Sejmie Mazurek i Terlecki są prawie nierozłączni. Razem przechadzają się po korytarzach. Pani rzecznik przesiaduje w gabinecie Terleckiego, który jest także wicemarszałkiem Sejmu. Do niedawna razem występowali na konferencjach prasowych, bo – jak mówi poseł PiS – Mazurek przy Terleckim czuje się pewniej. Jednak wspólne konferencje prasowe się skończyły, bo jak mówi jeden z polityków PiS "ludzie się śmiali z tych konferencji w tandemie, a kpiny nie robią dobrze partii. Mazurek musi sobie zacząć radzić sama".
– To jest cała Mazurek: szybciej mówi, niż myśli i niepotrzebnie podgrzewa emocje. Usłyszy coś u prezesa, a później to twórczo rozwinie tak, że pożal się Boże – mówi jeden z polityków PiS.Przypomina, jak Mazurek nazwała sędziów Sądu Najwyższego "zespołem kolesi”, a niedawno wyraziła zrozumienie dla chuliganów z Młodzieży Wszechpolskiej, którzy skopali działacza KOD. Wcześniej dziennikarzowi Jarosławowi Kuźniarowi, który kpił na Twitterze z Przemysława Wiplera, napisała: "Panu to jeszcze nikt łomotu nie spuścił za takie wpisy? Szkoda, to byłoby bezcenne”. Właśnie za takie wypowiedzi Beata Mazurek nie jest postrzegana jako sprawny rzecznik, nie mówiąc już o współtwórcy spójnego przekazu medialnego i komunikacji z wyborcami.
logo
Podobnie jak Beata Mazurek, także Ryszard Terlecki nie lubi mediów ani dziennikarzy. Przewodniczącym klubu też został nie z własnej woli, bo Jarosław Kaczyński potrzebował na to stanowisko kogoś zaufanego, a ci, którym ufa najbardziej, to politycy jeszcze z czasów Porozumienia Centrum. Jednak wicemarszałek Sejmu jest typem cichego intelektualisty, który pisze książki, dyskutuje w małym gronie na tematy filozoficzne. Jest tez zagorzałym antykomunistą i bezwarunkowo popiera lustrację. W czasach, gdy był szefem krakowskiego IPN-u, lustrował nawet swojego ojca. Politycy, którzy pamiętają Terleckiego z czasów PRL-u, wspominają także o jego hipisowskiej przeszłości.
Z pozoru tych dwóch postaci nie łączy nic oprócz przynależności do jednej partii. Jednak można się doszukać kilku podobieństw. I chyba na tym opiera się ten tandem.
Więcej w najnowszym numerze "Newsweeka".