
Agata Popek ze Związku Zawodowego "Wspólnota Pracy" w środku żurawia ma iście domową atmosferę. Zapaliła świeczkę, postawiła kwiatka i ramkę z rodzinnym zdjęciem. – Praca to drugi dom, ma być przyjemnie – żartuje. W końcu trochę wisi nad Warszawą: pracę zaczyna o 7:00, kończy o 17:00. Cały dzień w powietrzu. Ma piękne widoki na stolicę. I często z satysfakcją podziwia budynki, które "postawiła".
Ona najczęściej ignoruje szowinistyczne teksty. – Jeżeli panowie widzą, że ja nie reaguję na ich zaczepki, to odpuszczają. Kiedy jest już naprawdę bardzo źle, to zmieniam miejsce pracy. Raz zdarzyła mi się taka sytuacja, że zmieniłam budowę – opowiada.
"Szefowa" budowy
– Kobiety są przyzwyczajone, że pachnące wchodzą do biura, biorą kubek kawy, a ja wchodzę do baraku, też biorę kubek kawy – żartuje Maga, która od kilku lat jest kierowniczką budowy.
Teraz nie mam żadnego problemu z tym, że nie mam idealnych warunków pracy. Kobiety bardzo często nie decydują się iść na budowę ze względu na czynniki atmosferyczne, w których pracujemy i zimą, i latem. Oczywiście, że odczuwamy temperaturę, jednak myślę, że kobiecie jest się trudniej przyzwyczaić do takiej formy pracy. Najważniejsze nie jest to, jak wyglądamy ale to co robimy.
Kierowniczka robót
– Wyglądam niestety dość młodo, ale nie dam sobie w kaszę dmuchać. Zdarza mi się rzucić "chwastami". Czasami trzeba zakląć, bo inne słowa nie trafiają do pracowników fizycznych. Nie można pozwalać innym robić sobie z siebie żarty. Nie chodzi o to, żeby wzbudzać postrach. Ale jeżeli ktoś nie ma racji i próbuje coś przeciągnąć na swoją stronę, to wtedy trzeba pokazać pazurki – szczerze przyznaje Ania, kierowniczka robót.