Miejsca "bez dzieci" to już nie tylko zachcianka. To potrzeba, która zyskuje coraz większy posłuch

Skoro są lokale przystosowane do obsługi rodzin z dziećmi, jak ten w Łodzi, to dlaczego nie może być takich, które obsługują tylko osoby dorosłe?
Skoro są lokale przystosowane do obsługi rodzin z dziećmi, jak ten w Łodzi, to dlaczego nie może być takich, które obsługują tylko osoby dorosłe? Fot. Małgorzata Kujawka / Agencja Gazeta
"Nie chcę mieć dzieci i nie lubię dzieci" – w dobie popularności 500 plus i pod panowaniem PiS-u takie słowa nie wszystkim mieszczą się w granicach tolerancji. Ale tacy ludzie istnieją i należy to szanować. Poza tym nie trzeba nie lubić dzieci, żeby chcieć od nich po prostu odpocząć. Czasami jednak to bywa trudne zwłaszcza w restauracjach, czy kawiarniach. Taką możliwość dają lokale bez dzieci, których jest coraz więcej.


Jeśli zdarzyło się wam kiedyś jechać pociągiem w okresie wakacyjnym, to na pewno znane są wam historie z rozwrzeszczanymi dziećmi, które robią raban w całym wagonie. I nie chodzi o to, że rodzice z dziećmi, a zwłaszcza tymi małymi, nie mogą podróżować PKP. Ani już nawet o to, że to wina dzieci, bo winni są tu głównie ich rodzice, którzy nie nauczyli je, jak zachowywać się w transporcie zbiorowym, a potem nie reagują na ich wybryki lub tłumaczą je: "przecież to tylko dzieci".

Owszem, to tylko dzieci, ale pozostali pasażerowie nie kupili biletów na wizytę w cyrku lub do opery klasy "C", tylko na pociąg, który ma ich zawieźć na miejsce bez zbędnych atrakcji. Nie mówiąc już o tym, że bieganie po rozpędzonym do 150 km/h pociągu i skakanie po fotelach (bo i tak się zdarza) jest po prostu niebezpieczne.

"Koszmar" w restauracji
Całe szczęście, że niektóre składy mają tzw. wagony ciszy. Tam kupują miejsca pasażerowie, którzy cenią sobie spokój. Niestety nie ma ich w każdym pociągu. A co, jeśli takie dzieci pojawią się z rodzicami nie w transporcie, a w restauracji? Siedzą grzecznie przy stole? Chciałoby się napisać, że tak, ale rzeczywistość jest inna.


– Kiedyś musiałem opuścić pewien lokal, bo nie wytrzymałem z nerwów – opowiada nam Jakub, przedsiębiorca z Olsztyna.

– Jadłem już zamówiony obiad, kiedy do środka weszła rodzinka z trójką małych dzieci. Nagle jedno z nich zaczęło niemiłosiernie płakać. Zapewne było głodne, to zrozumiałe. I nie byłoby to nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że jego matka nie zareagowała ani słowem przez bite 10 minut. Mało tego, pozostała dwójka zaczęła ganiać po całej restauracji krzycząc przy tym i piszcząc. Rodzice na to nic – stwierdza mężczyzna. Kiedy Jakub zwrócił uwagę parze, ta obruszyła się i powiedziała, że "to tylko dzieci" oraz "czy oni mają siłą uwiązać je do krzeseł i zakneblować".

– Lokal miał kącik zabaw dla maluchów, ale one wolały pobiegać. Spasowałem, nie wytrzymałem. Teraz sobie myślę, że powinienem porozmawiać z obsługą, ale nie zrobiłem tego i wyszedłem. Miałam już spokój, ale siedziało tam jeszcze z tuzin innych osób – przyznaje Jakub.
Podobną sytuację przeżyła Kasia, studentka z Warszawy. Ona także nie wytrzymała i wyszła z naleśnikarni, w której hałasowała czwórka dzieci.

– Ja nie miałabym kłopotu z tym, żeby one siedziały tam i malowały sobie albo układały klocki. Było do tego wyznaczone miejsce. Nawet jakby któreś z nich od czasu do czasu coś tam głośniej powiedziało, czy pisnęło. Ale bieganie, wrzeszczenie, kopanie w krzesła, a wszystko przy totalnej olewce ze strony rodziców – to było za wiele – mówi nam Kasia.

Problem?
Wielu rodziców nie widzi problemu w tym, że ich dzieci zachowują się, jak się zachowują. Zakładają, że każdy lubi dzieci i nie przeszkadza im to. Są oczywiście wyjątki wśród takich rodziców, ale nie stanowią one większości. Istnieją przecież też dzieci, które po prostu są grzeczne i nie trzeba ich uspokajać. Ale zdarza się i tak, że sytuacja wygląda, jak opisali ją Kasia czy Jakub.

Ratunkiem dla takich osób, które nie lubią hałasu, nie lubią dzieci lub po prostu chcą od nich odpocząć są lokale, do których maluchy nie mają wstępu. Takich w Polsce jest niewiele, ale trend ten się zmienia. W samej Warszawie są trzy takie miejsca: kocia kawiarnia na Mokotowie, restauracja Modesta Amaro w centrum i cocktailbar "Worek kości", który ma eventy, na które mogą przyjść tylko osoby dorosłe.
Znaleźć je można dzięki stronie Bez-dzieci.pl, która stworzyła dedykowaną aplikację. Pokazuje ona na mapie wszystkie lokale i hotele w Polsce, gdzie można wejść tylko bez dzieci. Jak widać, jest już sporo takich miejsc. Powstają, bo jest na nie rosnące zapotrzebowanie. Warto zachować złoty środek, ale...
– Nigdy nie przepadałam za dziećmi, jednak potrzeba stworzenia miejsc, do których dzieci nie mają wstępu, wynika nie z powodu dzieci, a głównie z powodu nieumiejących opanować swojego potomstwa rodziców. To oni pozwalają im na przeszkadzanie innym. Nie mam dzieci, więc omijają mnie korzyści wynikające z ich posiadania. Nie widzę więc powodu, dla którego to ja miałabym ponosić konsekwencje ich złego wychowania – mówi nam Aleksandra, urzędniczka z Warszawy. A takich opinii jak jej jest coraz więcej.

– Nasza aplikacja powstała właśnie w odpowiedzi na rosnącą potrzebę społeczności dotyczącą szukania miejsc odpoczynku child-free w Polsce – mówią nam autorzy apki Bez-dzieci.pl.
– Podobne aplikacje są już popularne na Zachodzie, jednak w Polsce jest to pierwsze tego typu rozwiązanie, jak widać bardzo potrzebne – tłumaczą.

Oczywiście tworzenie tego typu lokali budzi oburzenie po stronie rodziców, którzy uważają, że są dyskryminowani. Nie przeszkadza im jednak to, że istnieje o wiele więcej miejsc, które są przeznaczone i przystosowane specjalnie do obsługi rodzin z dziećmi. To już ich zdaniem nie jest dyskryminacja tej drugiej grupy, tylko udogodnienie.

Są też bardziej wyważone głosy w tej dyskusji. – Problem jest złożony, bo z jednej strony rozumiem osoby, które chcą ciszy i spokoju podczas jedzenia posiłków w restauracji, a nie każdy rodzic umie zapanować nad swoim dzieckiem – mówi nam Marta Kabulska, redaktor naczelna portalu Mamadu.pl.

– Sama, gdy wychodziłabym na kolację, nie chciałabym, aby dookoła kręciły się dzieci, bo nawet jako matka, chcę zwyczajnie od nich odpocząć. Z drugiej strony pojawia się pytanie o granice. Skoro powstają lokale bez dzieci, to może zaraz powstanie zakaz wstępu dla rudych, albo grubych, bo komuś się to nie podoba – dodaje ekspertka.

Sęk w tym, że ani bycie dzieckiem czy jego posiadanie, ani bycie rudym czy grubym nie jest żadną przywarą i czymś, co mogłoby kogokolwiek dyskryminować. Co innego jeśli w grę wchodzi hałas i niewłaściwe zachowanie, które jest nie do zniesienia. To sprawia, że ludzie poszukują spokojnego, cichego miejsca, w którym będą mogli coś zjeść lub odpocząć.

– Temat miejsc bez dzieci w Polsce jest tematem kontrowersyjnym, jednak widzimy, że coraz częściej ludzie go poruszają i pojawiają się dyskusje na ten temat. Można spotkać się ze skrajnymi opiniami, jednak my zawsze staramy się podkreślać, że nie chcemy nikogo wykluczać, jedynie dać społeczności możliwości w wyborze miejsc do spędzania czasu – wyjaśniają twórcy aplikacji Bez-dzieci.pl.

– Chodzi o to, że wielu ludzi (bezdzietnych, dzietnych, posiadających wnuki itd.) z chęcią odpoczęłoby od głośnych, małych istotek. Dlatego tacy ludzie wychodzą z domów, szukając miejsca do odpoczynku, zabawy albo cichego miejsca do biznesowych spraw. My dajemy szansę, aby te miejsca łatwiej znaleźć – dodają.

Dlatego w tej dyskusji często trzeba odwołać sie do rozsądku. Bo czy jeśli na 50 lokali jeden z nich będzie tylko dla osób dorosłych, to będzie to takie wielkie zło? Nie trzeba przecież wybierać akurat tego, skoro ma się dostępnych 49 innych...
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...