Duży z małym mogą zdziałać cuda. Jedna z największych liderek biznesu tłumaczy, jak musi dzisiaj myśleć korporacja

Jedna z najbardziej szanowanych liderek biznesu Sophie Blum, wiceprezes Procter&Gamble, tłumaczy, czemu duże firmy muszą podtrzymywać silne więzi ze start-upami
Jedna z najbardziej szanowanych liderek biznesu Sophie Blum, wiceprezes Procter&Gamble, tłumaczy, czemu duże firmy muszą podtrzymywać silne więzi ze start-upami Fot. NaTemat
Na pierwszy rzut oka wydaje się, że dzieli je mentalna przepaść, ale przecież powiedzenie, że przeciwieństwa się przyciągają, nie wzięło się znikąd. Porównując globalne korporacje i lokalne start-upy, znajdziemy jednak wspólny dla nich mianownik jak chociażby dążenie do ułatwienia ludziom życia na takim czy innym polu. Zresztą duzi zaczynali kiedyś jako mali, a i tak wszyscy są dzisiaj skazani na współpracę. Bo innowacyjność przestaje już być zachcianką znudzonych menadżerów, a staje się filarem sukcesu w biznesie i to wbrew pozorom nie tylko w branży IT.

Prawie 70 proc. ze 100 największych korporacji na liście Forbes 500 współpracuje na co dzień ze start-upami. Pomoc ze strony dużych firm sprowadza się zarówno do bezpośrednich inwestycji w rozwój małych podmiotów, jak i tworzenia dla nich specjalnych programów wsparcia takich jak inkubatory przedsiębiorczości czy akceleratory biznesu. Co więcej, przygotowany przez KPMG raport ''Venture Pulse Q4 2016: Global analysis of venture funding'' pokazuje, że spośród wszystkich wydatków na start-upy w 2016 roku 15 proc. pochodziło właśnie z korporacyjnych funduszy inwestycyjnych.

Jak wynika z badania PARP ''Panel polskich przedsiębiorstw 2016'', 50 proc. największych przedsiębiorstw w Europie posiada swój własny wehikuł inwestycyjny, czyli fundusz ze środkami przeznaczonymi na inwestowanie w start-upy i stymulowanie swojego rozwoju poprzez poszukiwanie na rynku innowacji. Z kolei 70 proc. technologicznych firm tworzonych przez młode i kreatywne osoby deklaruje, że ceni sobie współpracę z dużymi przedsiębiorstwami.

– Sukcesu już się nie odnosi w pojedynkę. Jeśli duża firma chce pozostać liderem innowacji, musi zadbać o taki stopień otwartości, jaki jest potrzebny do sprawnego reagowania na bodźce pojawiające się zarówno wewnątrz niej, jak i poza nią – przekonuje Sophie Blum, wiceprezes ds. marketingu i budowania marki na Europę, Indie, Bliski Wschód i Afrykę w Procter and Gamble, której nazwisko znalazło się na liście 100 najbardziej wpływowych osób w Szwajcarii, a w Izraelu (zagłębiu start-upów) sześć razy z rzędu w gronie 50 najlepszych liderów biznesu.
Wyławiać talenty pomagają konkursy takie jak Start-Up Challenge, które promują ideę ścisłej współpracy międzynarodowych korporacji z krajowymi start-upami, z wiarą, że na styku tych dwóch światów tworzy się coś, co służy nam wszystkim. Rodzi się jednak pytanie, dlaczego światowa firma np. z branży kosmetycznej miałaby być zainteresowana wsparciem biznesów eksperymentujących z technologiami z odległych od jej profilu dziedzin?


Zdaniem Sophii Blum, która dla P&G ponad dekadę temu otworzyła przyjazne branży start-upowej centrum innowacji ''House of Innovation'' w Tel Awiwie, współpraca podmiotów z odmiennych sektorów może zaskoczyć niespodziewanym sukcesem. I to takim, którego rozmiar przerasta nawet sumę sukcesów, jakie partnerzy z dwóch różnych światów odnieśliby, działając osobno.
Sophie Blum
wiceprezes ds. marketingu i budowania marki na Europę, Indie, Bliski Wschód i Afrykę w Procter and Gamble

Żyjemy w ciekawych czasach, w których młode, elastyczne start-upy w dowolnej chwili mogą zrewolucjonizować zarówno całe branże i sektory przemysłu, jak i modele biznesowe. Wprawdzie w wielu kategoriach jesteśmy rynkowym liderem i możemy się pochwalić ponad pięcioma miliardami klientów na całym świecie, ale jeśli chodzi o niekonwencjonalne pomysły wychodzące poza ustalone kategorie i tworzenie zupełnie nowych synergii, start-upy często biją nas na głowę. W Procter&Gamble już 20 lat temu zdaliśmy sobie sprawę, że dzięki postawieniu na szerszy zakres współpracy, zarówno wewnątrz firmy, jak i z podmiotami zewnętrznymi, będziemy czerpali korzyści z tego globalnego trendu.

Przykładem takiej synergii może być chociażby ostatni model szczoteczki elektrycznej Oral-B. Choć powstał przedmiot o dużej funkcjonalności, to jego potencjał nie był do końca wykorzystywany, ponieważ większość osób szczotkowała zęby zbyt krótko lub nierównomiernie. Konieczne zmiany należało więc wprowadzić po stronie użytkownika, czyli tam, gdzie firma teoretycznie nie ma już żadnej kontroli. Dzięki innowacji (zrodzonej w głowach m.in. polskich ekspertów) zaprojektowana została specjalna aplikacja mobilna, która pomaga posiadaczom szczoteczki w zachowaniu prawidłowego nawyku mycia zębów.
I właśnie ta myśl o szeroko rozumianym dobru klienta, konsumenta, użytkownika, żeby nie powiedzieć górnolotnie, człowieka powinna zbliżać do siebie doświadczonych gigantów i raczkujących start-upowców. – Jestem wielką zwolenniczką zarządzania zgodnego z koncepcją lean management, czyli wszystko, co robię, powinno skupiać się na konsumencie. Liczy się więc tylko zadbanie o to, aby nasi konsumenci dostali dokładnie to, czego oczekują we wskazanym przez siebie czasie i wybranym miejscu. O ile możemy przekazać im wszystkie informacje, których potrzebują, a oni następnie decydują się zakupić produkty naszej marki, to uważam, że wykonaliśmy swoje zadanie prawidłowo – podsumowuje Sophie Blum.

Artykuł powstał we współpracy z P&G

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...