Nie byłeś tam od dziecka, nawet nie wiesz gdzie teraz jest? Domy kultury to nie to samo, co kiedyś

Dzisiaj domy kultury nie przypominają tych sprzed lat
Dzisiaj domy kultury nie przypominają tych sprzed lat Fot. naTemat
Dom Kultury - pierwsze skojarzenie, czas start.

Mnie kojarzy się z zieloną wytartą wykładziną, na której pstrzą się plamy sczerniałych, wdeptywanych papciami w twardy materiał, gum do żucia. W trakcie zajęć nikomu nie chciało się wstać, więc przyłapani przez panią od śpiewania, kładliśmy je za siebie, żeby wyrzucić “później”. Później nigdy nie nadchodziło, przecież trzeba było wykrzyczeć na całe gardło “Szła dzieweczka do laseczka” albo najnowszy hit grupy “Ich Troje”, koniecznie do , sprzęgających co kilkanaście sekund, starych mikrofonów i przy akompaniamencie starodawnego pianina, z brudnymi, zakurzonymi klawiszami.

We wspomnieniach z zajęć w moim lokalnym domu kultury, choć dzisiaj są już dość mgliste, przebija się jeszcze wspomnienie jako takiej samowolki i beztroskiego podejścia do wykonywanych zadań: zajęcia pewnie były prowadzone według jakiegoś planu, ale sprytnie zakamuflowanego - myśleliśmy, że przychodzimy sobie po prostu “pośpiewać”, a nie na zajęcia, czy “lekcje”.

Dzisiaj ze znalezieniem czegoś interesującego w ofercie domów kultury nikt nie powinien mieć problemów. Te znajdujące się na Mokotowie są pod tym względem niezwykle zróżnicowane. Jak tłumaczy burmistrz Mokotowa, Bogdan Olesiński, jest to działanie zamierzone:


- Każdy z naszych domów kultury ma trochę inną grupę docelową, a co za tym idzie, inny profil działalności. Zdecydowanie każdy znajdzie coś dla siebie - twierdzi burmistrz i trudno odmówić mu racji. Tak naprawdę, dysponując nieograniczonym czasem, w mokotowskich domach kultury można by spokojnie spędzać całe dnie.

- Dom kultury to po prostu dom - uśmiecha się z kolei Zbigniew Darda, dyrektor “Kadru”, największej w Warszawie instytucji tego typu. I choć jego “dom” ma 4 tys. metrów kwadratowych powierzchni, rzeczywiście można się tu poczuć swojsko, z resztą jak we wszystkich tego typu miejscach na warszawskim Mokotowie.
Ale skąd mielibyście o tym wiedzieć? Jeśli nie macie dzieci, prawdopodobieństwo, że jesteście członkami grupy teatralnej czy kółka garncarskiego są… być może większe, niż się wydaje?

Jeśli tak jak ja, wspomnienia z ukulturalniających aktywności do tej pory kończyły się wam gdzieś w okolicach późnej podstawówki, polecam zlokalizowanie domu kultury najbliżej was i wybranie się do niego na wycieczkę. No dobra, wystarczy, że na początek odpalicie stronę internetową.

Jasne, aktywności dla małoletnich będą się wybijać na pierwszy plan, ale znalezienie czegoś “do robienia” dla dorosłych, nie jest, przynajmniej w Warszawie, problemem. Jeśli mieszkacie w sprzyjającej kulturalnemu rozwojowi lokalizacji, czyli na przykład na Mokotowie, możecie wybierać z oferty czterech domów kultury oraz kilku bibliotek, które gdzieś pomiędzy wierszami również mają wpisane prowadzenie zajęć.

- Organizujemy miesięcznie kilkadziesiąt wydarzeń. Do tego prowadzimy zajęcia - dla dzieci, to oczywiste, ale dla dorosłych też: teraz można się u nas uczyć angielskiego i obsługi Photoshopa, za darmo - tłumaczy Robert Kijek, dyrektor Biblioteki Multimedialnej dla Dzieci.
Poranna kawa - na Służewiu
Służewski Dom Kultury to najlepsze miejsce aby pozbyć się wszelkich stereotypowych schematów i wyobrażeń na temat tego typu instytucji. Budynek, a właściwie budynki, SDK-u to zaprojektowane na modłę skandynawską “domki”. Nowoczesne, przeszklone ściany niewysokich, swojskich brył genialnie wpisują się w parkowy krajobraz Dolinki Służewieckiej.

Jest sielsko i przyjaźnie - nic dziwnego, że wiele osób, nawet jeśli nie korzysta z oferty samego SDK przychodzi tu po prostu pobyć.
- Mamy kawiarenkę, więc wiele osób przychodzi tu posiedzieć, popracować. W ten sposób oswaja się z miejscem. Dzięki temu, w dość naturalny sposób zaczyna interesować się naszą ofertą, która jest bardzo bogata, zarówno jeśli chodzi o dzieci, jak i dorosłych - zapewnia Dominika Dzieniszewska, koordynatorka zajęć w SDK.

Sferą działalności, która wyróżnia SDK jest ekologia. Poranną kawę można tu więc wypić w towarzystwie kóz (mieszkają w zagrodzie obok kawiarni), lub delektując się cichym brzęczeniem pszczół (dobiegającym z kilku okolicznych uli). W weekendy odbywają się spacery ornitologiczne i przyrodnicze. Można też wspólnie z sąsiadami zasadzić kilka sadzonek - do SDK-u przynależy ogród społecznościowy.

Nieszablonowa lekturka - w bibliotece multimedialnej
Jeśli kopanie ogródka z rana nie do końca wam pasuje, możecie wybrać spokojniejszą opcję i poszukać odpowiedniej lektury. Biblioteka Multimedialna, mimo że z definicji dla dzieci, stoi otworem dla każdego.
Warto do niej zajrzeć nawet jeśli już dawno macie za sobą lekturę “Psa, który jeździł koleją”. Półki na Tynieckiej uginają się pod ciężarem kreatywnych dzieł, o których w wieku kilku lat nawet się wam nie śniło. Podpytajcie obsługę o książki przestrzenne, w których obrazki dosłownie wychodzą z kart. Albo o te “magiczne”, których obrazki, ustawione pod odpowiednim kątem zaczynają się ruszać.
Multimedialność biblioteki na Tynieckiej, jak podkreśla jej dyrektor, nie leży w tym, że można skorzystać tu z komputera czy przejrzeć e-booka - to funkcja dużo szerzej zakrojona: - Nie skupiamy się tylko na wypożyczaniu książek. Prowadzimy warsztaty z programowania - zarówno dla młodszych, jak i dla starszych, organizujemy spotkania z autorami i pokazy filmów. W lecie wychodzimy na zewnątrz z naszą mobilną biblioteką, otwieramy plenerową czytelnię - wylicza Robert Kijek.

Z korpo do Kadru
Na co dzień pracujecie w korpo gdzieś na Mordorze, nie możecie nie znać tego charakterystycznego budynku. “Kadr” to oddany przed rokiem obiekt, w którym słowa “każdy znajdzie coś dla siebie” nabierają zupełnie nowego sensu.

Bo każdy, kto chce od czasu od czasu iść na dobry koncert, zobaczyć film na poziomie, czy ukulturalnić się na wystawie - może spokojnie w losowo wybrany wieczór stawić się w Kadrze. I wcale nie mówimy tu o niszowych artystach, czy takich, którzy dopiero usiłują wzbić się na wyżyny popularności - Kadr zaprasza prawdziwe gwiazdy.
Warto jednak podkreślić, że zdecydowanie nie samymi wydarzeniami żyje największy warszawski dom kultury. To właśnie tu powinniście zajrzeć, jeśli chcecie móc się chwalić samodzielnie wykonanymi glinianymi kubkami, albo obwiesić ściany w domu pejzażami własnego pędzla. To tu możecie zrealizować dziecięce marzenia o nauce tańca czy śpiewu, nauczyć się robić zdjęcia nie-komórką, cy zgłębić tajniki produkcji muzycznej.

Kadr to miejsce otwarte na niemal każdą aktywność dla osób niemal w każdym wieku - trzeba tylko do niego wejść.

Na Łowicką z wysokiego C
Wejście do Centrum Łowicka znaleźć nieco trudniej, bo jest schowane w jednej z bardziej zacisznych uliczek Starego Mokotowa. warto jednak wykonać ten wysiłek, bo w zamian poznacie instytucję z prawdziwą duszą - dość leciwą dodajmy.

Łowicka funkcjonuje już ponad cztery dekady i na przestrzeni tych lat wypracowała sobie renomę, jako domu kultury wysokiej - dosłownie. Odbywają się tu koncerty jazzowe, spotkania z muzyką klasyczną czy wernisaże. Nie oznacza to jednak, że wszystkie sale Centrum okupują uduchowieni melomani - z niektórych słychać nawet hip-hopowe bity.
- Zajęcia z break-dance’u prowadzę głównie z dziećmi, ale mamy też grupę “dorosłą”. Wszyscy mogą tańczyć, nigdy nie jest za późno - deklaruje Paweł Marczuk, instruktor z Łowickiej. Jeśli obecność hip-hopowców w takim miejscu miałaby czegoś dowodzić, to byłoby to powiedzenie: “Nie oceniaj książki po okładce”, albo domu kultury po jego głównej ofercie.

Po godzinach - w Dorożkarni
Domu kultury nie warto również oceniać po tym, kto przychodził do niego jeszcze kilka lat temu. Dorożkarnia zasłynęłą jako miejsce aktywności dla dzieci i młodzieży - przez lata działały tu dziecięce teatry czy grupy tańca. I działają nadal, ale oferta Dorożkarni, wraz ze zmieniającym się otoczeniem demograficznym, musiała stać się nieco bardziej otwarta na inne grupy wiekowe.

- Na Siekierkach, gdzie znajduje się Dorożkarnia, zaczęło osiedlać się bardzo dużo nowych mieszkańców, powstały nowoczesne osiedla, apartamentowce - tłumaczy zastępca burmistrza Mokotowa, Krzysztof Skolimowski. - Kiedyś to była samodzielna wieś - stąd tak bogata historia tej części warszawy, którą dom kultury stara się odkrywać. Stąd również zainteresowanie rozszerzeniem jego działalności z typowo młodzieżowo-dziecięcej, na inne grupy: czy to seniorów, czy młodszych dorosłych - dodaje.

I rzeczywiście: zarówno seniorów, jak i młodych dorosłych można tu spotkać codziennie. W przypadku tych ostatnich, nawet w dość nietypowym, jak na tę grupę wiekową otoczeniu, bo teatralnym.
Przykładem na to, że zajawka związana z występami na scenie wcale nie musi się kończyć z podpisaniem pierwszej umowy o pracę w biurze, jest teatr tańca “Test”. Jest to grupa dorosłych, którzy regularnie spotykają się aby szlifować scenariusze kolejnych przedstawień. Mimo, że większość z nich ma już “normalne” prace i rodziny, nadal robią to, co kochają.

I właśnie od tego, jak się okazuje, są domy kultury: udowadniania, że na robienie tego, co się kocha, nigdy nie jest za późno. Nigdy też nie jest za późno aby odnaleźć coś, co się pokocha. Wystarczy wejść - do domu kultury.

W następnych artykułach z serii “Mokotów - dzielnica kultury” będziecie mogli zobaczyć, jak od kuchni prezentuje się każdy z mokotowskich domów.

Artykuł powstał w ramach akcji "Mokotów - dzielnica kultury".

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...