To nie był ich plan na życie. Tak po prostu wyszło. Śmieją się mówiąc, że gdy poznali się kilka lat temu, to byli jeszcze normalni. Teraz, gdy wracają po pracy do domu, długo wita ich radosne stado 6 kotów i 4 psów. Sylwia i Bartek pokochali życie zwierzorodziców.
Anna Dryjańska: Jak można skończyć z 10 zwierzętami?
Sylwia: Powiem ci, jak można zacząć. Od jednego zwierzaka. Jako singielka miałam tylko Lunę - sunię, którą wzięłam ze schroniska, gdy miała 6 tygodni. A potem poznałam Bartka. Zakochaliśmy się i zamieszkaliśmy razem...
Bartek: A ja wprowadziłem się ze swoimi dwoma psami. Mieliśmy więc już trójkę.
I pomyśleliście, że to nadal mało, więc przygarnęliście kolejną siódemkę?
Bartek: Nie, to wszystko było spontaniczne. Zostaliśmy wolontariuszami w schronisku, teraz razem z przyjaciółką prowadzimy fanpage adopcyjny punktu przetrzymań w Małym Boże. Na przykład kocura Bąbla wzięliśmy dlatego, że zobaczyliśmy jego zdjęcie na stronie schroniska. Mały, szary kotek, który zawiesił się na siatce, jak więzień. Musieliśmy go stamtąd zabrać. Kilkanaście zwierzaków przygarnęliśmy jako dom tymczasowy z założeniem, że szukamy im domu na stałe. Okazało się jednak, że z kilkoma nie chcemy się rozstać.
Nie brakuje wam rąk do głaskania tej całej gromadki?
Sylwia: Czasami. Ale dwoimy się i troimy! (śmiech)
Bartek: Czasami brakuje mi tabletu. Pchełka bardzo polubiła kocie gry na YouTube i często się domaga, bym coś jej włączył.
W XXI wieku koty też grają w gry online.
Jak sobie radzicie z rolą tymczasowych opiekunów bezpańskich zwierząt?
Sylwia: Mnie wychodzi to lepiej niż Bartkowi. Potrafię się emocjonalnie przygotować na to, że zwierzę, które zdążę przecież polubić, jest u nas tylko przez kilka dni lub tygodni, zanim znajdziemy mu stały dom. Ale Bartek znacznie mocniej i szybciej się przywiązuje do zwierzaków. Gdy jestem w internecie muszę uważać, by nie zdradzić Bartkowi, że jakiś bezpański pies lub kot mi się spodobał, bo on od razu by go przygarnął. A my już naprawdę nie możemy mieć więcej zwierząt na stałe. Nie w tym mieszkaniu.
Bartek: Dlatego przeprowadzamy się do mieszkania z ogródkiem (śmiech). W związku z tym nie przyjmujemy już zwierząt jako dom tymczasowy.

Gdy koty usłyszą że Bartek lub Sylwia nakładają im jedzenie, biegną na wyścigi do kuchni.
Naprawdę nie macie żadnych zwierząt na tymczasie? Nie wierzę.
Sylwia: Mamy trzymiesięcznego szczeniaka Zgredka, ale to wyjątek. Został znaleziony w lesie i zabrany do punktu przetrzymań w Małym Boże, gdzie od prawie dwóch lat jesteśmy wolontariuszami. Kiedy go zobaczyliśmy decyzja była jedna: zabieramy go, leczymy i szukamy odpowiedzialnego domu. Zgredek miał nużycę (ciężkie zapalenie mieszków włosowych). Dziś, po miesiącu leczenia pod opieką naszej weterynarki, dr Iwony Starczewskiej z Vetki, jest już prawie zdrowym psem.
Bartek: I jak całkiem wyzdrowieje, to oddamy go do adopcji. Chyba.
Sylwia: Na pewno. Choć ciężko będzie się z nim pożegnać, bo to kochany piesek.

Zgredek tuż po znalezieniu i po kilku tygodniach leczenia. Szczeniak długo błąkał się po lesie. Teraz zdrowieje i na nowo uczy się ufać ludziom (fot. facebook.com/PSYjacielewpotrzebie).
Niektórzy mogą powiedzieć, że warszawskie mieszkanie to nieodpowiednie warunki dla 10 czworonogów.
Bartek: Psy często zabieramy na długie spacery po 12-13 kilometrów.
Sylwia: Bardzo możliwe, ale jak dla nas lepszy kochający dom niż kraty schroniska.Nasze zwierzęta są ze schroniska lub znalezione.
Skoro już jesteśmy przy opiece weterynaryjnej… Leczenie plus karma i żwirek musi was słono kosztować.
Bartek: Około 700 złotych miesięcznie bez weterynarza, bo nasze zwierzęta rzadko chorują.
Sylwia: Znajomym, którzy się dziwią naszemu stylowi życia tłumaczę, że utrzymanie dziecka albo dzieci też kosztuje. My mamy zwierzęta.
I wtedy rozumieją?
Sylwia: Tak.
Bartek: Często podziwiają. Albo koniecznie chcą nas odwiedzić (śmiech).
Nie macie czasami dość tej czworonożnej gromadki? Nie przychodzi wam nigdy do głowy, że fajnie by było wziąć urlop od zwierzaków?
Bartek: Nie ukrywam, że to trochę frustrujące, gdy odkurzasz całe mieszkanie, a pół godziny później nie widzisz efektu. Ale gdy odwiedzamy znajomych którzy nie mają zwierząt, to po krótkim czasie czujemy, że czegoś nam brakuje.
Sylwia: Na urlop też jeździmy z psami. Na szczęście jest coraz więcej miejsc, gdzie można je zabrać. Niestety musimy zostawić koty, ale zawsze mamy dla nich opiekę rodziny lub znajomych. I przy okazji chcę stanowczo zaprzeczyć doniesieniom naukowców, jakoby koty przywiązywały się tylko do miejsc, a nie ludzi. Jak po tygodniu wracamy z wakacji, to koty są stęsknione na maksa. Praktycznie nie schodzą nam z kolan.
Anna Dryjańska
Maciej Stanik
Autorzy artykułu:
Podobają Ci się moje artykuły?
Możesz zostawić napiwek
Teraz możesz docenić pracę dziennikarzy i dziennikarek. Cała kwota trafi do nich. Wraz z napiwkiem możesz przekazać też krótką wiadomość.
Sprawdź, jak to działaKwota napiwku
