naTemat extra

Volvo stworzyło kombi na miarę XXI wieku. V90 Cross Country

Gdy zapytano mnie, gdzie można pokazać nowe Volvo V90 Cross Country tak, by pasowało do wizerunku tego auta, odpowiedź przyszła mi do głowy w ciągu sekundy. Decyzja zapadła: jedziemy do… Austrii. Ale nie po prostu do Austrii. Właściwie w ogóle nie o Austrię tu chodzi, a to, co czekało na miejscu. Mało która lokalizacja tak dobrze wpisuje się w to, co tym modelem chce przekazać szwedzki producent.
Wybraliśmy się w rejon dwóch malowniczych jezior Traunsee i Attersee (choć jest ich tam więcej) położonych pośrodku gór. Jest dziko, naturalnie, spokojnie, ale z przebijającym co jakiś czas luksusem. Najpierw 900 kilometrów w trasie, a następnie kolejne już setki na miejscu, gdzie można sprawdzić ten “twardszy”, lekko offroad’owy charakter V90-tki. Byłem tam kiedyś prywatnie, stąd wiedziałem, czego możemy spodziewać się na miejscu.

Bo tak naprawdę ten samochód twarze ma dwie. Pierwsza to właśnie ta dotyczące słów “Cross Country”. Brudniejsza (zaraz zobaczycie dlaczego), bardziej charakterna, do jazdy przez kraj, jak na “Cross Country” przystało  (a właściwie przez trzy kraje: Polska-Czechy-Austria). W sam raz na długą podróż i tam, gdzie asfalt czasami się kończy. I w tym materiale skupiamy się właśnie na niej.
Drugą pokażemy już niedługo. To ta lżejsza, ładniejsza, miejska. Bo mimo że Volvo V90 Cross Country to samochód praktyczny, jest także długaśną, komfortową limuzyną, robiącą na ulicach naprawdę spore wrażenie. Tak, tak – rodzinne kombi może sprawić, że głowy będą się za nim obracać. Nie tylko w Polsce, ale i bogatszej Austrii – sami byliśmy tego świadkami.
Model V90 Cross Country jest esencją tego, czego można oczekiwać od Volvo. Tak po prawdzie, to bardziej “szwedzkie” nie może już być. Następca kultowego XC70 jest świetnym połączeniem samochodowego twardziela z luksusową limuzyną.
Kombi na miarę XXI wieku, w którym wcale nie trzeba iść na kompromisy związane z posiadaniem rodzinnego auta. Jeśli macie wrażenie, że gdzieś już mogliście to widzieć, nie mylicie się. Kombi sygnowane “CC” to już czwarte z kolei Volvo z udanej serii “90”. Pierwszy zadebiutował wyjątkowo udany XC90, który przetarł szlaki i okazał się hitem.
Potem sprawdzone rozwiązania przełożono do kolejnych modeli. I tak oto na drogi wjechały limuzyny S90 i “zwykłe” kombi V90, które można poznać po dominującym grillu z reflektorami w kształcie młota Thora. W końcu przyszedł czas na Volvo V90 Cross Country, będącym podrasowaną wersją V90-tki. Niedługo będziecie mogli zobaczyć też tzw. “baby XC90”, czyli nową wersję najpopularniejszego modelu Volvo – XC60.

Po tygodniu za kierownicą V90 Cross Country wiem, że ten samochód… potwierdza stereotypy. Oczywiście w dobrym tego słowa znaczeniu. Bo z czym w pierwszej kolejności kojarzy się Volvo? Bezpieczeństwo i trwałość. I tak jest w tym przypadku. Lista wszystkich systemów, dbających o bezpieczeństwo jest tak długa, że wymienianie jednego po drugim trwałoby zdecydowanie za długo.
No dobra, ale co z tym samochodem? V90-tka w wersji CC ma standardowy napęd na cztery koła, opcję “offroad”, zostało podniesione o 6,5 cm i wyraźnie większy prześwit (21 cm), specjalnie stworzone zawieszenie, opony z większym profilem, układ kontroli jazdy ze wzniesień, osłonę podwozia czy nakładki na błotniki, które sprawiają, że nie drżymy wjeżdżając chociażby w jakieś wertepy.

V90 Cross Country przed wprowadzeniem do sprzedaży testowano w dość ekstremalnych warunkach, na które zwykli użytkownicy raczej nie będą go narażać. V90-tki musiały poradzić sobie z 40-stopniowem mrozem w północnej Szwecji oraz upałami na pustyniach w Arizonie.
My ani do Szwecji, ani do Arizony nie jechaliśmy. Postawiliśmy na urokliwą Austrię, która jest idealną odskocznią w bardzo racjonalnym zasięgu. Rejon powiatu Gmunden w Górnej Austrii w okolicach jezior Traunsee i Attersee to perełka, którą wszystkim polecam. Mix górsko-wodnego krajobrazu z krętą, piękną, leśną trasą pomiędzy jednym a drugim to droga, którą można pokonywać w nieskończoność.
I tak też robią kierowcy, motocykliści i rowerzyści, którzy przyjeżdżają tam tylko po to, by nią pojeździć. Trzeba jednak uważać, bo tyko podczas jednej wizyty wyciągaliśmy motocyklistę z rowu. Młody chłopak stracił panowanie i dosłownie kilka sekund wcześniej skończył w rowie po drugiej stronie jezdni.

Siedząc w tym aucie czuje się nie tylko komfort (po 2500 przejechanych kilometrach naprawdę można to stwierdzić), ale i taką wewnętrzną pewność. Znajomy zażartował, że “jeśli już się rozbijać, to lepiej w Volvo”. I coś w tym jest.
Sama firma jakiś czas temu wyszła z odważną wizją, że od 2020 roku w nowym Volvo już nikt nie zginie.I oczywiście nie jest tak, że systemy, które wspomagają kierowcę w Volvo, nie są obecne u innych producentów. Sęk w tym, że w przypadku Volvo działa to cholernie dobrze. W nowym V90 Cross Country dostajemy do wyboru całą paletę najnowszych technologicznych majstersztyków. Od zwykłego czujnika martwego pola, przez kamery 360 stopni, po aktywny tempomat z systemem Pilot Assist.

Teraz będzie dłuższa chwila o tym ostatnim. Bo o ile do tej pory takie systemy traktowałem jako gadżet, wierząc, że nie ma to jak czerpanie samemu radości z jazdy, tak po tej wyprawie zmieniłem zdanie i doceniłem ich praktyczny wymiar. Na czym polega Pilot Assist? To taki półautonomiczny samochód, który potrafi sam jechać, hamować, lekko skręcać, a także trzymać wyznaczony tor jazdy. I nie ma tutaj żadnego PR-owego bull shitu – ten samochód naprawdę to robi.
Aktywuje się go bardzo łatwo, właściwie dwoma kliknięciami. Wybieramy stałą prędkość, pod prędkościomierzem wyskakuje zielona ikonka kierownicy i… gotowe. Po kilkuset przejechanych kilometrach dość nudnej, bo autostradowej trasy, dało się odczuć pewnego rodzaju fizyczne zmęczenie. Na tyle lekkie, żeby nie zjeżdżać na postój, ale na tyle mocne, że w sumie można by coś z nim zrobić.

Teraz będzie dłuższa chwila o tym ostatnim. Bo o ile do tej pory takie systemy traktowałem jako gadżet, wierząc, że nie ma to jak czerpanie samemu radości z jazdy, tak po tej wyprawie zmieniłem zdanie i doceniłem ich praktyczny wymiar. Na czym polega Pilot Assist? To taki półautonomiczny samochód, który potrafi sam jechać, hamować, lekko skręcać, a także trzymać wyznaczony tor jazdy. I nie ma tutaj żadnego PR-owego bull shitu – ten samochód naprawdę to robi.
Aktywuje się go bardzo łatwo, właściwie dwoma kliknięciami. Wybieramy stałą prędkość, pod prędkościomierzem wyskakuje zielona ikonka kierownicy i… gotowe. Po kilkuset przejechanych kilometrach dość nudnej, bo autostradowej trasy, dało się odczuć pewnego rodzaju fizyczne zmęczenie. Na tyle lekkie, żeby nie zjeżdżać na postój, ale na tyle mocne, że w sumie można by coś z nim zrobić.

Warto jednak pamiętać, że kierowca nie powinien w żadnym wypadku wyłączać swojej czujności i puszczać kierownicy. Jeśli jakimś cudem się to stanie, w pogotowiu jest system awaryjnego hamowania, który aktywuje się, nie widząc braku reakcji kierowcy na przeszkodę np. samochód przed nami. W ten sposób przejechałem dobre kilkadziesiąt kilometrów, a w międzyczasie odpoczęły moje nogi i ręce. Zresztą zobaczcie sami.

Jeśli chodzi o wnętrze, dostajemy tutaj to, co w standardowym V90. Dobry klimat, przyjemne materiał i dużo miejsca. Kwestie komfortu jazdy czy jakiegokolwiek braku miejsca to coś, co nie powinno zaprzątać głowy właściciela V90 CC. Załadowaliśmy bez najmniejszego problemu samochód dla trzech osób z masą sprzętu wideo i elektroniki. Pewnego rodzaju gadżetem jest automatycznie obsuwająca się roleta bagażnika, która zakrywa go po zamknięciu.

Stojąc z tyłu w bagażniku zobaczmy też przyciski do elektrycznego składania foteli (uwaga, by przypadkiem nie walnąć kogoś zagłówkiem w głowę) oraz wysunięcia elektronicznie składanego haka holowniczego. Potem ręcznie trzeba go tylko zablokować i gotowe. Kierowcę dodatkowo wspiera tutaj specjalny system kontrolujący kołysanie przyczepy i w razie czego odpowiednio mocno przyhamowuje. Złożonego haka natomiast w ogóle nie widać.
Samochód może jechać kilku trybach jazdy: Eco, Comfort, Dynamic, Offroad i Individual. My w trasę wrzuciliśmy Eco, co nie znaczy, że nie dało się sprawnie jechać. Auto po prostu traci wtedy trochę na dynamice, dobierając bardziej ekonomiczne parametry. Individual pozwala ustawić auto zgodnie z własnymi preferencjami, ale zupełnie szczerze, same tryby dla normalnego kierowcy są wystarczające. Pokonując szybciej zakręty warto jednak pamiętać, że jedziemy samochodem o słusznych gabarytach,co daje się odczuć.
Jest także Offroad, który ma wspomagać V90-tkę w terenie. I tak jak wielkich różnic pomiędzy trybami Eco, Comfort, Dynamic można na początku nie zauważyć, tak po włączeni Offroad od razu czuć wyraźną zmianę. Działa tylko do prędkości 40km/h, potem z automatu się wyłącza.
Z automatu włącza się za to system kontroli jazdy na wzniesieniach, który wrzucając hamulec ręczny pilnuje, by nie zjechać tam, gdzie raczej nie mam ochoty. Reakcja na wciśnięcie pedału gazu jest dużo wolniejsza, dzięki czemu zwiększono trakcję i ograniczono szansę na buksowanie kół.

V90 Cross Country jest dostępne w czterech wariantach silnikowych. Po dwa diesle i dwa benzyniaki. My jeździliśmy 2-litrowym, 190-konnym dieslem a automacie, który na dobrą sprawę jest absolutnie wystarczający dla samochodu, mającego być rodzinnym kombi nie tylko od miasta. Jest jeszcze 235-konna jednostka, oraz mocniejsze silniki benzynowe (254 i 320KM). To, co mnie trochę zaskoczyło, to spalanie. Przez cały okres testu komputer pokazywał +- 9l/100km. Do pełni szczęścia tutaj można by coś urwać.
Ile kosztuje taka przyjemność? Ceny zaczynają się od 232 300 złotych. Jeśli przeraża taka perspektywa, spokojnie. Jest też opcja, która mniej działa na wyobraźnię. V90 CC można też mieć w specjalnej ofercie od 2149 zł miesięcznie.
W tej cenie dostajemy jedno z najładniejszych kombi na rynku. Sprawne połączenie cech komfortowej limuzyny z praktycznym samochodem rodzinnym, który sprawdzi się nie tylko w trasie, ale i poza nią. I last but not least, gwarancję bezpieczeństwa, której inni mogą pozazdrościć. Więcej o samochodzie i jego konfiguracji przeczytasz tutaj.
Tekst: Michał Mańkowski
Wideo: Mateusz Trusewicz
Zdjęcia: Stefan Ronisz
Artykuł powstał we współpracy z Volvo Car Poland.




Autorzy artykułu:

Michał Mańkowski