Fot. Franciszek Mazur / AG
Reklama.
Biznes bywa bowiem o wiele bardziej skuteczny nawet od wielkiej polityki. Daleko dziś do tego, że rządy na całym świecie wprowadzą prawo dające im możliwość wyboru, co poprzez internet w ich kraju ma być dostępne, a co nie.
Jednak wystarczy, by w najbardziej zainteresowanych cenzurą państwach można było w ten sposób zarobić. To większa swoboda działania w niektórych krajach przekonała właśnie szefów Twittera, który od teraz będzie uniemożliwiał dostęp do części wpisów w krajach, których władze sobie tego nie życzą.
Twitter
o wprowadzeniu cenzury

- Będziemy się rozwijać i wchodzić do krajów, w których panują różne poglądy na temat wolności słowa poinformował Twitter.

Największy serwis mikroblogowy świata argumentuje, że będzie robił to tylko wówczas, gdy będzie to niezbędne "ze względów historycznych lub kulturowych". Jako przykład podaje Niemcy i Francję, gdzie blokowane miałyby być treści faszystowskie.
Szczytnie, ale nieszczerze. I bardzo niebezpiecznie
Twitter tłumaczy, że w niektórych krajach blokowane treści mogą się tak różnić od poglądów reprezentowanych przez serwis, że nie będzie mógł tam funkcjonować. To jasne, że zbratanie z reżimem Korei Płn., czy Iranu byłoby dla niego strzałem w stopę. Jednak internet to popkultura i w przypadku reżimów również interesuje się tylko tymi, które są najbardziej medialne. A w USA, Wielkiej Brytanii, Brazylii, czy Japonii mało kogo obchodzi, co dzieje się na Białorusi, Ukrainie, czy państwach Azji o trudnej do wymówienia nazwie.
Wolność na Twitterze
Czasem 140 znaków wystarczy, by wzniecić rewolucję

2009
- Iran: Protesty po wyborach prezydenckich w Iranie
- Mołdawia: Demonstracje po przecięciu władzy przez komunistów
- Niemcy: Członkowie Bundestagu podają wyniki wyborów prezydenckich przed ich oficjalnym ogłoszeniem
- USA: Protesty przeciwko szczytowi G-20 w Pittsburghu
2010
- Tunezja: Początek jaśminowej rewolucji
2011
- Egipt: "Dzień Gniewu" staje się początkiem końca reżimu Hosniego Mubaraka
- Bahrajn: Protesty przeciwko ograniczaniu swobód obywatelskich CZYTAJ WIĘCEJ


Skoro serwis, który był prawdziwym forum wolności i dał iskrę do tylu protestów na całym świecie nagle decyduje się na cenzurę, trochę trudno uwierzyć, że kolejnych takich inicjatyw nie uniemożliwią teraz "względy kulturowe". W końcu dotąd nie było przyjęte w Arabii, by sprzeciwiać się władzy. Nie mniej szkodliwe z owych względów może być przecież także popieranie "zbrodniarki" Julii Tymoszenko na Ukrainie, czy szydzenie z wieloletniego przywódcy Rosji Władimira Putina.
Przytoczony przez Twittera przykład treści faszystowskich również nie przekonuje. Gdyby nowa polityka serwisu działała 11 listopada pewnie spora część Polaków nie miałaby w takim razie szans dowiedzieć się, jak naprawdę przebiega Marsz Niepodległości i to co działo się wokół niego.