Na YouTube są dziwne filmiki, które wyglądają jak porno dla fetyszystów. Mamy odpowiedź serwisu

Niby film o zbieraniu krabów, a kamera ciągle skupia się na majtkach. Ma ponad 20 milionów wyświetleń
Niby film o zbieraniu krabów, a kamera ciągle skupia się na majtkach. Ma ponad 20 milionów wyświetleń Screen z YouTube
Powszechny i banalny dostęp do pornografii w sieci nikogo już nie dziwi i trzeba to po prostu zaakceptować. Oburzenie internautów wywołała jednak "ciemna strona" YouTube, na której są filmiki z podtekstem erotycznym. Szokuje w nich nie tyle ukazująca się "przypadkowo" bielizna czy nagie piersi, ale... obecność małych dzieci.


Aferę, która wzburzyła Wykop czy Reddit wywołał youtuber PaymoneyWubby. W odcinku "Filmiki z przerażającą mamą muszą być powstrzymane" wziął pod lupę kanał The Susu Family. Wrzucane były na niego z pozoru nudne filmiki z życia pewnej Wietnamki opiekującej się dziećmi i wykonującej różne prace domowe. Dlaczego kanał, zanim został zablokowany, odnotował niemal 40 milionów wyświetleń?
Fetysz białych majteczek
Rodzina Susu przekonywała w filmikach, że produkuje filmiki edukacyjne. Dlaczego zatem mama co chwilę podnosiła nogę i eksponowała bieliznę? To prawdopodobnie sposób na ominięcie zakazu.Pornografia w Wietnamie jest nielegalna, a czasem zrelaksować się trzeba. Niedopuszczalne jest wykorzystywanie do tego małych dzieci.


Youtuber nie ma żadnej paranoi. W innym przypadku kanał dalej by istniał, bo choć YouTube jest restrykcyjne, to pozwala na wiele. Popytałem znajomych i dla nich też te filmiki są "creepy".

Takich "dziwnych" azjatyckich filmików jest masa. Dajmy na to kanał dla wędkarzy o nazwie "Fishing on World". Na jednym z nagrań jest kobieta, która brodzi w wodzie w poszukiwaniu krabów. Kamera jednak skupia się głównie na jej wypiętej pupie i majtkach, a nie skorupiakach. Filmik trwa ponad 11 minut, jest poprzeplatany reklamami i ma ponad 21 milionów wyświetleń.
Blogów i filmików edukacyjnych jest w internecie od groma. Oczywiście dzielenie się wiedzą jest potrzebne, a nowicjusze szukają takich treści. Tylko czy wszystkie powstają z myślą o domyślnych odbiorcach? I czy stoją za nimi prawdziwi pasjonaci?

Edukacja czy soft-porno?
Autorka parentingowego kanału TajhMa w każdym filmiku pokazuje bez krępacji swoje piersi. Uczy w ten sposób karmienia. Jej niespotykane zdolności laktacyjne zauważył jeden z wykopowiczów. " Ta dziewczyna karmi piersią z trzeci rok. Albo się mocno rozmnaża albo karmi zawodowo" – napisał. Poniższy filmik ma 70 milionów wyświetleń. To o 10 więcej niż najpopularniejszy polski teledysk 2018 roku.Na wielu jej filmikach są dzieci ssące jej pierś. Możliwe, że robi to nieświadomie, ale czy nikt nie zwrócił jej uwagi? Wątpię. Ok, można być przewrażliwionym w tym przypadku, ale są też jeszcze inni twórcy.


Trudno uwierzyć, że kanał "Milana" nie powstał z myślą o pedofilach. Kto wrzuca kilkadziesiąt podobnych filmików z prywatnego archiwum na publiczny kanał? Dobra, robi to każdy bloger, ale tutaj mamy przesadnie długie nagrania z łóżka i łazienki, a poniższy filmik pokazuje dziewczynkę na wakacjach. I choć to widok normalny latem nad morzem, to kąty, w jakich jest podglądana okiem kamery, są co najmniej niepokojące.

Szczucie pupą dla wyświetleń
Powyższe kanały to najwyższy poziom konspiracji. Na YouTube jest jednak sporo filmików z innych branż, gdzie ukryty przekaz jest grubymi nićmi szyty. Nie ma na nich dzieci, ale są niezwykle atrakcyjne kobiety w erotycznych pozach. I nie chodzi tu o teledyski amerykańskich raperów. Tak się promują na przykład... kręgarze.Okazuje się, że joga też ma wielomilionową widownię. Filmy rzecz jasna są w teorii edukacyjne i nie łamią regulaminu, ale wpływy z reklam się zgadzają. "Wszyscy jesteśmy tu dla jogi", "Kamerzysta miał prawdopodobnie największą erekcję świata" – czytamy w komentarzach. Każdy na tym korzysta.Ludzie kombinują, by zarobić na potrzebach seksualnych, ale YouTube też nie przygląda się temu z założonymi rękami. Przez takie afery traci reklamodawców. Żadna firma nie chciałaby mieć swojego banera lub spotu przy filmie z wykorzystywaniem dzieci. Moderatorzy mają pełne ręce roboty i zagwozdkę, co począć filmikami, które w sumie wyglądają w porządku, ale coś z nimi jest nie tak.

Filmy parentingowe nie łamią regulaminu
Wszystko to przypomina zabawę w kotka i myszkę. YouTube wprowadza zmiany, które są z powodzeniem omijane przez twórców z brudnymi zamiarami. I tak w kółko. Blokowanie wszystkich kobiet karmiących piersią lub półnagich dzieci na plaży jest absurdalne, ale trzeba się im dokładniej przyjrzeć. Jakkolwiek to brzmi.

Brutalny ekstremizm i rażące nadużycia wobec dzieci są na szczęście szybko kasowane z YouTube. "Ponad 90% filmów przesłanych we wrześniu 2018 r. i usuniętych z tych właśnie powodów miały mniej niż 10 wyświetleń" – czytamy na blogu. Seksualne wykorzystywanie dzieci stanowi ułamek procenta treści, które są wyrzucane z serwisu.
– W ostatnim kwartale usunęliśmy ponad siedem milionów filmów i 1,6 miliona kanałów za naruszenie naszych zasad – mówi w rozmowie z naTemat Piotr Zalewski z Google, które jest właścicielem YouTube.
Piotr Zalewski
Google Polska

Na YouTube prowadzimy restrykcyjną politykę przeciwko filmom pornograficznym i miniaturom wprowadzającym w błąd. Zezwalamy na treści związane z karmieniem piersią w celach edukacyjnych lub dokumentalnych, zabronione jest jednak, gdy treści te są prowokacyjne lub zawierają wyraźne nawiązania seksualne.

– Nieustannie pracujemy nad tym, by blokować treści, które naruszają nasze wytyczne, w tym stale ulepszamy mechanizmy wykrywania nieodpowiednich treści, abyśmy mogli podjąć szybkie działania – dodaje Zalewski z Google.

Filmiki, które podlinkowałem w artykule, już jakiś czas hulają po YouTube. Są dalej na serwerach, bo nie łamią Wytycznych dla Społeczności. Moderatorzy sprawdzają każdy filmik, który otrzyma przynajmniej jedną flagę (zgłoszenie) od użytkowników. Do tego dochodzą specjalne mechanizmy, które automatycznie wykrywają pornografię. Sztuczną inteligencję trzeba jeszcze nauczyć wychwytywania erotycznych niuansów i podtekstów.