
Studenci filozofii od lat byli obiektem drwin ze strony pozostałych, zwłaszcza tych, którzy poszli na "przyszłościowe" kierunki. Teraz role w pewnym sensie się odwracają, bo to właśnie nowe technologie zaczynają potrzebować humanistów, a nie umysłów ścisłych, których mają aż nadto. "Błądzenie w obłokach" przeżywa bowiem renesans.
Filozofa pracującego w zawodzie ze świecą szukać. Nie znajdziemy ogłoszeń o etatach dla myślicieli. Pracy poza akademią w zasadzie nie ma. Absolwenci filozofii mogą zrobić doktorat i kontynuować karierę na uczelni, ale poza jej murami nie będą zarabiać na tym, że nauki Sokratesa mają w małym palcu.

Co więc absolwenci filozofii robią po obronie magisterki? Nie są głupi i pracę zawsze znajdą. – Studia pomogły mi tak, że mam bardziej elastyczny umysł, dzięki czemu umiem dopasować się do "okoliczności przyrody". Nauczyłem się też syntetycznego myślenia – mówił mi znajomy, który pracuje w firmie logistycznej w Warszawie. – Jednak zawsze był drugi "praktyczniejszy" kierunek. W moim przypadku było to prawo – dodaje 30-latek.
Być albo nie być Boom trwa od kilku lat i kiedyś szokowało mnie, że np. Uniwersytet Łódzki zwiększa liczbę miejsc na tym kierunku. Już 3 lata temu na uczelni było więcej chętnych niż miejsc (w Warszawie zresztą też). I tak, w 2015 roku na UŁ studiowało łącznie 238 filozofów, w 2016 - 279, a w 2017 - 317 (studia stacjonarne). Statystyki czarno na białym pokazują, że popularność kierunku rośnie. Nawet Uniwersytet w Białymstoku, który w 2014 zamykał "nierentowną" katedrę, nadal ma zajęcia z filozofii.
Nie jest już tak, że na filozofię idą "niezdecydowani". Młodzi dobrze wiedzą, że się odnajdą na rynku pracy. I odnajdują się. – Monitorujemy ich losy pod odebraniu dyplomu. Przez ostatnie 6 lat nie było osoby, która by nie pracowała. Ten mit upada – zapewnia naTemat dr Tomasz Sieczkowski z Katedry Filozofii Współczesnej Uniwersytetu Łódzkiego.
Dr Tomasz Sieczkowski
Uniwersytet Łódzki
Uczelnie nie kształci bezrobotnych. – Zakładamy, że każde zajęcia, które prowadzimy, mają się przydać. Wbrew opinii krążących w sieci i mediach, studenci są coraz bardziej ułożeni i zdeterminowani. Nie są tak chaotyczni jak kiedyś – mówi dr Sieczkowski. Np. jeden z jego podopiecznych pracuje teraz w dużej firmie szkolenia humanistyczne obejmujące filozofię edukacji czy psychologię.
Filozofia w maszynie Na miejscu filozofów, którzy wiążą swoją przyszłość z ulubioną nauką, już teraz zacząłbym się zagłębiać w etykę i... książki science-fiction, a prawa robotów wymyślone przez Isaaca Asimova wykuł na pamięć. Okazuje się, że programistom brakuje speców od dylematów moralnych. Wszak życie nie jest zero-jedynkowe.
Filozofowie są potrzebni zwłaszcza wtedy, gdy do końca nie wiemy co jest etyczne. Przykład? Samochody autonomiczne, czyli takie sterowane przez sztuczną inteligencję. Trzeba je zaprogramować również "moralnie". Pojazd musi wiedzieć, jak np. zachować się w chwili wypadku, by zminimalizować straty - poświęcić życie pieszego czy kierowcy (tzw. dylemat wagonika). Kto ma to wiedzieć, jak nie filozofowie? Właśnie tym zajmują się najtęższe umysły m. in. w USA.
Ale w Polsce też rodzi się zapotrzebowanie – Będzie to tym silniejsze, im większa będzie presja na transparentność i etykę w działaniach biznesowych – mówi naTemat Dominik Komar, szef 18 Havas Warsaw, gdzie odpowiada za eksplorację innowacji w środowisku startupowym. Opcji dla filozofa jest naprawdę sporo. – Na stanowiskach doradczych w marketingu, PR, CSR (ang. społeczna odpowiedzialność biznesu), data science, badaniach, produkcie, działach finansowych i prawnych – wylicza.
Dominik Komar
Head of 18 Havas Warsaw

Wszyscy jesteśmy ekspertami Zwłaszcza etyka to rzecz, która jest obecnie na wagę złota, bo w pośpiechu za pieniądzem można o niej zapomnieć. – Oczywiście bardzo łatwo jest racjonalizować sobie brak konieczności zatrudniania np. zawodowego etyka, bo przecież każdy umie podejmować wybory zgodne z własnym kodem moralnym. Podobnie mówi się, że każdy zna się na marketingu, mimo to jednak marketing jest współcześnie (m.in. poprzez linki z technologią) jednym z najważniejszych obszarów działania biznesu – wyjaśnia Dominik Komar z Havas.
Popyt na filozofię (np. religii) może też wynikać z obecnych kryzysów geo-politycznych. – Pierwsze, z czym musi się zmierzyć student filozofii, to fakt, że wszystkie poglądy, z którymi przyszedł na uczelnię, są prawdopodobnie błędne i musi zacząć od nowa. Od nowa pytać, czym jest prawda, wartości, dowody. Ta zdolność do zmiany w niestabilnych czasach staje się zaletą – mówił "Polityce" filozof i etyk, prof. Jacek Hołówka.
prof. Jacek Hołówka
polski filozof i etyk
Nawet jeżeli polskie firmy nie szukają osób na stanowisku filozofa, mogą potrzebować jego kompetencji, chociażby w marketingu czy reklamie. Tylko czy pracodawcy wiedzą, że mają takich ludzi do wzięcia?
