Ryszard Proksa z "Solidarności" i wicepremier Beata Szydło po podpisaniu porozumienia 7 kwietnia.
Ryszard Proksa z "Solidarności" i wicepremier Beata Szydło po podpisaniu porozumienia 7 kwietnia. Fot. Maciek Jaźwiecki / Agencja Gazeta
Reklama.
Rząd nie osiągnął porozumienia ze Związkiem Nauczycielstwa Polskiego i Forum Związków Zawodowych, ale Beata Szydło może mówić o swoim małym sukcesie. Rządowi udało się podpisać porozumienie z nauczycielską "Solidarnością".
Od początku zawarty kompromis budził mieszane uczucia wśród szykujących się do protestu nauczycieli. Teraz wiadomo, że niektórzy po prostu wyłamali się z podpisanej ugody.
Według Radia ZET przedstawiciele "Solidarności" z Wrocławia dołączyli do strajkujących, czyli do tej części przedstawicieli oświaty, który odrzucili proponowane przez rząd warunki. – Ludzie są razem, bo to nie jest sprawa polityczna i wspólnie walczymy o lepszą szkołę – powiedziała Danuta Utrata, szefowa dolnośląskiej sekcji oświaty "Solidarności".
Zachowanie związkowców, którzy podpisali porozumienie, wywołało falę komentarzy. "Nie ma 'Solidarności'" – tak tę sytuację podsumował na Twitterze Lech Wałęsa. Ale zaskoczonych decyzją "S" było znacznie więcej osób.
Renata Grochal z "Newsweeka" przypomniała, jaką "dodatkową" funkcję pełni przewodniczący Sekcji Krajowej Oświaty NSZZ "Solidarność" Ryszard Proksa. "Tym razem porozumienie z rządem podpisał szef nauczycielskiej Solidarności, radny PiS" – napisała. Proksa jest bowiem radnym PiS powiatu ostrowieckiego.