Nigdy nie popełnię błędów mojej matki, chcę być lepsza. Tych rzeczy nigdy nie zrobię własnej córce

Relacje matki i córki często są skomplikowane, a dorosła już córka za wszelką cenę stara się nie popełnić tych samych rodzicielskich błędów
Relacje matki i córki często są skomplikowane, a dorosła już córka za wszelką cenę stara się nie popełnić tych samych rodzicielskich błędów Fot. Kadr z filmu "Lady Bird"
"Nie chciałabym drugi raz przechodzić przez to, co przeżywałam przez lata (...). Dlatego postanowiłam, że dla swojej córki nie będę taka, jak moja matka. Chcę być lepsza. Nie wiem, czy mi się to uda, ale to mój rodzicielski cel.(...) Zapisałam listę rzeczy, których nigdy nie zrobię mojej córce i będę walczyć do utraty tchu" – pisze czytelniczka w wyjątkowo ważnym liście do redakcji.


Pozwoliłam sobie napisać ten list, ponieważ chcę coś ogłosić: nie chcę być jak moja matka. A właściwie nie chcę być taka matką dla mojej córki, jaką moja mama była dla mnie.

Nie, nie wychowałam się w rodzinie patologicznej. Tak, moja matka mnie kochała. I ja ją kochałam. A właściwie wszystko to powinno być napisane w czasie teraźniejszym – kochamy się. Ja jestem już dorosła, a ona starsza i w końcu to zrozumiałyśmy.

To jednak trudna miłość i nie chciałabym drugi raz przechodzić przez to, co przeżywałam przez lata: te wszystkie kłótnie pełne raniące słów, niekończące się uczucie niedowartościowania, pokoleniowe lęki, frustracje i żale, paraliżujące kompleksy, nienawiść do samej siebie oraz poczucie ogromnego rozczarowania i nią, i samą sobą.


Dlatego postanowiłam sobie, że dla swojej córki nie będę taka, jak ona. Chcę być inna, lepsza. Nie wiem, czy mi się to uda, ale to mój rodzicielski cel. Jeśli go nie osiągnę, obleję test na bycie matką, której tak brakowało mi, moim siostrom oraz wielu przyjaciółkom, koleżankom, znajomym. I również mojej mamie, kiedy sama stawała się kobietą.


Zapisałam więc listę rzeczy, których nigdy nie zrobię własnej córce. Postanowiłam się nią podzielić, bo to od nas, matek, zależy, jakie będzie przyszłe pokolenie kobiet. A powinnyśmy sobie życzyć, żeby było to pokolenie kobiet pewnych siebie, silnych, kochających siebie, świadomych swojej wartości i nie bojących się życia.

Nigdy nie będę narzucała mojej córce tego, kim ma być.

Stłumię wszystkie oczekiwania, wyobrażenia i marzenia na jej temat – bo takie ma każdy rodzic, czy tego chce, czy nie – i pozwolę jej być tym, kim chce. Nawet jeśli mnie to zrani. Jeśli zbłądzi, dam jej prawo do popełniania błędów, jeśli upadnie na samo dno, to będę ją ciągnąć w górę, ale nigdy nie będę stała między nią a jej własnymi pragnieniami. Dam jej żyć własnym życiem, bo tego nie pozwoliła mi własna matka, czego trudno mi jej wybaczyć.

Nigdy nie skomentuję wyglądu mojej córki w negatywny sposób.

A właściwie nigdy nie będę skupiać się na jej wyglądzie. Nauczę ją, że obojętnie jaka jest zewnętrznie – czy gruba, czy chuda, czy niepełnosprawna – jest idealna. Będę powtarzać jej, że jest piękną i wspaniałą osobą, nawet jeśli cały świat będzie twierdził inaczej. Nigdy nie skomentuję negatywnie jej wagi, fryzury, ubioru, makijażu, tego, co robi z własnym ciałem. Dla mnie będzie cudem.

Nigdy nie każę mojej córce być "normalną".

Nie będę od niej wymagała, by wpisała się w społeczne ramy, konwenanse czy tradycje. Nie będę oczekiwać od niej określonych zachowań czy decyzji. Nie będę nią rozczarowana, nie nazwę jej "nienormalną" czy "wariatką". Pozwolę jej samej zbudować własny świat na tych wartościach, które sama wybierze.

Nigdy nie pozwolę mojej córce zwątpić w to, że może zrobić wszystko.

Będę uczyła moją córkę, że granicą jest tylko niebo. Będę popychała ją do przodu i motywowała, ale z drugiej strony nigdy nie będę w tej motywacji przesadzać. Nie będę groźnym sędzią i coachem, ale przyjaciółką i opiekunką, która nigdy w nią nie zwątpi. Zamiast skupiać się na ograniczeniach, jakie czekają ją w społeczeństwie jako kobietę, będę uczyła ją, jak je przeskoczyć. Nie będę też budzić w niej strachu i sugerować, że
z czymś sobie nie poradzi. Zwrot "za wysokie progi na moje nogi" nie będzie istnieć w naszym domu.

Nigdy nie pozbawię mojej córki własnego głosu.

Nie powiem jej w żadnej sytuacji, że jej głos jest nieważny, że musi się przystosować i słuchać dorosłych, mądrzejszych, bardziej doświadczonych. Nauczę ją, że jedyny głos, jakiego powinna słuchać, to jej własny, inni mogą jej tylko doradzać. Nauczę ją też, że nie musi sugerować się wszystkimi opiniami, tylko tymi wygłaszanymi przez zaufane i bliskie jej osoby, a hejterzy nie powinni ją obchodzić. Ich zdanie się nie liczy.

Nigdy nie będę wstydziła się rozmawiania z córką na trudne tematy.

Będziemy rozmawiały o seksie, o dorosłości, o zagrożeniach. Będę uczyć ją wychowania seksualnego i przygotowywać ją na ludzi, którzy mogą ją skrzywdzić, ale i na ludzi, którzy mogą dać jej największą przyjemność. Postaram się też, żeby zapamiętała, że ona sama też może ją sobie dać i że jej pragnienia również się liczą. Nie chcę, aby myślała, że jej głównym zadaniem jest zaspokajanie mężczyzn i że musi siebie stawiać na dalszym planie. Nauczę ją szanować i kochać własne ciało oraz własną seksualność.

Nigdy nie powiem mojej córce, że słabość to cecha przegranych.

"Jesteś silna i ze wszystkim sobie poradzisz" – nigdy nie powiem jej nic innego. Moja córka zawsze będzie zapewniania o swojej sile, co nie oznacza, że nie pozwolę jej na słabości. Nauczę ją, że okazanie słabości i wrażliwości to czasem największa siła i że najgorsze jest budowanie wokół siebie ochronnych murów oraz stref komfortu.

Nigdy nie będę przekładać na moją córkę własnych frustracji.

Nie będę ukrywać swoich emocji i uczuć, a od niej będę oczekiwała tego samego. Jednak nigdy nie pozwolę, żeby moje frustracje i lęki miały na nią jakikolwiek wpływ. Nie chcę, żeby moja córka żyła moim życiem i moim strachem, tak jak ja żyłam życiem i strachem mojej matki. Chcę, by żyła wyłącznie swoim życiem.

Nigdy nie zasieję w mojej córce lęku przed mężczyznami.

Nie chcę, by moje osobiste relacje z mężczyznami miały wpływ na moją córkę. Będę szczerze opowiadać jej o swoich doświadczeniach, ale pozwolę, żeby wyciągała z tego własne wnioski. Nie chcę, żeby moje złe przeżycia traktowała jako samospełniającą się przepowiednię. Chcę, żeby moja córka miała zdrowe relacje i z mężczyznami, i z kobietami. Żeby wiedziała, że tych pierwszych nie musi się bać, a te drugie będą dla niej zawsze największym wsparciem.

Nigdy nie wzbudzę w niej innych emocji do drugiego człowieka, niż tolerancja i szacunek.

Nigdy nie wzbudzę w mojej córce uczuć nienawiści, gniewu czy strachu wobec innych ludzi. Będę uczyła ją tolerancji i szacunku. W naszym domu każdy człowiek będzie równy i ważny, każda istota będzie szanowana. Chcę nauczyć ją miłości do ludzi, zwierząt, ale też do naszej planety. Pragnę, żeby kochała swoje życie, tak jak ja kocham ją.


***

Powieszę tę listę nad łóźkiem i każdej matce radzę zrobić to samo. Może któraś zechce dopisać jakąś własną zasadę, nowy punkt? Bo wiem, że to od nas zależy, jakie będą nasze córki. Wszystkie to wiemy, w końcu nasze matki mocno nas ukształtowały, a ich błędy na nas wpłynęły i nadal wpływają. Czasami nie możemy sobie aż z tym wpływem poradzić, wyjść z klatki, polubić siebie, żyć.

Żałuję, że moja mama nie miała takiej listy. I że jej mama też jej nie miała. Ale ja będę inna. Przynajmniej spróbuję. Będę walczyć do utraty sił.