Ma kochankę, ale czy to oznacza zdradę? Oglądając ten film zastanowisz się nad odpowiedzią

Czy podwójne życie zawsze oznacza zdradę? Niekoniecznie. Do takiego wniosku można dojść po obejrzeniu nowego filmu Oliviera Assayasa.
Czy podwójne życie zawsze oznacza zdradę? Niekoniecznie. Do takiego wniosku można dojść po obejrzeniu nowego filmu Oliviera Assayasa. Fot. materiały prasowe
Nie czytasz, nie idę z tobą do łóżka — tym chwytliwym hasłem kilka lat temu usiłowano uwieść tę część naszego społeczeństwa, która uważa, że regał z książkami nie zalicza się do niezbędnych elementów wyposażenia mieszkania. Nie udało się. Statystyki czytelnictwa jak spadały, tak spadają — być może dlatego, że zamiast wprowadzać w życie założenia akcji woleliśmy dyskutować nad jej poprawnością polityczną. Francuzi robią to inaczej.


Do kin wchodzi właśnie nowy film Oliviera Assayasa. Jego polski tytuł: “Podwójne życie”, można by spokojnie opatrzyć podtytułem z wersji anglojęzycznej - “Non-fiction”. Reżyser takich filmów, jak “Personal Shopper” czy “Sils Maria” tym razem wziął bowiem na tapet życie uczuciowe grupy francuskich 40-latków, blisko związanych z rynkiem wydawniczym.

Wybór środowiska, które posłużyło jako grupa reprezentatywna do analizy pojęcia wierności i zdrady nie jest przypadkowy. Okazuje się bowiem, że świat, w którym papierowe książki zaczynamy wymieniać na czytniki e-booków jest również światem, w którym nie wahamy się wymieniać mężów i żony na kochanków i kochanki.

Pytanie, nad którym będziecie się zastanawiać po wyjściu z kina brzmi: czy jest w tym coś złego?
Czytasz książki na tablecie? “Nie wszystkie”
Alain (Guillaume Canet) jest wydawcą. Na przestrzeni swojej kariery wydał masę bestsellerowych książek. Papierowych. I jako zagorzały przeciwnik “booków” z przedrostkami, dokładnie w tej formie chciałby się nadal realizować: nie uznaje książek ani w formie elektronicznej, ani słuchanej, a przynajmniej tak utrzymuje.


Fakt, że czasem niepotrzebnie się w swojej pryncypialności zacietrzewia wytyka mu jeden ze znajomych, zwracając uwagę, że przecież przegląda książki na tablecie. — Nie wszystkie — odpowiada niewzruszony wydawca.
Niestety, władze wydawnictwa nie zamierzają pozostać obojętne w obliczu cyfrowej rewolucji i aktywnie poszukują osób, które ze świata twardych i miękkich okładek wprowadzą firmę w XXI wiek. Jedną z nich jest Laure — młoda i ambitna specjalistka od wdrażania nowych technologii. Fakt, że to właśnie ta dwójka wda się w romans, jest ironicznie oczywisty.

Cyfrowo wykluczony, choć bardziej wybiórczo, jest kolejny z bohaterów “Podwójnego życia”, Léonard (Vincent Macaigne) - pisarz i przyjaciel Alaina. Swoją karierę zbudował na tworzeniu pseudofikcyjnych powieści — gatunku, w którym opisuje własne przeżycia, zmieniając właściwie tylko detale, takie jak imiona, nazwiska i nazwy miejsc.

Technologia jest bardzo pomocna w tych podmianach: po przeczytaniu opisu na Wikipedii może bez trudu przenieść swoich bohaterów do miasta, w którym nigdy nie był, albo wysłać ich na seans filmu, którego nigdy nie widział.
Korzystanie z Wikipedii w celu zbudowania wiarygodnej persony — to jedno, ale aktywna przynależność do cyfrowej społeczności — coś zupełnie innego. Social media to dla Léonarda ciemna strona księżyca: nie ma zielonego pojęcia o dyskusjach, jakie na temat jego książek toczą się na Twitterze, czego na spotkaniu autorskim nie omieszka mu wytknąć rozgoryczony czytelnik.

Alain jest uczestnikiem podobnej sytuacji, z tą różnicą, że w całości jest ona osadzona w rzeczywistości niewirtualnej. Léonard ma bowiem romans z jego żoną, Seleną (Juliette Binoche), co zgodnie z przyjętą pisarską konwencją opisuje oczywiście w manuskrypcie nowej książki. Alain powieść czyta i dostrzega pewne podobieństwa. Główna bohaterka przypomina mu... znaną celebrytkę.

W niefrancuskim filmie taki uczuciowy galimatias byłby idealnym pretekstem do serii niefortunnych spotkań, których skutkiem ubocznym byłyby stosy talerzy, tłuczonych w spektakularnych ataku gniewu i zazdrości poszczególnych bohaterów.
W filmie Assayasa zdrada jest traktowana ze spokojem, delikatnością wręcz. W momentach, w których słowo to pada z ekranu, ma podobny ładunek emocjonalny do słowa “pogoda” i jest traktowane z podobną oczywistością.

Jak to możliwe? Kwestia kulturowa — powiedzą jedni. Kwestia logiki — powiedzą drudzy.

Życie w zdradzie? Po 20 latach małżeństwa to nie hipokryzja
Przekonanie, że zdrada to coś nagannego przejawia 39 proc. Francuzów. W badaniach przeprowadzonych przez Pew Research Centre w 2013 roku był to jedyny kraj, w którym takie przekonanie przejawiała mniej niż połowa społeczeństwa.

Dla kogoś zaznajomionego z “romantyczną” historią Francji, takie statystyki nie będą żadnym zaskoczeniem. W otwarte romanse pozamałżeńskie wdawał się już Napoleon Bonaparte. Urzędujący pod koniec XIX wieku prezydent Felix Faure zmarł nie w ramionach kochającej żony, ale kochanki. Na pogrzebie Françoisa Mitterranda jedno z pierwszych miejsc w kondukcie żałobnym zajęły jego kochanka oraz córka z nieprawego łoża.
Kiedy z kolei w 2014 w mediach gruchnęła wiadomość o romansie prezydenta Françoisa Hollande’a, zgorszeni wydawali się być wszyscy poza Francuzami. Jak pokazały badania, fakt posiadania stałej partnerki i kochanki jednocześnie nie znalazł odzwierciedlenia w słupkach jego poparcia. Większość wyborców uznała, że prywatne życie przywódcy to, uwaga, jego prywatna sprawa. Szok i niedowierzanie? Raczej zdrowy rozsądek.

Wyobraźmy sobie podobną sytuację w Polsce. Z badań przeprowadzonych w tym roku wynika, że zdrady nie wybaczyłaby połowa z nas.
Co ciekawe, inny raport podaje, że przy stwierdzeniu “Nie opuszczę cię aż do śmierci” w indeksie górnym coraz większa liczba z nas, a dokładnie 39 proc. stawia gwiazdkę. Taki odsetek Polaków i Polek przyznaje się do zdrady.

Na tym tle nieco ironicznie brzmi informacja o tym, że 92 proc. z nas uważa, że związek będzie szczęśliwy, jeśli będziemy nad nim “pracować”. I może właśnie fakt, że z raportu nie wynika, jak większość naszego społeczeństwa rozumie ten termin, jest powodem naszych małżeńskich problemów.

Francuzi mają na to swój sposób. Jo Piazza w swojej książce “How to be Married”, na której potrzeby przeprowadziła wywiady z kobietami z różnych stron świata, pytając o ich sposoby na idealny związek, tłumaczy, że Francuzki, wyznają pogląd: ‘“The more you love yourself, the more your husband will love you”. Jak to przetłumaczyć na polski? Najprościej na przykładzie:

— Jeśli stojąc przed lustrem jako pierwsze nasuwa ci się: “O nieee, ale grubo wyglądam w tych dżinsach” i jeszcze wypowiadasz to na głos, tak właśnie będzie myślał o tobie twój mąż czy kochanek — tłumaczy rozmówczyni Piazzy.
Bohaterki “Podwójnego życia” wydają się emanować dokładnie taką pewnością siebie. Wiedzą, że ich związki nie są idealne. Również twierdzenie, że niewierność współmałżonków w ogóle ich nie rusza byłoby sporym nadużyciem. Faktem jest jednak, że daleko im do dramatyzowania, co może wynikać właśnie z wysokiego poczucia wartości i przekonania, że one również, jeśli będą miały na to ochotę, mogą wdać się w niezobowiązujący romans.

Selena, żona Alaina, podczas luźnej rozmowy ze znajomym, zdaje relację z tego, jak mają się jej sprawy uczuciowe. Opowiada o własnym romansie (z Leonardem) i niewierności męża (rzekomej, bo za rękę go nie złapała). Stopniowo dochodzi do wniosku, że takie obopólne skoki w bok okażą się dla ich małżeństwa zbawienne i że na razie nie zamierza kończyć swojej przygody.

Kiedy znajomy zarzuca jej hipokryzję, Selena bez cienia ironii tłumaczy: “Po 20 latach małżeństwa to żadna hipokryzja”.

Z podobnym, a nawet większym, spokojem na wieść o romansie Leonarda reaguje jego żona Valerie. Informację przyjmuje z obojętną miną, dając do zrozumienia, że o wszystkim wie. Kiedy zdezorientowany Leonard dopytuje, skąd, Valerie tylko wzrusza ramionami, mówiąc: “Przecież czytam twoje książki”.

Warto rozmawiać?
Film Assayasa nie daje odpowiedzi, jak żyć, ani tym bardziej jak kochać. Nie narzuca francuskiego sposobu życia. Pokazuje jednak, że w dzisiejszych czasach wybór: zdradzać czy nie, ma podobną wagę do tego, w jaki sposób konsumujemy książki.
Życie jest szybkie i krótkie — czy warto zamykać się w sztywnych tradycyjnych ramach? To już kwestia, którą publiczność ma rozważać samodzielnie. Albo lepiej — przedyskutować.

Podwójne życie” to film, w którym bohaterowie rozmawiają ze sobą długo i na każdy temat. Nie ma tabu, nie ma obaw, że przedstawienie zbyt radykalnego poglądu wytrąci naszego rozmówcę z równowagi. Charakterystyczne dla filmów Assayasa długie sceny koncentrują się tym razem głównie na dialogach, kończących się z reguły ironiczną puentą.

I tu dochodzimy do pewnego paradoksu: bo choć bohaterowie filmu w sferze społecznej są na wskroś nowocześni, to głównym narzędziem, które im na to pozwala, jest staromodna rozmowa. Może więc walka z czytnikami e-booków nie jest całkowicie nieuzasadniona? Oceńcie sami. “Podwójne życie” wchodzi na ekrany 17 maja.

Artykuł powstał we współpracy z Gutek Film.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...