Winna jest kobieta, nigdy mężczyzna. Ta książka rozkłada zdradę na czynniki pierwsze

fot. mat. prasowe
Zdradzamy, to oczywiste. Nikogo raczej nie dziwią wyniki badań, które odkrywają brutalną prawdę na temat wierności w związkach zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Jednak co ciekawe, niezależnie od tego, kto zdradza… wina zawsze leży po stronie kobiety. Tak uważają w równym stopniu panowie i panie. Z tym kontrowersyjnym tematem mierzy się powieść „Inna kobieta”, która rozkłada zdradę na czynniki pierwsze i udowadnia, że „inny” to ja.


Najnowsze badania uniwersyteckie (m.in. Cardiff Metropolitan University) potwierdzają to, co znamy z samego życia. Ponad 40 procent badanych przyznaje się do zdrady, ale winą za zdradę obarczamy z reguły tylko kobietę. Niezależnie od tego, czy to „ta druga”, czyli kochanka, która uwiodła Bogu ducha winnego mężczyznę i wyrwała go wbrew jego woli z uścisku małżonki, czy też sama żona, która o siebie nie dba i swoje życie poświęca wyłącznie na pracę i dzieci, nie mając czasu dla pozostawionego w samopas partnera. Czegokolwiek nie zrobi mężczyzna, według nas to płeć żeńska ponosi winę za rozpad związku.


W jaki sposób przeprowadzono powyższe badania? Mężczyznom i kobietom przedstawiono hipotetyczne wiadomości, które ich partnerzy mogliby otrzymać od swoich kochanków. Uczestnicy badania mieli między innymi odpowiedzieć na pytanie, czy woleliby, żeby taką wiadomość otrzymali czy też wysłali ich partnerzy i kogo oskarżyliby o rozbicie związku. Wynik? Panowie odpowiadali, że winna jest ich partnerka – przykładając niewielką wagę do tego, kto do niej pisze. Panie również twierdziły, że to kobieta byłaby winna rozpadowi ich małżeństwa – w tym przypadku ta, która wysyła wiadomości do ich partnera.


Temat zdrady bierze pod lupę jedna z nowych publikacji wydawnictwa W.A.B. – „Inna kobieta”, napisana przez Karolinę Głogowską i Katarzynę Troszczyńską. Historia wydawałaby się prosta: trójkąt miłosny, w który wplątany jest znany dziennikarz, jego żona oraz kochanka. Tę starą jak świat historię romansu autorki ogrywają w ciekawy sposób: narracja w książce prowadzona jest z perspektywy każdej z kobiet. Ich wątki przeplatają się wzajemnie, wyciągając z mroku na światło dzienne coraz to nowe fakty na temat każdej z relacji.


Mamy więc Joannę – odnoszącą sukcesy zawodowe psychoterapeutkę, matkę dwójki chłopców, a od kilkunastu lat przykładną żonę Piotra. Z pozoru jej życie domowe jest idealne niczym lukrowany obrazek rodziny z billboardu reklamującego płatki śniadaniowe. Jak to jednak dość często w życiu bywa, pod podszewką pozornego ładu coś zaczyna gnić i się psuć. Ona jest często zbyt zmęczona i rozkojarzona, aby skupiać uwagę na mężu. On z kolei coraz rzadziej ma ochotę na bliskość i intymność. W niedługim czasie Joanna dowie się od koleżanki, że Piotr ma romans.

„Ta druga” to Ada, redaktorka serwisu kobiecego, samotna matka czteroletniej córeczki, była żona alkoholika. Do momentu romansu z Piotrem prowadzi nudne, przewidywalne życie, które zostaje dzięki mężczyźnie pokolorowane rozkoszą, pikanterią, ryzykiem oraz nowymi, nieznanymi emocjami. Romans staje się dla Ady ucieczką od życia naznaczonego rutyną, ale jednocześnie szczerą nadzieją na nowy start. Kobieta nie traktuje relacji z Piotrem jako jednorazowej przygody. Snuje marzenia o wspólnej przyszłości, mieszkaniu, wakacjach. A jego żona? Piotr zapewnia ją, że niebawem zakończy związek z Joanną – dlaczego miałaby się więc tym martwić?
W powszechnym wyobrażeniu kochanka to najczęściej krwiożercza femme fatale o wybujałym temperamencie, która niczym modliszka uwodzi niewinnego mężczyznę i kradnie go przykładnej żonie. Oczywiście to stereotyp, a każda historia przebiega inaczej. Bardzo często ta modliszka to kobieta taka jak my. Wchodząca w romans bez złych intencji, zakochana tak bardzo, że trudno przewidzieć jej konsekwencje ryzykownego związku. Czytając „Inną kobietę” nie sposób nie pomyśleć, że każdy z nas mógłby założyć buty Ady. Czy wówczas ferowalibyśmy wyroki tak łatwo?

Skoro uważamy, że odpowiedzialność za zdradę leży przede wszystkim po stronie kobiety, to warto dodać, że kobiety nie tylko obwiniają siebie nawzajem. Obwiniają również same siebie. „Nie potrafię utrzymać mężczyzny” – myśli gorzko Joanna i zastanawia się, czy mąż zdradził ją, bo była niewystarczająca, gorsza od tej drugiej, którą wybrał. Wątpliwości targają także Adą. A jeśli Piotr się nią tylko zabawi, a potem odejdzie? Jeśli tak naprawdę nie jest warta prawdziwego, namiętnego uczucia? Znamienne jest to, że żadna z nich nie ocenia Piotra. Owszem, pojawiają się gwałtowne emocje, gniew i agresja, ale wina? Wina należy przecież do kobiet.

Inna kobieta” to studium zdrady, które wykracza daleko poza sam temat romansu. Jest też przenikliwą analizą kobiecości oraz wszelkich kulturowych i socjologicznych uwarunkowań, w które kobiety zostały uwikłane. Nie bez powodu pojawiają się w niej również polityczne konteksty, takie jak czarny protest oraz konflikt między lewicowym i prawicowym światopoglądem. W książce nie ma jednak krzty nachalnego dydaktyzmu. Autorki nie oceniają żadnego z bohaterów ani żadnej z perspektyw, pozostawiając szerokie pole do refleksji dla czytelnika.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że książka „Głogowskiej i Troszczyńskiej wykracza daleko poza tematykę klasyfikowaną jako „literatura kobieca”. To nie tylko inteligentne i analityczne studium zdrady, które wchodzi głęboko w psychologiczne aspekty tematu, ale także powieść, która jest po prostu bardzo „życiowa”. W kontekście tematu zdrady oraz szukania winnego stoi na straży zdrowego rozsądku i skłania do przemyślenia własnej opinii na ten temat. Każdy z nas mógłby znaleźć się na miejscu jednej z bohaterek. Jak się okazuje, ta „inna kobieta”, to ja.

Artykuł powstał we współpracy z wydawnictwem Foksal.