Nie żyje Andrzej Szopa. Popularny aktor zmarł w wieku 70 lat
Kamil Frątczak
02 stycznia 2023, 12:12·3 minuty czytania
Publikacja artykułu: 02 stycznia 2023, 12:12
W nowym roku media obiegła smutna informacja o śmierci Andrzej Szopy. Aktor znany z takich seriali jak "M jak Miłość", "Na dobre i na złe" czy "Klan" zmarł w wieku 70 lat. W 2016 roku artysta przeszedł udar mózgu i od tamtego czasu był częściowo sparaliżowany. O śmierci aktora poinformował w swoich mediach społecznościowych Związek Artystów Scen Polskich.
Reklama.
Reklama.
Nie żyje Andrzej Szopa. Aktor zmarł w wieku 70 lat
Wszyscy kojarzyli go z desek teatralnych, a także z seriali takich jak "M jak Miłość", "Klan" czy "Na dobre i na złe"
Informację o śmierci artysty przekazał w mediach społecznościowych Związek Artystów Scen Polskich
Nowy Rok rozpoczął się smutną informacją, która obiegła świat show-biznesu. Wraz ze starym rokiem odszedł wybitny aktor Andrzej Szopa. Artysta zmarł 31 grudnia w Domu Artystów Weteranów Scen Polskich w Skolimowie pod Warszawą.
Informację o śmierci artysty podał Związek Artystów Scen Polskich. W rozmowie z "Super Expressem" pracownik Domu Artystów w Skolimowie zdradził, że przy aktorze do samego końca czuwała jego żona.
"Andrzej zmarł wczoraj około godziny 20.40. Żona trzymała go za rękę. Obecni byli również jego bliscy i przyjaciele. Umierał zaopiekowany, dostał ostatnie namaszczenie" – poinformował.
Andrzej Szopa, jakiego nie znaliśmy. Jaki był naprawdę?
"Nigdy nie byłem i nie czułem się jakąś gwiazdą" – wyznał Andrzej Szopa w rozmowie z Mateuszem Przyborowskim dla "Gazety Olsztyńskiej" w 2015 roku.
Andrzej Szopa urodził się w 1952 roku. Ukończył Wydział Aktorski Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi. Przez kilka lat mieszkał i występował w Stanach Zjednoczonych. Po powrocie do Polski w 1997 roku Szopa zagrał w wielu popularnych serialach takich "M jak miłość", "Na dobre i na złe", "Klan" i "Czas honoru".
Jego głos jest znany również fanom dubbingu. Można było go usłyszeć w wielkich produkcjach takich jak "Hobbit" czy "Harry Potter". Nie brakowało mu poczucia humoru. W trakcie wywiadu udzielonego Mateuszowi Przyborowskiemu przytoczył także śmieszne anegdoty ze swojego życia.
"Pewnego dnia szliśmy z aktorami ul. Szeroką w Toruniu. Był z nami Jan Kobuszewski, wielki aktor. Ja szedłem z tyłu. Ludzie podeszli najpierw do Kobuszewskiego, a później do mnie. I pytają: A pan to kto?. Ja na to: Jestem kierowcą. Odpowiedzieli: A, to przepraszamy" – wspominał.
Pokochał Chicago. "To miasto ma wiele polskich wątków"
Do Stanów Zjednoczonych wyjechał rok po śmierci syna. Jego syn zmarł kilka miesięcy po katastrofie w Czarnobylu. "Trafiłem do Chicago, poznałem przyjaznych mi ludzi, nawet kolegów ze studiów. I Polonię, o której często krzywdząco się mówi. A to jest wielka siła polskiej tradycji i języka" – wyznał.
Aktor był zakochany w Chicago. Uważał, że to miasto ma wiele polskich wątków. "Tu już nie ma głupiego Polaka, te czasy się skończyły. Wiele zawdzięczamy Janowi Pawłowi II i Lechowi Wałęsie, o których tutaj mówi się z wielkim szacunkiem. Zdarza się, że Amerykanie pytają mnie: 'Dlaczego Polacy obrażają Wałęsę?'. Nie wiem wtedy, co odpowiedzieć" – opowiadał.
Ostatnie lata swojego życia spędził w Polsce w Domu Artystów Weteranów w Skolimowie i tam też zmarł. Trafił do niego w 2016 roku, kiedy podczas operacji kręgosłupa doznał udaru mózgu. Sytuacja ta spowodowała, że aktor w ostatnich latach swojego życia był częściowo sparaliżowany i poruszał się na wózku. Właśnie tam 31 grudnia zmarł u boku ukochanej żony.