
Dla pokolenia, które urodziło się w XXI wieku, swobodne przekraczanie granic jest tak naturalne, jak oddychanie. Żyjemy w czasach, gdzie do innych wjeżdżamy jak do ''siebie'', a paszport zaczyna powoli przypominać Yeti – wszyscy o nim słyszeli, ale nikt go nie widział. A przecież dla naszych rodziców i dziadków stanowił dobro luksusowe.
Podczas sprzedaży towarów przez naszych turystów bardzo ważna była dyskrecja, ponieważ w ZSRR istniał powszechny, rozbudowany system inwigilacji. W hotelach już w drzwiach stał „szwajcar”, który decydował o tym, kto może wejść do środka.
Na ogół obowiązywała zasada, że radzieccy obywatele nie mieli prawa wstępu do hoteli, w których kwaterowano cudzoziemców. Wewnątrz były kamery. Mało tego, na każdym piętrze w końcu korytarza siedziała na krzesełku „etażna”, która miała za zadanie obserwować zakwaterowanych i ruch w ich pokojach. Jeden z pokoi należał do KGB.
Nasi turyści, którzy handlowali w czasie wycieczek do Bułgarii, Rumunii, Grecji, Turcji, Indii czy Egiptu zdobyli ostrogi przydatne do rozwinięcia biznesu w III RP. Najobrotniejsi spośród nich otworzyli firmy produkcyjne, usługowe i przedsiębiorstwa importowo-eksportowe. Teraz to oni wręczają wizytówki drukowane zarówno po polsku, jak i w językach obcych.
Artykuł powstał we współpracy z Wydawnictwem Bellona
