Uzależnieni od Zalando. Rekordziści kupują po 40 różnych rzeczy i potem większość... zwracają

Rekordziści potrafią zamówić nawet 40 rzeczy np. z Zalando. Czy to już uzależnienie?
Rekordziści potrafią zamówić nawet 40 rzeczy np. z Zalando. Czy to już uzależnienie? Fot. naTemat.pl
Mamy legendarną klientkę, która potrafi zamówić 40 rzeczy na raz. Kolega trzy razy musiał do niej wózkiem podjeżdżać, tyle tego było – opowiedział nam jeden z kurierów, który doręcza przesyłki do naszej redakcji. Jego zdaniem to uzależnienie, bo nikt tak dużo i tak często nie kupuje. Postanowiliśmy to sprawdzić.

Piotr Skała przez trzy lata pracował jako kurier w jednym z dużych polskich miast. Jak przyznaje przez ten czas spotkał wielu ludzi i doręczył setki tysięcy paczek. Część z nich dostarczał regularnie do konkretnych klientów.

– Człowiek na ogół nie zwraca uwagi skąd przychodzą przesyłki, chyba, że przywozi się je cały czas, co kilka dni pod te same drzwi. Wtedy siłą rzeczy z ludzkiej ciekawości zerknie się na nadawcę, a jak klient jest miły to i jest temat do rozmowy – mówi nam Piotr.

– Czasami po prostu widzi się, że przesyłki są z jednego źródła. Część ma po prostu na kartonach takie same napisy, jak np. z Zalando, a część ma specyficzny sposób pakowania. Czasami po pytałem: "co tam tym razem pan kupił?" Jak się dobrze żyło z klientem to mówił: a to buty, a to nowe spodnie. Miałem takiego klienta, który był pasjonatem motoryzacji, bo prawie co tydzień zamawiał masę części. Oczywiście wszystko przez internet – opowiada kurier.

Zamawiamy dużo
Od kilku lat e-commerce, czyli zakupy przez internet przeżywają swoją erę świetności. Jeszcze większe przyspieszenie dodały im przepisy polskiego prawa, które do 2020 roku zakażą całkowicie handlu w niedziele. Sklepy stacjonarne np. z ubraniami, obuwiem itp. właśnie dzięki otwieraniu i promowaniu swoich sklepów online, chcą uniknąć strat spowodowanych przez zamknięte galerie handlowe w Polsce.


Dlatego też tacy giganci jak Zara, H&M, Zalando, Media Markt czy Oponeo zyskują coraz większe rzesze sympatyków, którzy robią swoje zakupy głównie przez internet. Nawet zakupy żywnościowe zamawiamy w sieci! Dlaczego?

Bo jest wygodniej, czasami taniej, przejrzyściej i nie trzeba się za dużo nachodzić. Po co tracić godziny w kolejkach, przymierzalniach, skoro sklepy np. odzieżowe, namawiają nas do zamawiania online, nawet kilku różnych rozmiarów, które potem możemy swobodnie odesłać? Taki sposób jest wygodny zwłaszcza wtedy, kiedy firmy dają nam dodatkowe udogodnienia.

Np. kartony Zalando mają dodatkową taśmę, która pozwala nam na zapakowanie niechcianego przedmiotu w to samo opakowanie. Nie musimy więc kombinować. Wystarczy ponownie zamówić kuriera i gotowe.

– Takich zwrotów od tych moich "stałych" klientów, miałem dosyć sporo. Tak na oko jakieś kilkanaście w tygodniu – stwierdza Piotr.

To uzależnienie?
Razem z popularyzacją zakupów online w sieci pojawiło się mnóstwo testów dla osób, dzięki którym można sprawdzić, czy jest się uzależnionym od takiej formy zakupów. Oto początkowe pytania jednego z nich:

Czy zdarza się Pani/Panu dokonywać zakupów po to, aby poradzić sobie z samotnością i złym samopoczuciem (depresją)?

Czy zakupienie czegokolwiek co jest Pani/Panu potrzebne bądź nie powoduje krótkotrwały stan "podniecenia" (zadowolenia, "haju")?

Czy zdarza się Pani/Panu kupować przedmioty, na które Pani/Pana nie stać tylko dlatego, ponieważ uważa Pan/i, że zasługuje na to, aby być dla siebie dobrą/ym?

– Koleżanka mojej żony zamawia jednorazowo siedem sukienek, choć dobrze wie, że zwróci sześć z nich. System bezpłatnych i łatwych zwrotów doprowadził do patologii zakupowej – mówi Łukasz, który też zwraca, ale okazjonalnie.

Tak naprawdę nie ma dokładnego schematu ile trzeba kupić, czy jak często zamawiać, żeby się uzależnić. Zdaniem psycholog społecznej Katarzyny Kucewicz takie masowe kupowanie przez internet jest po prostu niebezpieczne.

– Ludzie kupują szkodliwie, to znaczy tracą kontrolę nad swoimi wydatkami i zakupami, ale żeby mówić o zakupoholizmie musi być spełniony szereg kryteriów. Rzeczywiście często strony internetowe jak np. Zalando są tymi, które odwiedzają osoby uzależnione od kupowania. Nawet mówi się teraz o trendzie, że zakupoholizm przeniósł się z galerii handlowych do internetu. To tam teraz w najłatwiejszy i najbardziej niekontrolowany sposób wydaje się pieniądze – mówi naTemat Katarzyna Kucewicz.

Głównym problemem osoby uzależnionej od wirtualnych zakupów jest to, że pieniądze, które wydaje, są nienamacalne. W odróżnieniu od gotówki, czy karty płatniczej praktycznie ich nie widać i nie czuć. Jeśli człowiek płaci kartą to wbija PIN, a w sieci, nawet jak robi duże zakupy, to i tak ma już wszystko wyszukane i pozapisywane w zakładkach.

– Dodatkowo zgubnym elementem takich zakupów jest możliwość zapłacenia za pobraniem, albo na kredyt, co u zakupoholików jest jeszcze bardziej szkodliwe. Taka osoba, niczym Scarlett O'Hara powie, że "pomyśli o tym jutro", "jutro jakoś skombinuje te pieniądze, nie od razu musi płacić". Wydawanie pieniędzy przez internet czasami zbyt proste – stwierdza nasza rozmówczyni.

I kwituje: – Na terapii zakupoholików mówiło się jeszcze parę lat temu, żeby wypłacali pieniądze z konta i nie używali karty, a gotówki. Teraz moim pacjentkom mówię, żeby na samym początku zablokowały sobie właśnie sklepy internetowe, które najbardziej je kuszą.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...