Inna Polska była i jest możliwa. Znany ekonomista przedstawia alternatywne scenariusze dla Polski

Ekonomista Witold Orłowski, sięgając po metodę modelową, stworzył alternatywne scenariusze historii ostatniego stulecia naszego kraju, aby lepiej przyjrzeć się współczesnej Polsce
Ekonomista Witold Orłowski, sięgając po metodę modelową, stworzył alternatywne scenariusze historii ostatniego stulecia naszego kraju, aby lepiej przyjrzeć się współczesnej Polsce Fot. Pawel Malecki / Agencja Gazeta
Co by było, gdyby...? Pewnie każdego od czasu do czasu nachodzi taka refleksja. Alternatywne scenariusze wydarzeń rozpalają zwłaszcza wyobraźnie twórców fantastyki naukowej. Można jednak podejść do tego zagadnienia w inny sposób. Tak jak zrobił to Witold Orłowski, który w tych rozważaniach sięgnął po modele ekonomiczne.

– W roku 1918 Polska się odrodziła dzięki prawdziwemu cudowi. Dziś takiego cudu potrzebujemy znowu – przekonuje w wywiadzie dla na:Temat ekonomista, rektor Akademii Finansów i Biznesu Vistula, autor książki ''Inna Polska? 1918–2018: alternatywne scenariusze naszej historii'', która trafiła do księgarni pod koniec października.

Jak to jest z tymi ekonomistami? Lubią gdybać czy jednak są od tego dalecy?

Ekonomiści nie lubią ''gdybać'', a na pewno nie bardziej niż inni. Ekonomia polega jednak na tworzeniu pewnych uproszczonych modeli symulujących zachowanie całej gospodarki. Skoro ma się w ręce takie modele, to można z ich pomocą nie tylko analizować dostępne wyniki gospodarcze, ale także prognozować przyszłą sytuację.

Czemu służą jeszcze takie ekonomiczne modele?

Dokonywaniu symulacji – obserwowaniu, jak zachowałaby się gospodarka, gdyby np. w przeszłości rząd podjął inne decyzje, niż podjął. Nie robi się tego dla ''gdybania'', ale po to, by lepiej zrozumieć gospodarkę. Fakt jednak jest faktem – ekonomiści mają w ręce narzędzie, za pomocą którego mogą badać efekty ''alternatywnej historii''.


Niekoniecznie w kontekście gospodarki?

Oczywiście standardowo robimy to w odniesieniu do gospodarki, ale przy pewnym uogólnieniu metody można pójść znacznie dalej i tworzyć scenariusze nie tylko czysto gospodarcze.

Co skłoniło Pana do napisania ''Innej Polski?'', książki z gatunku ''Co by było, gdyby...''?

To, że chciałem i że mogłem. Refleksja nad tym, co się obecnie w kraju dzieje, stworzyła pokusę głębszego spojrzenia na ostatnie stulecie rozwoju Polski po to, by lepiej zrozumieć, dlaczego historia toczyła się tak, jak się toczyła i dlaczego dziś wyglądamy tak, jak wyglądamy.

Trudno dyskutować o rozwoju z pominięciem ekonomii. Znajomość tej dziedziny musiała być więc dużym ułatwieniem w tym zadaniu.

Tak. Doświadczenie ekonomisty od wielu lat bawiącego się w modelowanie i analizy scenariuszowe dało mi narzędzia, które pozwoliły skonstruować scenariusze alternatywnej historii kraju.
W zapowiedzi książki możemy przeczytać, że ''alternatywne scenariusze historii paradoksalnie mogą więcej powiedzieć o dzisiejszej Polsce niż analiza historii rzeczywistej''.

Jeśli kierowca rozbił samochód, zawsze tłumaczy się wyjątkowym zbiegiem nieszczęśliwych okoliczności, które do tego doprowadziły. Jeśli jednak możemy przetestować jego jazdę w różnych warunkach i za każdym razem okazuje się, że niezależnie od stanu drogi i pogody stale grożą mu wypadki, możemy wyrobić sobie bardziej ogólną opinię o nim jako kierowcy.

Jak ta analogia przekłada się na Polskę?

Ostatnie stulecie było dla Polski bardzo dramatyczne, nie ma wątpliwości, że przez większość tego czasu los był nam raczej nieprzychylny. Jeśli jednak jesteśmy w stanie przeanalizować naszą historię w sposób scenariuszowy, możemy łatwiej odpowiedzieć sobie na pytanie, jak bardzo zawinił los, a jak bardzo nasze słabości jako społeczeństwa.

I jednocześnie zapytać o genezę tego, co się udało.

Nie inaczej. Działa to też w drugą stronę. Możemy więc zastanowić się, czy sukcesy zawdzięczamy szczęściu, czy naszym zaletom.

I jaka refleksja się nam nasuwa?

Patrząc na swoisty chaos, który po ćwierć wieku sukcesu transformacji ogarnął nasze społeczeństwo, patrząc na podziały, na nędzę naszej polityki, na nieumiejętność wypracowania kompromisu i wspólnej strategii działania w sprawach najważniejszych, nie sposób nie zadać sobie pytania: kolejny zbieg okoliczności, czy te same choroby co 100, 50 czy 20 lat temu? Analiza scenariuszowa odbrązawia naszą historię i pozwala lepiej dostrzec źródła Polski dzisiejszej.
Do opracowania książki posłużył się Pan wspomnianą już metodę modelową. Czy mógłby Pan objaśnić, na czym ona dokładnie polega?

Gospodarka i społeczeństwo to niezwykle skomplikowany mechanizm, którego działania do końca nie rozumiemy. Ale możemy spróbować stworzyć sobie uproszczony model jego działania i wykorzystać go do symulacji alternatywnej historii gospodarczej i politycznej. Posłużę się prostym przykładem.

Słucham.

W internecie można znaleźć nieco rozważań na temat tego, jak to deszczowa pogoda we wrześniu 1939 albo zakup przez Polskę 100 nowoczesnych myśliwców mógł zmienić wynik kampanii wrześniowej. To są oczywiście bzdury.

Jak można obalić te mity?

Wystarczy stworzyć sobie prosty model, który wiąże szanse powodzenia w wojnie z siłami militarnymi kraju, które z kolei zależą od zasobów, zwłaszcza gospodarczych, którymi kraj dysponuje. Wtedy możemy łatwo przeprowadzić różne analizy symulacyjne i za każdym razem okaże się, że we wrześniu 1939 Polska nie miała żadnych szans w walce z Niemcami.

W pojedynkę. A z innymi?

Czy Polska miała szanse znaleźć sojuszników, którzy by ją uratowali? Trzeba wzbogacić model o siły i sposób działania potencjalnych sojuszników i znowu wyjdzie, że szans nie miała. A może mogła związać się sojuszem z Niemcami?

Ciekaw jestem odpowiedzi na to pytanie.

W tym przypadku należy rozbudować model o typowe zachowania III Rzeszy wobec swoich sojuszników (np. Węgier i Rumunii). I dalej prowadzić symulację, z której zresztą jasno wynika, że Polska mogłaby być tylko wasalem Niemiec, w dodatku najprawdopodobniej skazanym na wspólną z nimi klęskę.

We wszystkich tych wariantach byłaby przegranym graczem, pytanie jednak, jak podniosłaby się po każdym z tych ciosów.

Przechodzimy do sedna. W zależności od tego, w jakiej sytuacji znalazłaby się Polska po wojnie, można oszacować – znowu z pomocą modelu ekonomicznego – jak dobrze rozwinięta i zamożna byłaby dziś.
W takim razie która z alternatywnych wersji historii byłaby dla Polski najlepsza, a która najgorsza?

W książce analizowałem 4 scenariusze. Po pierwsze, klęskę nad Wisłą i zajęcie Polski przez Rosjan w roku 1920. Scenariusz fatalny, bo oznaczający 70 lat bycia sowiecką republiką, skutecznie przekształcającą Polaków w homo sovieticus – dziś Polska byłaby w sytuacji zbliżonej do Ukrainy.

Czyli w sytuacji na pewno nie do pozazdroszczenia. A drugi scenariusz?

Kapitulacja przed Hitlerem i wspólna z nazistami wojenna klęska, a następnie straszliwy odwet ze strony Rosjan. Dzisiejsza Polska wyglądałaby nieco gorzej od rzeczywistej. Ale potężnym problemem byłoby też to, że jako sojusznik Hitlera nie uniknęlibyśmy wplątania w Holocaust i wymuszonej przez Niemców kolaboracji.

Kolaboracja to plama, którą trudno się zmywa. Idźmy więc dalej.

Trzeci scenariusz – zdecydowanie najlepszy – to opóźnione o rok dotarcie Armii Czerwonej nad Wisłę. Szczegółów tego scenariusza nie zdradzę, ale taki wariant pozwoliłby na wyzwolenie zachodniej części kraju przez AK i zachodnich aliantów. Polska spędziłaby pół wieku jako kraj podzielony tak jak Niemcy czy Korea.

Jakie byłyby plusy i minusy takiego położenia?

Oczywiście kapitalistyczna część zachodnia rozwijałaby się lepiej niż w rzeczywistości. Ale za to prawdziwą traumą byłoby zjednoczenie kraju po upadku Muru Berlińskiego i głęboka niechęć, a może wręcz mur nienawiści pomiędzy Polakami ''zachodnimi'' i ''wschodnimi''.
Co jest punktem wyjścia dla ostatniego scenariusza?

Czwarty scenariusz to załamanie się programu reform na początku lat 1990-tych. Dzisiejsza Polska byłaby bardziej podobna do Rumunii i Bułgarii, a to oznaczałoby niższe dochody, silniejszą emigrację i większą frustrację niż w rzeczywistości.

Czy z Pańskich obserwacji poczynionych także w trakcie pracy nad ''Inną Polską'' wynika, że o losach kraju bardziej przesądzają niezależne od niego okoliczności, czy jednak cechy określonego narodu mają tutaj decydujące znaczenie?

Nie oszukujmy się – na fatalny zbieg niezależnych od nas okoliczności nie mogliśmy wiele poradzić, mogliśmy tylko wybierać, czy wolimy się w beznadziejnej sytuacji bić jak Polska w roku 1939, czy skapitulować jak Czesi. Ale to, jakich wyborów dokonujemy i jak sobie radzimy w takiej czy innej sytuacji, oczywiście głównie zależy od naszych cech jako narodu.

Wojna polsko-bolszewicka, okupacja niemiecka, powstanie warszawskie, komunizacja kraju. Które z poruszonych w książce wydarzeń Pańskim zdaniem odcisnęło największe piętno na historii Polski?

Ostatnie 100 lat to pasmo dramatycznych wydarzeń i naprawdę trudno powiedzieć, które z nich było najważniejsze. Co nas bardziej zrujnowało gospodarczo? Wojna? Czy ponad 40 lat absurdalnego systemu komunistycznego? W książce znajdziemy na to odpowiedź. Ale moim zdaniem najważniejsze i tak było coś zupełnie innego.

Co takiego?

Przez ostatnie 100 lat, poza momentami dramatycznego otrzeźwienia zazwyczaj w obliczu grożących ostatecznych katastrof, dominującą cechą polskiego społeczeństwa był brak zdolności do współpracy, zdefiniowania wspólnego interesu i przedłożenia go ponad ulubione, pełne nienawiści plemienne walki.

Kiedy trzeba było, znajdowaliśmy w sobie jednak wolę współpracy.

Tajemnicą sukcesu polskiej transformacji było to, że przez ponad 20 lat udawało się jakimś cudem taką bezprecedensową współpracę osiągnąć, choć tylko w sprawach naprawdę kluczowych takich jak NATO czy Unia Europejska. Ale co było dobre, dziś jest już zagrożone.

Spójrzmy więc w przyszłość i wcielmy się w futurologa. W tym roku obchodzimy 100-lecie niepodległości. Jaka będzie ta nasza Polska za, powiedzmy, kolejne sto lat?

Jak będzie Polska za 100 lat? Nikt nie jest w stanie tego powiedzieć. Przede wszystkim dlatego, że w gwałtowny i nieprzewidywalny sposób zmienia się świat, głównie na skutek przemian technologicznych. Ale pewne wydaje mi się jedno.

Mianowicie?

Stoimy na progu nowej, wielkiej rewolucji technologiczno-gospodarczej. Te kraje, które z sukcesem się w nią włączą, utrzymają i wzmocnią swoją pozycję gospodarczą i polityczną. Te, które tego nie zdołają zrobić, czeka bolesna degradacja. To nie jest wojna jak w roku 1939, ale nowe, gigantyczne wyzwanie.

Jest cień szansy, że mu sprostamy?

Polska może sobie z nim poradzić tylko wtedy, jeśli dobrze zdiagnozujemy swoją sytuację, swoje atuty i słabości, zdobędziemy się na współpracę ponad podziałami, opracujemy i wdrożymy naprawdę strategiczne działania modernizujące kraj i zapewniające jego bezpieczeństwo, dziś w jasny sposób powiązane z naszym udziałem w Unii. W roku 1918 Polska się odrodziła dzięki prawdziwemu cudowi. Dziś takiego cudu potrzebujemy znowu.

Artykuł powstał we współpracy z Domem Wydawniczym REBIS

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...

AFERA W KNF

ECHA JEDNEJ Z NAJWAŻNIEJSZYCH SPRAW TEGO ROKU