
Nikt nie lubi nadawania etykietek pokoleniom. Podobnie jak nikt nie chce być nazywany millenialsem. Socjolodzy, zwłaszcza z Polski, niemal zupełnie pominęli brakujące ogniwo łączące dwie duże generacje. Jedną nogą byli w analogowej przeszłości, a drugą wkraczali w cyfrową dorosłość. Mowa o xennialsach.
Brzmi to jak "problem pierwszego świata", ale coś w tym jest. Xennialsi to połączenie dwóch słów: millenialsów (inaczej pokolenie Y) oraz pokolenia X. Najprościej mówiąc: to osoby, które wychowywały się w czasach przedinternetowych, ale osiągały dorosłość, kiedy technologia zdominowały nasze życia. W USA to osoby urodzone między 1977 a 1983 rokiem, a nawet 1985, jak podają niektóre zachodnie media, gdzie pierwszy raz trafiłem na to określenie. Ale tam przecież nie mieli władzy komunistycznej, która nieco opóźniła rozwój w Polsce.
Ni to X, ni to Y W USA i innych rozwiniętych krajach, które po wojnie rozwijały się w miarę stabilnie, ale i konsumpcyjnie, pokolenie X raczej gubiło się w całym chaosie współczesności, kreowanych trendów i wyścigu szczurów. To ludzie urodzeni w drugiej połowie XX wieku (do 1980 roku) szukający celu w życiu, zastanawiający się nad sensem istnienia, gardzący systemem i konsumpcjonizmem. Przedstawicieli tego "gatunku" pokazują filmy w stylu "Sprzedawców", "Trainspotting" czy "Podziemnego kręgu".

Pokolenie X w Polsce to coś zupełnie innego niż w Stanach. Owszem, była pogarda dla systemu, ale nie ma co porównywać czasów PRL-u do wolności, którą mieli Amerykanie. O konsumpcjonizmie czy nowych technologiach już w ogóle nie było mowy. Pokolenie X w Polsce miało jakiś cel i nadzieję na lepsze jutro - przecież PRL nie mógł trwać wiecznie. I nagle zaczęła się era z przesłaniem zupełnie innym niż wcześniej. Zaczął się konsumpcjonizm i kupowanie wszystkiego na potęgę - by odbić sobie ten słynny ocet na półkach.
Kamil, rocznik '81
PR-owiec
Millenialsi na świecie to już dzieci ery cyfrowej, czyli tej po 1980 roku, w Polsce można nazwać je "dziećmi Neo" (od Neostrady, usługi stałego dostępu do internetu, którą w 2001 roku wprowadziła TP SA). I tu znów następuje przesunięcie w porównaniu do reszty świata. Każdy wie, że trudno tu się doszukiwać podobieństw. Kapitalizm zaczął się w Polsce dopiero po 1989 roku, czyli wiele lat później niż w USA. Podobnie było z nowymi technologiami, które były i drogie, i dostępne nieco później niż u zagranicznych millenialsów.
Jarek, rocznik '83
Społecznik

Dorastanie xennialsów Ukrytą generację charakteryzuje swego rodzaju sentymentalizm co do tego, co minione. "Iksy" mówią, że za komuny było lepiej, xennialsi, aż tak dobrze jej nie pamiętają. Doskonale za to wspominają analogowe dzieciństwo i wkraczanie w dorosłość. – Rzeczywiście jest coś specyficznego w tych kilku rocznikach, czego nie widać ani we wcześniejszym pokoleniu, ani w millenialsach. Z jednej strony jesteśmy bardzo w świecie digitalowym, cyfrowym, ale z lekkim uśmiechem pod nosem patrzymy na ludzi zapatrzonych w smartfony, snapujących każdy moment swojego życia, wystawiających do internetu lepszą wersję siebie w kolejnych postach – mówi 31-letni Igor, który jest również z mojego rocznika – tego "czarnobylskiego". To też cecha xennialsów: świetnie "kumają" współczesność, ale rozumieją i szanują tradycję.
Igor, rocznik '86
Grafik

Z millenialsami xennialsów łączy m. in. to, że w większości nie oglądają telewizji jako medium, a informacje czerpią z internetu. Telewizory jako sprzęt mają w domach, ale do grania czy śledzenia seriali on-line. A przecież nie tak dawno byli przyklejeni do ekranów, gdy leciały kreskówki na RTL7 czy Cartoon Network, a jeszcze wcześniej na Polonii 1. Dobrze pamiętam, gdy po szkole biegłem do domu, by nie spóźnić się na odcinek "Dragon Balla", a teraz korzystam z serwisów streamujących pokroju Netflixa, bo w dzisiejszych czasach nie da się podporządkować życia telewizji. Bo i po co. Kiedyś tak było, bo nie można sobie było puścić ulubionej kreskówki kiedy tylko się chce.
Kamil, rocznik '81
PR-owiec

Jarek, rocznik '83
Społecznik

Xennials znaczy lepszy? Tu nie chodzi o kreowanie sztucznej generacji, ale pokazanie, że xennialsi różnią się np. od millenialsów w wielu kwestiach. Nie powinno wieszać się na nas psów, jak na roszczeniowej, zbuntowanej młodzieży (oczywiście pokolenia Y ma też dobre strony). Z kolei na nazywanie nas pokoleniem X jesteśmy za młodzi. Xennialsi są łącznikiem między tymi dwoma światami, co jest równocześnie zaletą, ale i wadą.
Kamil, rocznik '81
PR-owiec
Sam zauważam różnice z dosłownie kilka lat młodszymi osobami. W szkołach też zbierali karteczki, a potem grali w piłkę na zwykłym boisku, ale takie telefony komórkowe, a co za tym inny rodzaj komunikacji mieli już wcześniej. Xennialsom komórki nie były zbytnio potrzebne, bo były mało powszechne, więc nie było zbytnio do kogo dzwonić. Wysłanie SMS-a kosztowało kilkadziesiąt groszy. Pierwszy telefon miałem dopiero na studiach, bo jak się podróżowało między miastami, to się przydawał. Wcześniej, by do kogoś zadzwonić, ta osoba musiała być akurat w domu. Umawianie się na spotkanie też było bardziej wiążące, bo nie było jak poinformować, że się spóźnimy. Teraz wystarczy napisać SMS-a czy wiadomość na Messengerze i już - sprawa załatwiona. Punktualność była czymś normalnym, dlatego teraz xennialsi frustrują się, gdy ktoś nie pojawi się o czasie oraz gdy sami się spóźniają, bo nie nadążają za tempem życia, jak zresztą większość.
Igor, rocznik '86
Grafik
Inne jest też jest podejście xennialsów i milleniasów do samego pracowania. Millenialsi często zmieniają firmę, nie czują się aż tak przywiązani, są pewni, że gdzie indziej będą mieli lepiej i lubią ryzykować. Xennialsi mają tutaj podejście zbliżone do pokolenia X - są bardziej przywiązani do swojego miejsca pracy, może i nie robią w jednej firmie całe życie jak rodzice, ale też tak często jej nie zmieniają. Wolą pomarudzić, zacisnąć zęby i pracować dalej. Xennialsi często też później wchodzili na rynek. Np. mój rocznik pierwszy szedł do gimnazjów. Wtedy też była mowa o tym, że tylko studia (i to dzienne) gwarantują solidną pracę. Potem się okazało, że doświadczenie to podstawa. Dlatego młodsze roczniki łączyły zarabianie i uczelnię, a starszaki liczyły na to, że pracodawcy zapukają do nich, jak tylko odbiorą dyplom ukończenia studiów. Troszkę się przeliczyliśmy.

– Pokolenie jest szerszą kategorią pojęciową, niż generacja, a na temat xennialsów stosunkowo mało się publikuje, czy przeprowadza badań, na ogół zaliczając ich do pokolenia Y – tłumaczy socjolog Julita Czernecka z Uniwersytetu Łódzkiego. – Zmiany, które dokonywały się w Polsce na przełomie lat 90-tych: społeczne, polityczne, kulturowe i te związanych z rozwojem technologii, spowodowały, że młodzi ludzie dorastali w szybko zmieniającej się rzeczywistości, czasem już dwa, trzy lata różnicy zmieniały te doświadczenia. A różnice wynikające dziś z charakterystyki poszczególnych generacji wynikają także z tego w jakiej obecnie są fazie cyklu życia. Jedni mają za sobą dopiero ukończoną szkołę, inni kilka lat na rynku pracy, rodzinę. To wszystko także zmienia podejście do życia i wartości. O tym też pamiętajmy – dodaje socjolog.
Nie jestem socjologiem, jednak na moje oko xennialsi w Polsce to osoby urodzone w latach 1980-1990, ale rzecz jasna to bardzo płynne klamry, bo nawet pomiędzy większymi a mniejszymi miastami można dostrzec różnice, które teraz, w dobie internetu ulegają coraz większemu zatarciu. Tak samo jak same generacje, które są coraz krótsze. W tym momencie najświeższe to pokolenie "C" od słowa "connected" (ang. podłączony), które już urodziło się w cyfrowych czasach, a analogowe zna z opowieści rodziców.
