nt_logo

Auto z Trzaskowskim pędziło przez Warszawę. Mamy komentarz rzeczniczki ratusza

Jeden z portali poinformował, że Rafał Trzaskowski miał przekroczyć prędkość podczas jazdy samochodem po Warszawie. Jak usłyszeliśmy od rzeczniczki warszawskiego ratusza, to jednak nie prezydent siedział za kierownicą. – Taka sytuacja nie powinna była mieć miejsca – mówi naTemat Monika Beuth.


Auto z Trzaskowskim pędziło przez Warszawę. Mamy komentarz rzeczniczki ratusza

Mateusz Przyborowski
02 lutego 2023, 13:02 • 1 minuta czytania
Jeden z portali poinformował, że Rafał Trzaskowski miał przekroczyć prędkość podczas jazdy samochodem po Warszawie. Jak usłyszeliśmy od rzeczniczki warszawskiego ratusza, to jednak nie prezydent siedział za kierownicą. – Taka sytuacja nie powinna była mieć miejsca – mówi naTemat Monika Beuth.
Auto z Trzaskowskim pędziło przez Warszawę. Mamy komentarz z ratusza Fot. Jan Bielecki / East News

O tym, że prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski miał przekroczyć prędkość, poinformował "Fakt". Do zdarzenia doszło we wtorek 31 stycznia. Z nagrania, które opublikował tabloid, wynika, że jeden z liderów PO podczas powrotu ze studia telewizyjnego jechał trasą Siekierkowską.


Rzeczniczka ratusza: To nie Rafał Trzaskowski siedział za kierownicą

Według pomiarów przedstawionych przez gazetę tam, gdzie ograniczenie prędkości wynosiło 80 km/h, samochód Rafała Trzaskowskiego miał jechać około 100 km/h. Z kolei na odcinku, gdzie maksymalna prędkość wynosi 60 km/h, prezydent Warszawy miał jechać 80 km/h.

Skontaktowaliśmy się w tej sprawie z rzeczniczką stołecznego ratusza Moniką Beuth. – Po wywiadzie w telewizji Polsat prezydent Rafał Trzaskowski jechał służbowym samochodem, który prowadził jego kierowca – wyjaśnia urzędniczka w rozmowie z naTemat.pl.

– Jeśli kierowca przekroczył prędkość, a wszystko na to wskazuje, to taka sytuacja nie powinna była mieć miejsca. Pan prezydent przeprasza i dopilnuje, by to się już więcej nie powtórzyło – dodaje Beuth.

Tak politycy łamią przepisy ruchu drogowego

O politykach, którzy złamali przepisy ruchu drogowego, było w ostatnim czasie głośno. Na początku stycznia minister rozwoju Waldemar Buda został przyłapany na pirackiej jeździe ulicami stolicy.

Polityk PiS wyprzedzał białym lexusem na podwójnej linii ciągłej oraz jechał pod prąd dwiema różnymi ulicami. Gdyby policja przyłapała Budę na "szaleńczym rajdzie", kosztowałoby go to ponad 2 tys. zł mandatu i kilkadziesiąt punktów karnych

"Uważam, że każdy powinien być równy wobec prawa. W żaden sposób nie uchylam się od odpowiedzialności za wykroczenie drogowe. Jest to dla mnie lekcja pokory. Przepraszam" – napisał minister na Twitterze.

W lipcu 2022 limuzyna z Jarosławem Kaczyńskim pędziła 90 km/h. Prezes PiS spieszył się na mszę do kościoła na Krakowskim Przedmieściu. W sierpniu tego samego roku dozwoloną prędkość przekroczył także Grzegorz Schetyna. Stracił prawo jazdy na trzy miesiące. – Nie zasłaniałem się immunitetem, przyjąłem z pokorą pierwszy od ponad 25 lat mandat – komentował poseł PO.

W listopadzie 2021 prawo jady stracił natomiast Donald Tusk. Lider PO został zatrzymany przed drogówkę niedaleko Mławy – jechał z prędkością ponad 100 km/h w terenie zabudowanym. "Jest przekroczenie przepisu drogowego, jest kara zatrzymania prawa jazdy na 3 miesiące plus 10 punktów i mandat. Adekwatna. Przyjąłem ją bez dyskusji" – skomentował Tusk na Twitterze.

Co ciekawe, w 2013 roku na 70 spraw dotyczących uchylenia immunitetu aż 50 dotyczyło wykroczeń drogowych. W latach 2015–2019 takich wniosków było 17, w bieżącej kadencji Sejmu, do końca 2021 roku, spłynęły zaledwie 3 wnioski.

Ponieważ opinia publiczna negatywnie traktuje wykroczenia popełniane za kółkiem, posłowie przestali zasłaniać się legitymacją poselską.