Zdobywczyni Oscara, która nigdy nie pasowała do Hollywood. "Byłam za stara i za młoda, za gruba i za chuda"

To już drugi Oscar w karierze Frances McDormand. Pierwszy dostała za rolę w filmie braci Coen "Fargo".
To już drugi Oscar w karierze Frances McDormand. Pierwszy dostała za rolę w filmie braci Coen "Fargo". Kadr z filmu "Trzy Billboardy za Ebbing, Missouri"
To jedna z najbardziej charakterystycznych i charakternych aktorek Hollywoodu. Frances McDormand dostała drugiego w swojej karierze Oscara za pierwszoplanową rolę w filmie "Trzy Billboardy za Ebbing, Missouri". 60-letnia Amerykanka od niemal samego początku miała silną pozycję w Fabryce Snów, ale zawsze była zaprzeczeniem typowej gwiazdy z czerwonego dywanu. Nie ma za sobą wielkich skandali, nawet się nie maluje, a ze swoim mężem tworzy niezwykle trwały, jak na Hollywood, związek.

W "Trzech Billboardach za Ebbing, Missouri" Frances McDormand wciela się w rolę zdesperowanej Mildred. Jej nastoletnia córka zostaje brutalnie zgwałcona i zamordowana. Jako matka jest wściekła na lokalną policję za to, że są nieudolni i nie znaleźli sprawcy. Wywiesza tytułowe bilbordy, by o sprawie zrobiło się głośno, a mundurowi wzięli się w końcu do roboty. To była piąta nominacja oscarowa dla aktorki i druga upragniona przez filmowców statuetka. Pierwszą dostała za rolę ciężarnej policjantki w "Fargo".


Rola, którą dostała przez łóżko
Swoją sławę zawdzięcza filmom braci Coen. Debiutowała na srebrnym ekranie w "Śmiertelnie proste", potem było "Arizona Junior", ale dopiero "Fargo" przyniosło jej ogromne uznanie i silną pozycję w Hollywood. Kilkunastominutowy występ przyniósł jej Oscara w 1996 roku za pierwszoplanową rolę kobiecą.
Na pytanie jak dostała angaż w "Fargo" odpowiedziała: "Fakt, że sypiam z reżyserem, ma z tym coś wspólnego". Frances McMarmond jest żoną Joela Coena od 1984 roku. To jeden z najtrwalszych związków w lubiącym rozwody i skandale Hollywoodzie. "Małżeństwo to niezwykła instytucja oparta na ciągłych negocjacjach. Trzeba być naprawdę twardym, żeby je znieść" – tłumaczyła w "Wysokich Obcasach". Nie idzie jednak zawsze w zaparte, jak można by pomyśleć.

"Jestem na to stara"
Niewiele brakowało, a McDormand nie wystąpiłaby w "Trzech Bilboardach". Skromna aktorka stwierdziła, że nie nadaje się do tej roli. "Kiedy pierwszy raz przeczytałam scenariusz, pokochałam go, pomyślałam, że Mildred jest wspaniała" – mówiła aktorka. Jednak odmówiła reżyserowi Martinowi McDonaghowi twierdząc... że jest "za stara". Uznała, że kobieta z takiej warstwy społecznej nie czekałaby do 40-stki z pierwszym dzieckiem.
Dopiero stanowcza i prosta sugestia ze strony męża Joela - "Zamknij się i zrób to" - sprawiła, że aktorka przyjęła rolę. Tym bardziej, że Martin McDonagh stworzył scenariusz właśnie pod nią. "Napisałem go dla Frances 7 lub 8 lat temu, z jej głosem i najlepszymi występami w mojej w głowie. Poszliśmy więc do niej i gdyby odmówiła, mielibyśmy problem". Na szczęście McDormand wyjątkowo posłuchała męża i stworzyła wybitną kreację rodem ze starych westernów.


Kobieta z charakterem
Swoją bardzo "męską" rolę w "Trzech Bilboardach" wzorowała na postaciach Johna Wayne'a i tych z filmów Johna Forda. "Te postacie mogą pojawić się znikąd, nie potrzebują za dużo tła, nie musisz ich tłumaczyć. Oni po prostu tacy są" – mówiła w październikowym wywiadzie dla "New York Times". Frances McDormand nawet z mniej skomplikowanych postaci potrafi wyciskać wszystkie soki. Pozornie stereotypowe role odgrywa tak, że na długo zapadają w pamięć.

Silny charakter, który przekuwa w swoje role to wynik mocno samodzielnego dzieciństwa i buntowniczego wchodzenia w dorosłość. Frances McDormand wychowywała się w rodzinie zastępczej. "Moja biologiczna matka była "białym śmieciem" (white thrash)" – mówiła i odmówiła spotkania się z nią, gdy była ku temu okazja. Zaadoptował ją pastor wraz żoną, dużo podróżowali, ale dzieciństwo miała szczęśliwe.

Jej pierwsza rola to Lady Makbet w szkolnym teatrze. Miała wtedy 14 lat. Potem stała się korzystającą z życia nastolatką. Nie stroniła od narkotyków i seksu, ale i przykładała się do nauki. Dostała się do Yale School of Drama, tam nauczyła się podstaw rzemiosła, a potem występowała na deskach teatralnych na terenie całego USA. Za rolę w "Tramwaju zwanym pożądaniem" dostała pierwszą poważną nominację do prestiżowej nagrody Tony w 1987 roku.
Bez operacji i make-upu
Moda na odmładzanie się, usuwanie zmarszczek i robienie sobie wszystkiego u chirurga to domena Hollywoodu. McDormand nie planuje operacji plastycznych: "Jestem jedną z ostatnich aktorek w moim wieku, które jej jeszcze nie miały. I wygrywam na tym". Pomimo licznych nagród i szacunku, często odmawiano jej ról: "Byłam za stara i za młoda, za gruba i za chuda, za wysoka i za niska, zbyt blond, zbyt ciemnowłosa".

"To jedna z najmniej zepsutych amerykańskich aktorek" – mówiła brytyjska producentka Rebecca O’Brien, która z nią pracowała na planie "Tajnej placówki". "Uwielbiam w niej jej zwyczajność. Gra tak od początku do końca: nie maluje się i jest totalnie szczera” – mówiła w "Guardianie".

McDormand... nie lubi też mediów: rzadko udziela wywiadów, nie zgadza się na sesje zdjęciowe, nie promuje się. "Ja postanowiłam jak najmniej udawać, a jak nie trzeba, to się nie odzywać" – mówiłą w "WO". Zrobienie sobie z nią selfie jest niemożliwe, a gdy ktoś do niej podchodzi i prosi o autograf mówi "Skończyłam z tym, teraz skupiam się tylko na graniu". Ale nie jest gburem: kiedy raz podeszła do niej Francuzka i powiedziała "J’adore ‘Fargo", Frances nie pozwoliła na zdjęcie i autograf, ale spytała ją o imię i dała się przytulić.
Ocieplanie wizerunku silnych kobiet
Zawsze stara się w grać w filmach istotnych społecznie. "Fargo" wywołało dyskusję o podejściu do ciężarnych kobiet w pracy. We współprodukowanym minserialu HBO "Olive Kitteridge" jako surowa nauczycielka, podejmuje temat depresji: "Ta bohaterka nie oddaje się w całości ludziom, których miłości potrzebuje, bo boi się, że ją porzucą. Depresja przenosi się tu z pokolenia na pokolenie. Zaraża". Bierze role często agresywnych i wulgarnych kobiet, bo są "ciekawe", ale chce też odczarować ich negatywny wizerunek.

Również na 90. gali wręczenia Oscarów była zaangażowaną społecznie kobietą, stając się równocześnie największą gwiazdą gali. Zaapelowała o powstanie wszystkie nominowane do nagrody kobiety. – Panie i panowie, pamiętajcie o nas, zapraszajcie nas do swoich biur i rozmawiajcie z nami o finansowaniu naszych projektów – powiedziała Frances McDormand i powołała się na "klauzulę włączenia" ("inclusion rider").
Po gali przyznała, że dopiero w zeszłym tygodniu odkryła, że przy negocjowaniu udziału w produkcji, można domagać się równej, procentowej różnorodności wśród obsady i ekipy filmowej. Tłumaczyła, że klauzula może to zmienić, a kobiety i Afroamerykanie przestaną być "trendem".
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...