Motoryzacja
Audi A8 pokazuje przyszłość. Szkoda, że za tym samochodem nie nadąża prawo
Kiedy wsiadasz do nowego Audi A8, nie czujesz się jak kolejny prezes. Nagle zamieniasz się w szychę, ale rodem z kreskówki The Jetsons, ponieważ gdzie nie spojrzysz, troskliwie otulają cię rozwiązania rodem z przyszłości. Jednak trochę zawiedziony będzie ten, kto naczytał się szumnych zapowiedzi Audi o autonomicznej przyszłości. Winna jest jednak nie technologia niemieckiego producenta, a... prawo.
To nie jest zwykła premiera i siłą rzeczy to nie jest zwykły test. Nie da się go rozpocząć bez zrozumienia szerszego kontekstu, w jakim osadzony jest ten model. Mnogość nowatorskich rozwiązań technicznych, na które postawili Niemcy, przeciętnego Kowalskiego przyzwyczajonego co najwyżej do czujników parkowania i automatycznej skrzyni biegów mogą bowiem po prostu przytłoczyć.
Spędziłem z tym samochodem kilka wyjątkowo miłych dni i zwyczajnie nie mogę się oprzeć wrażeniu, że po latach ten samochód będzie wspominany w Europie jako model przełomowy. Pewnie nie będzie tak, że Audi dzięki A8 zgarnie cały rynek limuzyn. Ale to ten samochód będzie zapamiętany w wielu kwestiach jako “pierwszy”.
Koncern z Ingolstadt nie od wczoraj rywalizuje przecież w tym segmencie z innymi prestiżowymi niemieckimi producentami: BMW oraz Mercedesem. I jako że w tym towarzystwie to najnowsza propozycja, siłą rzeczy Audi ma po swojej stronie technologię. W tym aucie jak w żadnym innym tego koncernu spełnia się ich maksyma: przewaga dzięki technice.
Takie jest właśnie Audi A8. To limuzyna, o której jakości ma świadczyć nie przyspieszenie do “setki”, a funkcjonalność. Wygląda jak komputer na kołach, jeździ jak komputer na kołach, a w folderach reklamowych przeczytacie, że samochód ma taką samą moc obliczeniową jak myśliwiec F-16 Falcon. Wszystko fajnie, ale koniec końców… To ciągle ma być przede wszystkim samochód.

Kierowca ma do dyspozycji m.in. wirtualny kokpit. Kierownica oczywiście wielofunkcyjna. Fot. naTemat
Z zewnątrz to klasyczna limuzyna
Bo w końcu nie samą technologią człowiek jednak żyje. Auta kupujemy przede wszystkim oczami i… tutaj nic projektantom Audi nie można zarzucić. Samochód ma bardzo tradycyjną linię nadwozia, a wprawne oko dostrzeże tutaj podobieństwa do znacznie bardziej kanciastego, ale jednak przodka: Audi V8. Pewne rzeczy po prostu się nie zmieniają.
Poza samą linią nadwozia nie brakuje jednak elementów, które zdradzają, że mamy do czynienia ze współczesnym Audi. Zgodnie z trendami marki z przodu znajdziemy gigantyczny grill, który oczywiście pokryty jest nieprzyzwoitą ilością chromu. Mi się podoba. Agresywne spojrzenie dopełniają matrycowe reflektory.

Tylny pas świateł jest wykonany w technologii OLED. Fot. naTemat
Tył z kolei bardziej kojarzy się z…
Porsche. Przeciągnięty przez całe auto pas świateł przypomina nowe auta z Zuffenhausen takie jak
Cayenne czy
911. Żeby było ciekawiej, są one wykonane w technologii OLED, co umożliwia “wyświetlanie” na nich najbardziej wymyślnych kombinacji ruchu świateł.
W środku z tradycyjnego Audi V8 nie znajdziecie oczywiście nic. I od razu trzeba zauważyć, że A8 nie szokuje barokowym przepychem rodem z
Mercedesa klasy S. Tutaj pierwsze skrzypce gra technologia. To auto raczej dla minimalistycznego technokraty. W oczy rzuca się aluminium i wspomniane już wyżej wszędobylskie ekrany dotykowe. Nawet drewno jest “chłodne”. Wygląda zupełnie tak, jakbym miał sobie wbić drzazgę wyłącznie od przesunięcia palcem po nim.

Nie ma przycisków. Wszędzie ekrany. Fot. naTemat
Jakże to inna sytuacja niż w przypadku wspomnianej klasy S i pokrytego połyskliwym lakierem drewna w tamtym aucie. Inna sprawa, że droga, którą podążyli projektanci A8, wydaje mi się lepsza. Szczerze mówiąc z takiego drewna, jak w tym aucie, mógłbym mieć meble w swoim domu.
Co oczywiście jest zupełnie naturalne, w aucie miejsca raczej nikomu nie zabraknie. Pozycja za kierownicą jest bardzo komfortowa, a dzięki monstrualnemu tunelowi środkowemu można się poczuć trochę jak we własnej norce. Z tyłu miejsca też jest aż nadto wystarczająco do komfortowego podróżowania. Ale testowana wersja to “zwykła” A8, czyli nieprzedłużona. W drugim rzędzie znalazła się więc po prostu kanapa, z bardzo ograniczonymi możliwościami rozkładania. Ale bardzo wygodna.

Z tyłu dobrze poczuje się nawet najwybredniejszy prezes. Fot. naTemat
Zabrakło gwoździa programu
A8 ma się jednak wszystkim jednoznacznie kojarzyć z technologią. Ten samochód to przecież wytwór czysto pozytywistyczny. Dowód siły ludzkiego rozumu, świadectwo rozwoju cywilizacji i przekonania, że przyszłość może przynieść jedynie dobre rzeczy. Za sterami nowego A8 masz czuć się jak astronauta gotowy do wylotu w przestrzeń kosmiczną.
A za wszystko odpowiada magiczny guzik o nazwie Audi AI. Dokładnie ten, którego na poniższym zdjęciu… NIE MA.

Audi AI. Tutaj kiedyś będzie. Fot. naTemat
Tak, dobrze widzicie. Niemcy intensywnie reklamują swoją flagową limuzynę jako nowoczesny samochód z trzecim poziomem autonomicznej jazdy. Co to oznacza? Audi samo pojedzie w ruchu ulicznym do prędkości 60 km/h (oczywiście pewna doza kontroli kierowcy jest tu jednak niezbędna), samo wjedzie czy wyjedzie z garażu czy też samo znajdzie dla siebie miejsce na parkingu. I nie potrzeba być nawet w aucie – wystarczy odpowiednia aplikacja w telefonie.
Rzecz w tym, że w Europie to zwyczajnie nie działa. W Unii Europejskiej brakuje odpowiednich regulacji. Nie wiadomo bowiem, kto ma ponieść odpowiedzialność za wypadki, które mogą spowodować autonomiczne auta.

Auto mierzy słuszne 5172 mm. I to w wersji “krótkiej”. Fot. naTemat
Jeśli więc chcecie zobaczyć, jak wygląda przyszłość według Audi, polecam jakikolwiek test tego auta wykonany… w Stanach Zjednoczonych. Można je znaleźć na YouTube.
Nie znaczy to oczywiście, że kierowca Audi A8 nie ma czym zaszpanować. Najwięcej kontrowersji budzą ekrany z haptyczną reakcją na dotyk. O co chodzi? Niemcy de facto wyrugowali ze swojego nowego modelu fizyczne przyciski czy pokrętła. Choćby nawigacja dostała swój oddzielny panel dotykowy. Ale nie wystarczy go dotykać jak ekranu smartfona. Żeby coś się stało, trzeba go… wcisnąć. I co jeszcze dziwniejsze, ten ekran dotykowy da się wcisnąć. Albo powiem jeszcze dziwniej – on się wcale nie wciśnie, ale wy poczujecie, że się “wciska”.

Masaż to klasa sama dla siebie. Fot. naTemat
Tak właśnie działa haptyczna reakcja na dotyk i muszę przyznać, że na swój sposób jest to uzależniające. I dla mnie jest to też akceptowalne wyjście dla producentów, którzy chcą się pozbyć fizycznych guzików. Do tej pory każdy samochód, w którym nie było tradycyjnego pokrętła od klimatyzacji, po prostu mnie frustrował. Audi A8 to pierwszy samochód, który przełamał ten trend.
Takich bajerów jest więcej. Kiedy spróbujecie otworzyć drzwi od samochodu, ale system wykryje zbliżające się auto, nic się nie stanie. Drzwi pozostaną zamknięte, żeby nie doprowadzić do kolizji. A cele do nawigacji można wpisywać na ekranie dotykowym dosłownie bazgrząc po nim. Nie trzeba się ani przykładać, ani odrywać palca od tabletu.

Porównajcie tę linię z klasycznym Audi V8. Fot. naTemat
Silnik? Też same ciekawostki. Każdy motor w ofercie to tzw. miękka hybryda. Możecie nawet nie wiedzieć, ale A8 ze zdjęć ma zamontowany silnik elektryczny. O niewielkiej mocy, ale ma on pomagać przy ruszaniu czy w korkach. I może co najważniejsze – także przy zapłonie. Audi jednak się nawet niespecjalnie tym chwali, bo nie jest to najistotniejsza sprawa w tym aucie.
No i wreszcie jest też głosowe porozumiewanie się z autem. W teorii Audi A8 to samochód, z którym można rozmawiać. Powiesz mu, że jest ci zimno, a samochód zapyta, jaką temperaturę ustawić. Powiesz, że chcesz znaleźć włoską knajpę, i zaraz wyskoczy ich lista. Powiesz, że kończy ci się paliwo, a nawigacja poprowadzi cię do najbliższej stacji.
Tak wygląda przyszłość. Szkoda, że A8 rozumie moje zapytania mniej więcej w jednym przypadku na dziesięć - a już na bank nie zadziała wtedy, kiedy będziecie chcieli przyszpanować. Próbowałem nie tylko ja, ale i wiele osób, które ze mną podróżowały tym autem. Z Audi A8 po prostu nie idzie się dogadać. Znacznie lepiej – choć możliwości interakcji jest naturalnie dużo mniej – to działa nawet w...
Fordzie Fiesta. Sprawdzałem.

Wyświetlacz przezierny to oczywiście standard. Wyświetla wiele informacji. Fot. naTemat
Rzadki miks komfortu i radości z jazdy
Na szczęście już w trakcie jazdy Audi A8 nie rozczarowuje. Zarówno kierowcy, jak i pasażera. Za kierownicą nowe A8 stanowi idealny kompromis między właściwościami jezdnymi a wygodą. Tak się złożyło, że w ostatnich miesiącach miałem okazję testować wspomnianego Mercedesa klasy S, swoje pojeździłem także w
BMW 760Li. I choć Mercedes znacząco poprawił swoją flagową limuzynę w kontekście prowadzenia, wciąż jest to najwygodniejsze auto z całej trójki, a najgorsze do prowadzenia. Jest trochę jak luksusowy jacht.
BMW serii 7 to z kolei samochód ewidentnie nastawiony na kierowcę. Bardziej chodzi tam o radość z jazdy niż komfort prezesa. A Audi A8? Jest gdzieś po środku. Z jednej strony samochód prowadzi się bardzo pewnie. Każdy ruch kierownicą znajduje dokładne odwzorowanie w ruchu po drodze. Z drugiej strony czuć rozmiar auta. Audi A8 jest bardzo zwinne dzięki skrętnej tylnej osi (zawraca na mniejszej przestrzeni niż Audi… A4), ale to zdecydowanie nie jest samochód, w którym chcesz bić rekordy prędkości w wirażach.

Stały napęd na 4 koła sprawia, że to auto łatwe do okiełznania. Fot. naTemat
A komfort? Tak jak wspomniałem, wszystko jest na miejscu. A8 świetnie tłumi nierówności, choć testowany model nie ma odpowiednika Magic Body Control od Mercedesa, który odpowiada za skanowanie nawierzchni i reakcję poszczególnych kół w razie nierówności. Czemu nie ma? Bo nie ma Audi AI i koło się zamyka. Inna sprawa, że nie wiem, co tu jeszcze można poprawić.
Za to świetnie sprawują się reflektory. W zależności od tego, na co się zdecyduje klient, mogą to być “zwykłe” reflektory matrycowe lub wręcz laserowe. Na co się nie zdecydujecie, możecie być pewni: Audi A8 zamienia noc w dzień. To wręcz nieprawdopodobne, jak bardzo komfortowa jest podróż tym autem w nocy. Aż trudno się zmęczyć.

Audi A8 ma nieprawdopodobne reflektory. Fot. naTemat
Pochwalić muszę ponadto warunki dla pasażerów. Pan lub pani prezes się ucieszy – masaż jest spektakularny (wg mnie nawet lepszy niż w S klasie, a BMW w ogóle nie ma startu), z tyłu każdy pasażer ma też swój tablet, który jest zamontowany na plecach poprzedzającego fotela. Daje on dostęp do wielu funkcji auta, a tak poza tym jest na najzwyklejszym Androidzie. Nic więc nie stoi na przeszkodzie, żeby pograć sobie w trakcie jazdy np. w Angry Birds. Można? Można.
Dodatkowy miły bajer to jeszcze jeden mały tablet (wyjmowany) umieszczony w ruchomym podłokietniku między dwoma miejscami na tylnej kanapie. Dzięki niemu obsłużymy kolejne funkcje auta – rozłożymy fotele czy rozsuniemy rolety. Sam podłokietnik można też złożyć – i Audi A8 staje się autem pięcioosobowym.

Pasażerowie z tyłu mogą się “rządzić” fotelem pasażera z przodu. Fot. naTemat
Skoro już mówię o tym, jak się tym jeździ, warto także wspomnieć więcej o samej jednostce. W testowanym samochodzie miałem do dyspozycji trzylitrowego diesla, który współpracował z ośmiobiegową automatyczną skrzynią biegów. 284 konie mechaniczne na papierze nie powalają, ale w zupełności wystarczają do sprawnej podróży w A8.
Do setki limuzyna przyspiesza w niecałe 6 sekund, ale to, co sprawia, że to idealne auto dla prezesa, to spalanie. Przy prędkości autostradowej A8 z tą jednostką chce dla siebie całe… sześć litrów na sto kilometrów. Pamiętajmy, że mówimy o ciężkim aucie. Nic tylko pędzić autostradą z Warszawy do Poznania na spotkanie. Zwłaszcza, że w środku panuje błoga cisza. Bo przy tej prędkości silnik A8 pracuje z prędkością około 2500 obrotów na minutę. Co w tym samochodzie znaczy mniej więcej tyle, co nic.

Telewizja? Internet? Rundka w Angry Birds? Wszystko działa. Fot. naTemat
Spotkanie w połowie drogi
To brać czy nie? W moim odczuciu zdecydowanie tak, o ile nie przeszkadza brak autonomicznych właściwości tego auta. Trzeba bowiem wiedzieć, że Audi nie planuje zmodernizować już wyprodukowanych A8 nawet po wejściu w życie odpowiednich regulacji. Innymi słowy jeśli dzisiaj wyjedziesz z salonu swoim nowym A8 bez Audi AI, a jutro wejdzie w życie odpowiednie prawo, nie dostaniesz tego systemu nawet za dopłatą. Po prostu.
Z drugiej strony Audi A8 to auto na tyle przyjemne w prowadzeniu, że bez tych systemów można wytrzymać. Trzeba jednak zauważyć, że pewne rzeczy, takie jak choćby autonomiczny wjazd do garażu, konkurencja już oferuje. W BMW 7 można to zrobić za pomocą kluczyka. Z kolei w Mercedesie funkcjonuje wspomniany system Magic Body Control, którego odpowiednika tutaj na razie nie ma, bo nie ma Audi AI. Taka uniwersalna wymówka.

Reflektory są nie tylko mocne, ale i... seksowne. Fot. naTemat
Niemniej jednak z całej trójki to auto i tak zdecydowanie najbardziej zaawansowane technologicznie. To auto dla prezesa, który na tylnej kanapie nie chce tylko spać, ale chce też mieć pod ręką elektroniczne gadżety. Albo dla kierowcy, bo A8 też dobrze jeździ.
A na sam koniec mogę pochwalić się pewną refleksją dla tych, którzy dotrwali do końca tego testu. Tekst ma 11 tysięcy znaków i jest jak na standardy internetowe po prostu trochę za długi. Ja tymczasem przez cały czas nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że “lecę po łebkach”. Nawet (albo zwłaszcza) to świadczy o wyjątkowości nowego A8. Można o nim pisać godzinami.