
Rozpoczyna się kolejny rok szkolny, a rządzący wciąż mają dylemat, jak poradzić sobie z reformą obniżającą wiek szkolny. Mimo że w tym roku rodzice znów mogą posyłać do szkół sześciolatki, będzie ich nie więcej niż 20 procent.
"Do pracy z sześciolatkami przygotowana jest obecnie co druga szkoła. W innych warunki bytowe odstają od tego, czego oczekują rodzice. Chodzi o standard toalet, czas pracy świetlic czy kwestie związane z wyżywieniem" – mówi cytowany przez "Rzeczpospolitą" wizytator kuratorium z południa Polski. Raporty ze szkół zwracają uwagę na niedostosowanie infrastruktury dla młodszych dzieci. Świetlice i szatnie dla maluchów razem z gimnazjalistami to bardzo częsty problem.
Kłopotem jest także przygotowanie nauczycieli do nauczania sześciolatków. "Specyfika pracy nauczyciela przedszkola jest zupełnie inna od tej, jaką wykonuje nauczyciel szkolny. Nie jestem pewna, czy są w stanie zmienić to szkolenia, wydaje się, że lepszym rozwiązaniem byłoby zatrudnienie w szkołach nauczycieli przedszkoli" – mówi wspomniany wizytator.
"Rzeczpospolita"
Tymczasem… Ministerstwo Edukacji Narodowej milczy. "Rzeczpospolita" wysłała do MEN zapytanie, co zamierza zrobić z problemem obniżenia wieku szkolnego, a w odpowiedzi dostała opis akcji informacyjnych, w których ministerstwo zachęca rodziców do posyłania swoich dzieci do szkół.
Wojciech Książek
wiceminister edukacji w rządzie Jerzego Buzka
Data obowiązkowego wejścia sześciolatków do szkół to 1 września 2014.
źródło: "Rzeczpospolita"
