Im jesteś starszy, tym trudniej o przyjaciół. Jak ich zdobyć? Odpowiedź niektórych zaskoczy

Przyjaźń w dorosłym życiu jest trudna, ale nie niemożliwa
Przyjaźń w dorosłym życiu jest trudna, ale nie niemożliwa Fot. Mirosław Maciąg / Agencja Gazeta
"Życzę ci zdrowia, przyjaźni i miłości" – słyszymy często w urodzinowych życzeniach. Jednak o to środkowe często jest paradoksalnie najtrudniej. Mieszkasz w wielkim mieście z dala od przyjaciół z dzieciństwa, a ostatnia rzecz, o której myślisz po przyjściu z pracy, to wyjście z kumplami. Jednak czujesz się samotny i marzy ci się paczka rodem z "Przyjaciół". Jest na to sposób. Musi ci się ... chcieć.

W dzieciństwie łatwiej o przyjaciół. Pierwszego dnia szkoły siadacie w jednej ławce i nie przesiadacie się przez następne kilka lat albo jesteście kumplami z podwórka. Pakty przyjaźni, urodzinowe przyjęcia, nocowanie w domu przyjaciółki, obozy, kolonie, szkolne wycieczki.

Potem przychodzi okres dojrzewania. Hormony, frustracje, złamane serca – bez paczki ani rusz. Po szkole idziecie grać na komputerze albo pijecie bubble tea, ekscytujecie się studniówką i snujecie plany na przyszłość.

Potem wyjeżdżasz do wielkiego miasta, zostawiasz swoją paczkę za sobą. Oni tam, ty tu, ale przysięgacie sobie, że nigdy nie stracicie kontaktu. Na studiach znajdujesz kolejnych dobrych przyjaciół, z którymi pomstujesz na wysokość czynszu i profesora, który się na ciebie uwziął.

Problem zaczyna się później. Zaczynasz dorosłe życie – praca, przeprowadzki, rodzina. Czasu zawsze jest mało, smsów "koniecznie musimy się spotkać" zaczyna być stanowczo za dużo.

Przyjaźń w dorosłym życiu i w wielkim mieście jest cholernie trudna.

Ale nie niemożliwa. Nie obejdzie się jednak bez pracy.

W mieście obco
Zapytałam o słowo na "P" ludzi na Facebooku.

Pierwszy wniosek jest taki – wielu dorosłym ludziom trudno jest się zaprzyjaźnić, a czują się samotni.

"Mieszkam od czterech lat w Warszawie, przyjaciół mam w Krakowie, w którym studiowałam. Nie wiążę przyjaźni z wielkością miasta. Po prostu nie trafiłam tu na »swoje« osoby" – pisze mi Ewa.

Podobne doświadczenia ma Weronika, która również przeniosła się do innego miasta po studiach. "Było ciężko. Nadal uważam, że najłatwiej zawrzeć znajomości na studiach, a tu zostałam wyrzucona na obcy mi grunt. Dodatkowo osoby z którymi pracowałam były całkowicie różne ode mnie, także żadnego porozumienia" – mówi.
Marysia

Przeprowadzałam się parę razy do różnych krajów. Teraz mieszkam w Berlinie – łatwo jest znaleźć znajomych, ale trudno o przyjaciół. Wszystkie znajomości jakoś się rozmywają.


Ola twierdzi z kolei, że w większym mieście ludzie nie mają dla siebie czasu, a "jak mają, to jest to kropelka z morza", a Wera zwierza mi się, że większość jej znajomości sprzed studiów się rozpadła, a ciężko jej nawiązywać mocne więzi z innymi ludźmi. – Nigdy nie byłam w to dobra – wyznaje.


Ja sama miałam szczęście. Mieszkam w tym samym mieście, w którym się urodziłam, tutaj mam grupę przyjaciół, których zdobyłam "po drodze". Jest przyjaciółka z podstawówki, kumple z osiedla, paczka ze studiów. Jakoś się trzymamy, mimo że – jak każdy dobrze wie – nie wszystkie "przyjaźnie na całe życie" takimi się okazują.

Ale co – jako introwertyczka – zrobiłabym, gdybym teraz musiała się przeprowadzić? Bo przyjaciele na odległość to jedna sprawa, ale przecież trzeba mieć kogoś przy sobie. Żeby wyjść na kawę, do kina, pogadać przy winie. A nie każdy jest tak śmiały i przebojowy, że podchodzi do ludzi na ulicy i przyjaciół ma ot tak, z miejsca.

Więc jak zdobyć przyjaciół? Czyli, podkreślmy, ludzi, którzy – jak sprecyzował w wywiadzie dla Huffpost dr William K. Rawlins, amerykański ekspert ds. komunikacji interpersonalnej zajmujący się przyjaźnią – wysłuchają cię i z którymi możesz porozmawiać, na których możesz liczyć i z którymi po prostu dobrze się bawisz?

Łączy nas hobby
Problem jest palący, co widzę na jednej z facebookowych grup. "Jakie macie pomysły na poznanie ludzi w miastach w których mieszkacie? Ja np. przeprowadziłam się już jakiś rok temu do Warszawy i teraz jak się już w miarę wszystko unormowało zaczęło mi brakować ludzi. Jakieś rady?" – pyta jedna z użytkowniczek.

Najpopularniejsza rada, którą widzę w komentarzach, brzmi: rozwijaj swoje pasje. Chodź na kursy, warsztaty, szkolenia, a spotkasz tam ludzi podobnych do siebie. Wkręć się w jakiś projekt, w wolontariat.

"Poznałam mnóstwo znajomych i paru bardzo dobrych przyjaciół na siłowni, bo uprawiam trójbój. Jak się nie wie jak zacząć rozmowę, to zawsze można pogadać o naszym sporcie. A zauważyłam, że jeśli często gdzieś przebywasz, to stajesz się częścią otoczenia i ludzie sami zagadują, bo i tak jesteś już 'nasza'. Uśmiechanie się również pomaga zacząć znajomości" – radzi Małgosia.

Są też inne rady. Zdobywaj znajomych w internecie, na przykład na facebookowych lokalnych grupach, na których często organizowane są spotkania. Są też serwisy Meetup czy Coachsurfing. Na tym drugim – jak opowiada jedna z użytkowniczek Facebooka – są regularne spotkania przy filmie czy wspólnym posiłku i zwiedzanie miasta.

No i ... Tinder. Wiele osób podkreśla, że da się tu szukać (i znaleźć) przyjaciół i to bez żadnych podtekstów.

Z kolei mamy radzą, żeby zagadywać inne mamy, na przykład na placu zabaw, a psiarze – żeby rozmawiać z właścicielami czworonogów spotkanymi podczas spacerów. Można zaprzyjaźnić się z sąsiadami, spotykać się ze znajomymi znajomych, poznawać przyjaciół drugiej połówki.

Czyli przede wszystkim trzeba wyjść ze strefy komfortu. I nie wychodzić z założenia, że "jestem nudna i beznadziejna, nikt mnie nie polubi".

Tylko pozostaje drugi problem. Jak tę znajomość utrzymać i przekształcić ją w przyjaźń, skoro nie ma czasu na życie?

Nie ma zmiłuj
Każdy kto próbował kiedyś zgrać swoje grafiki z przyjacielem lub (co gorsza) z kilkorgiem, wie, że to sztuka godna Nobla. Tego wieczoru nie mogę, bo idę do lekarza, a kolejnego nie możesz ty, bo idziesz z chłopakiem do kina. Tutaj wyjazd, tu choroba, ciężki dzień w pracy, wywiadówka u dzieci w szkole.

W końcu umawiasz się na sobotę. Odwołujesz. Umawiacie się na kolejny tydzień. Znowu odwołujesz i tak w kółko. Bo zawsze coś. Tylko że w ten sposób zostaniesz sam.

– Ludzie myślą, że przyjaźń po prostu się dzieje. Że będziemy tych przyjaciół mieć i już – mówi dr Rawlins, specjalista ds. przyjaźni, "Guardianowi". A tak się wcale nie dzieje. To może niektórych zszokować, ale żeby zdobyć i utrzymać przyjaźń, trzeba włożyć w to i trochę pracy, i wysiłku. Słowem, nieco się pomęczyć.

Czyli... trzeba znaleźć na przyjaźń czas. Oznacza to, że jeśli jesteś padnięty po pracy – a jeszcze musisz zająć się dziećmi i domem – ale chcesz mieć przyjaciół, musisz czasem zacisnąć zęby, wypić kolejną kawę i iść na spotkanie. Mimo że tak bardzo się nie chce.

A to jest trudne. "Na pytanie, jak radzę sobie z utrzymywaniem przyjaźni w dorosłym życiu, powiem tyle – nie radzę sobie. Mój czas poświęcam głównie na pracę i rodzinę. Potem na swoje pasje. Ciężko mi regularnie spotykać się z innymi" – odpowiedziała na moje pytanie na Facebooku Justyna.

Ale ja sama ostatnio zdałam sobie sprawę, że jestem coraz starsza i że muszę pielęgnować relacje z bliskimi mi osobami, bo pewnego dnia oni po prostu znikną. Pizza w weekend, wino i film przynajmniej raz w miesiącu, w międzyczasie rozmowy na Messengerze, jakieś wspólne rytuały, jak chociażby bożonarodzeniowe spotkania. Co komu pasuje.

Wcale nie musi być, jak w "Przyjaciołach" czy polskich "Przyjaciółkach" – bycie ze sobą non stop wcale nie jest możliwe. Ale trzeba coś wymyślić, żeby grało.

Jak podkreśla autor artykułu o przyjaźni w portalu Vox, modne teraz motto "be chill", czyli bądź na luzie, w przyjaźni nie ma za bardzo racji bytu. Jasne, nie chodzi o to, żeby się spinać i męczyć, przyjaźń to nie tortury. Bardziej chodzi o to, że jeśli bardzo ci na kimś zależy, musisz to pokazać, a nie mówić, że jakoś to będzie.

Vox daje też inne rady dotyczące przyjaciół: bądźcie szczerzy i rozmawiajcie o prywatnych, intymnych sprawach, sami wychodźcie z inicjatywą, a nie czekajcie tylko na zaproszenie, spieszcie na pomoc przyjaciołom (obojętnie, czy to emocjonalne wsparcie, czy fizyczna obecność), ale też nie wahajcie się "dać umrzeć" znajomości, która was męczy i wiąże się tylko z jednostronnym wysiłkiem.

Brzmi jak ciężka praca? Według doktora Rawlinsa tak właśnie ma brzmieć.

Da się zrobić
"Mam wspaniałych znajomych i dwie zajebiste przyjaciółki – zupełnie się nie spodziewałam, że tak »na starość« taka przyjaźń się może wydarzyć" – wyznaje mi Anka.

A Kasia opowiada: "Bardzo się bałam utraty przyjaciół, ale to się nigdy nie stało. Starzy zostali (całkiem pokaźne stadko), a ku mojemu zdziwieniu doszli nowi – poznani przez byłego już chłopaka, ale tez jedna serdeczna przyjaciółkę poznałam na ulicy".
Kasia

Teraz mieszkam w Niemczech od roku i tez zbieram przyjaciół po drodze, w różnych miejscach i okolicznościach, chyba jestem bardzo przywiązana do idei posiadania swojej małej wioski - daje mi to poczucie bezpieczeństwa, którego nigdy nie miałam w sytuacji rodzinnej.

A więc praca popłaca. Można być dorosłym i mieć przyjaciół.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...