
“Goście Wieczerzy Pańskiej” w reżyserii Tomasza Fryzeła i adaptacji Piotra Fronia powstają we współpracy Nowego Teatru z Festiwalem Nowe Epifanie. Premiera już 24 lutego, kolejne spektakle odbędą się 25 i 26 lutego. Na scenie zobaczymy Mariusza Bonaszewskiego, Małgorzatę Hajewską-Krzysztofik, Marka Kalitę oraz Wojciecha Kalarusa.
Film Bergmana miał premierę w 1963 roku i jeszcze parę lat temu, dla widza - w zależności od stopnia posiadanej wiedzy filmowej - byłby albo przełomowym dziełem, definiującym styl jednego z najbardziej wpływowych reżyserów w dziejach kina, albo opowieścią o wspólnocie małej rybackiej wioski i kryzysach wiary, jakie są udziałem kilku z jej mieszkańców.
"Goście Wieczerzy Pańskiej"
Nowy Teatr
Niezależnie od naszego podejścia do twórczości Bergmana, można z dużą dozą prawdopodobieństwa założyć, że przed pandemią i przed inwazją Rosji na Ukrainę większość z nas odniosłaby się do poruszanej w filmie tematyki z pewną rezerwą: owszem, współczulibyśmy postaciom, które tak usilnie próbują dociec, dlaczego Bóg milczy wobec ziemskiego okrucieństwa, ale czy rzeczywiście podzielalibyśmy ich rozterki? I czy bylibyśmy w stanie choćby w części wyobrazić sobie, jak to jest śmiertelnie bać się czegoś tak nieokreślonego, jak zagłada atomowa?
Dzisiaj, kiedy widmo takiej lub podobnej zagłady wisi również nad naszymi głowami, “Goście…” nabierają zupełnie nowego wymiaru. I właśnie na poszukiwaniu tego współczesnego sensu skupili się młodzi twórcy współpracujący z Nowym Teatrem.
Widzów nie powinna zwieść “powierzchowność” dzieła: owszem, w filmie mamy do czynienia z instytucjonalną otoczką: pastor odprawia rytuały, wierni śpiewają pieśni, jeden z kluczowych bohaterów, kościelny, czyta namiętnie o męce Chrystusa. Jak jednak komentuje reżyser, Tomasz Fryzeł, spektakl świadomie odchodzi od religii:
- Nas interesuje uniwersalny aspekt, kondycyjny, zwłaszcza w obliczu obecnej sytuacji geopolitycznej. Pytamy o stan naszej - tłumaczy reżyser, Tomasz Fryzeł.
Piotr Froń, dramaturg, dodaje:
- W adaptacji „Gości…” wiarę i nadzieję, a także ich brak, chcemy traktować w raczej kontekście ludzkim niż transcendentalnym. Boga obrazujemy jako rodzaj sensu, nadziei czy miejsca, do którego uciekamy przed rzeczywistością. Dla każdego człowieka pod tymi hasłami kryje się coś innego.
"Goście Wieczerzy Pańskiej"
Nowy Teatr
Wbrew tytułowi, który w wielu z nas automatycznie uruchomi skojarzenia z wiarą, przekaz “Gości…” jest nie tylko filozoficznie uniwersalny, ale i niezwykle współczesny - głównie za sprawą Jonasa:
- Lęk nuklearny, który Bergman sytuuje w realiach Zimnej Wojny, teraz do nas wraca. Ludzie zadają sobie pytanie, jak mogłaby wyglądać wojna atomowa. W naszym spektaklu ten stan lęku przed kataklizmem, który przerasta człowieka, reprezentuje postać Jonasa. Jest on figurą bezradności wobec okrucieństwa samego faktu istnienia bomby atomowej. - tłumaczy Piotr Froń. Tomasz Fryzeł dodaje:
- Jonas to postać, która skupia w sobie taki geopolityczny lęk współczesności. Lęk przed tym wszystkim, co jest nie do ogarnięcia dla jednostki. Bergman pokazuje, jakie mechanizmy zaczynają działać w jednostce, skonfrontowanej z takim lękiem. Obserwujemy człowieka, mikro perspektywę jego życia z tym, co jest makro - globalne, trudne do ogarnięcia. W filmie Jonas przede wszystkim milczy, nie mając słów, żeby nazwać rzeczywistość, w której żyje, która go przeraża - zaznacza.
Reżyser dodaje, że tematy wpisane w tekst stały się płaszczyzną porozumienia pomiędzy nim, absolwentem krakowskiej Akademii Sztuk Teatralnych z 2022 roku, a obsadą złożoną z aktorów z ogromnym dorobkiem:
- Takie spotkanie międzypokoleniowe jest absolutnie fascynujące, bo polega na wzajemnym budowaniu zaufania - mówi Fryzeł.
- Fundamentem, punktem styku, jest tu praca na płaszczyźnie tematów wpisanych w tekst Bergmana. Przyglądamy się im z różnych perspektyw, ale dochodzimy do wniosków, co do których wszyscy jesteśmy w stanie się zgodzić - zaznacza reżyser.
Wniosków nie należy mylić z odpowiedziami - zaznaczmy to wyraźnie. Reżyser podkreśla, że spektakl ma zachęcić widzów do spojrzenia w głąb siebie i poszukania odpowiedzi na własną rękę:
- Traktujemy ten tekst jako rodzaj matrycy doświadczenia stanu braku nadziei. Byłoby coś niepoprawnego, wręcz nieprzyzwoitego, w dawaniu tu odpowiedzi. To jest coś delikatnego, intymnego, więc dla każdego z widzów ta odpowiedź może być inna i gdzie indziej zlokalizowana - zaznacza Tomasz Fryzeł.