Prawicowy publicysta Łukasz Warzecha nazywa akcję #MeToo lewacką paranoją.
Prawicowy publicysta Łukasz Warzecha nazywa akcję #MeToo lewacką paranoją. fot. Kadr z "Wycinka drzew. Wideokomentarz" / YouTube

Tego się już nie da ukryć, prawica dostrzegła akcję #metoo. I komentuje ją w swoim stylu, zdaniem publicysty tygodnika „Do Rzeczy” jesteśmy właśnie świadkami kolejnej fali "lewackiej paranoi".

REKLAMA
Doszło do tego, że Łukasz Warzecha boi się zaprosić koleżankę na kawę. Publicysta zauważa, że z powodu akcji która miała położyć kres molestowaniu seksualnemu kobiet, trzeba teraz będzie przed wspólnym wyjściem do kawiarni podpisać szczegółową umowę, co wolno powiedzieć, czego nie wolno. W przeciwnym razie jedna strona będzie potem miała podstawy do oskarżenia o molestowanie.
Jednak przykład, który przedstawia w swoim tekście Łukasz Warzecha, nie budzi zbyt wielu wątpliwości. To rozmowa między politykiem brytyjskiej partii konserwatywnej z asystentką jego partyjnej koleżanki. Mężczyzna miał ją namawiać, by umówiła się na randkę z jednym z polityków. Na randce miałaby skorzystać zarówno asystentka, wszak wspominany polityk jest przystojny, jak i umawiający randkę, który zyska wdzięczność rzeczonego przystojniaka.
Łukasz Warzecha zauważa, że lewica otwarcie zachowanie polityka nazywa stręczycielstwem. Zdaniem publicysty polityk padł ofiarą postępującego szaleństwa, kolejnej lewackiej paranoi.
źródło: "Do Rzeczy"