Leszek Jażdżewski to "drugi Palikot"?
Leszek Jażdżewski to "drugi Palikot"? Fot. Dawid Zuchowicz / AG

Miałem dziś pisać o czymś innym, planowałem podsumować blisko czteroletnie rządy PiS na przykładzie exposé premier Szydło, ale życie polityczne w tym kraju jest tak bogate i zmienne, że dekompozycję wystąpienia z 18 listopada 2015 roku na czynniki pierwsze zostawię sobie na później.

REKLAMA
Dzisiaj polskie życie polityczne zdominowało inne wystąpienie – wykład Donalda Tuska na Uniwersytecie Warszawskim, a właściwie wstęp do niego, czyli „support” redaktora Jażdżewskiego z Liberté, którym namieszał w naszym polskim kociołku na tyle mocno, że nie sposób się do niego nie odnieść. Nie przeczę, kilka osób pytało mnie już prywatnie, jakie jest moje zdanie w tej kwestii.
Leszka znam osobiście i znam też jego poglądy na obecną politykę, które zresztą prezentuje on w swoich tekstach. Każdy kto czyta Liberté (a zachęcam gorąco do tego), zna te poglądy. Zatem żadnym dla mnie zaskoczeniem jego wystąpienie nie było, gdy się z nim zapoznałem w całości. Oczekiwanie, że Jażdżewski powie coś spolegliwego, zapowiadając Tuska, było oczekiwaniem naiwnym, jeśli zna się jego temperament i jego spojrzenie na politykę.
Od razu dodam dla jasności: w pełni popieram słowa naczelnego Liberté, nie uważam też, aby powiedział nieprawdę lub obraził katolików w Polsce – to, rzecz jasna, wygodna dla przeciwników Tuska figura retoryczna. Kłamliwa i świadomie zmanipulowana. Ale jednocześnie mam mieszane uczucia, jeśli chodzi o czas i miejsce wypowiedzenia tych słów. I tu zgadzam się z Przemysławem Szubartowiczem – czas pokaże, czy to wystąpienie Opozycji pomoże, czy zaszkodzi.
Z drugiej strony – kiedy przedstawić swoje poglądy, jeśli nie przed wykładem Tuska? Od razu też dodam – środowisko Liberté jest bardzo różnorodne i stanowisko redaktora naczelnego pisma na pewno nie jest stanowiskiem całego Liberté.
Jednocześnie trzeba jasno powiedzieć, że krytyczne o polskim Kościele słowa padły w momencie, kiedy badania społeczne pokazują rosnące poparcie dla antyklerykalnych postaw wyborców (nie są one atakiem na wiernych, czy na samą wiarę, jak przedstawiają to zwolennicy PiS). W tym kontekście Jażdżewski nie powiedział niczego, co byłoby nieprawdą – polski Kościół nosi na swych plecach grzechy pedofilii, zaangażowania politycznego, pychy i bogactwa, i zaprzeczanie temu jest zwykłym zaklinaniem rzeczywistości. Z kolei nie można się też dziwić Platformie, która będąc typową partią środka, szukającą poparcia po obu stronach sceny politycznej, nie chce się jednoznacznie określić w kwestii tak jaskrawej krytyki kościoła, jaką zaprezentował Jażdżewski. Moim zdaniem należy po prostu to stanowisko zrozumieć i uszanować.
Leszek ma dziś niewątpliwie swoje pięć minut i doprawdy byłoby bardzo źle, gdyby te pięć minut zmarnował, wchodząc w politykę, co zasugerował już na swoim facebookowym profilu Andrzej Saramonowicz, proponując Jażdżewskiemu rolę nowego zbawiciela liberalnej Polski. Mam nadzieję, że Jażdżewski nie stanie się drugim Palikotem, Kukizem czy Biedroniem i nie da sobie wmówić, że jest owym rycerzem na białym koniu, o którym ciągle marzą niektórzy. Wolałbym, aby Jażdżewski pozostał sobą, czyli niespokojnym i dociekliwym duchem polskiej publicystyki.
Wieczne marzenia o nowej partii, które pojawiają się średnio co kilka, kilkanaście miesięcy, to jakaś kompletna aberracja, rzekłbym nawet lekki obłęd. Czy się to komuś podoba, czy nie, jedyna droga do pokonania PiS-u i przywrócenia w Polsce konstytucyjnego ładu oraz nadziei na realny rozwój Polski, wiedzie przez rozbudowane struktury, odpowiednie środki, znaczące poparcie i rozpoznawalne, polityczne twarze. Wszystko to ma Platforma Obywatelska. Obrażanie się na rzeczywistość jest po prostu, przepraszam, śmieszne.
Czym innym jest nacisk na PO, aby się wewnętrznie zmieniała, a czym innym jest myślenie i dążenie do jej zniszczenia czy marginalizacji. Jeśli ktoś jest za ewolucją Platformy, to jest mi z nim po drodze, jeśli ktoś chce jej zniszczenia, to tu się nasze drogi rozchodzą. I naprawdę, proszę nie mylić racjonalizmu z wiernopoddańczą i bezkrytyczną miłością do tejże partii, o co jestem podejrzewany na każdym niemalże kroku. Bądźmy poważni. Powtarzam – dziś nie ma żadnej realnej możliwości pokonania obozu Zjednoczonej Prawicy bez Platformy Obywatelskiej. Czas najwyższy wreszcie to sobie w pełni uświadomić. Ale też nie oznacza to, aby się z PO ze wszystkim zgadzać. Jak mówił Tusk: miejcie wątpliwości, także względem Opozycji.
I tu dochodzimy do fundamentalnej dla liberalnej demokracji kwestii, czyli prawa do bycia wolnym człowiekiem, w którym to prawie mieści się bezcenny aksjomat – własne poglądy.
Wiosna Biedronia, słowami m.in. Sylwii Spurek, oraz inni "walczący z kościołem" domagają się prawa do "niezgadzania się i przeszkadzania", ale jednocześnie atakują Platformę za wyartykułowane ustami rzecznika PO – Jana Grabca – ich stanowisko w kwestii formy (nie słów) wystąpienia red. Jażdżewskiego. Nie słyszałem żadnego ataku ze strony Platformy na Wiosnę Biedronia za to, że Wiosna poparła słowa naczelnego Liberté. W drugą stronę – widzę to na każdym kroku. Jeśli chcemy mieć prawo do posiadania własnego zdania, to nie można jednocześnie odbierać tego prawa innym. To właśnie jest hipokryzja.
Jan Grabiec nie odnosił się do słów Jażdżewskiego, a jedynie do formy (czyli czasu i miejsca) ich prezentacji. Grzegorz Schetyna z kolei wyraźnie zaznaczył, że nie zamierza tych słów ani oceniać, ani komentować, ani tym bardziej ograniczać. Nie popadajmy w paranoję, zarzucając Platformie bycie drugim PiS-em.
Donald Tusk powiedział: nie zgadzajcie się i nie popierajcie, szukajcie i miejcie wątpliwości. Ale zawsze myślcie. Naprawdę warto.