Świadek incydentu z białoruskimi śmigłowcami nad Polską dzieli się szczegółami tego, co widział. Michał Cieślak był pierwszą osobą, która o zajściu powiadomiła służby. – Zobaczyłem czerwoną gwiazdę. Zamurowało mnie" – relacjonował w RMF FM.
Reklama.
Reklama.
– Jadłem śniadanie. Słyszałem, że jakieś helikoptery lecą. W Białowieży to żadna nowość - czasami blackhawk tu latał. Dawno już go nie widziałem, ale myślałem, że to on – opowiadał stacji RMF FM Michał Cieślak z Białowieży. Prowadzi tam restaurację i właśnie z jej ogródka zobaczył białoruskie śmigłowce.
– Odszedłem od stolika, wyjrzałem i od południowego zachodu leciały dwa helikoptery - jeden obok drugiego. Nigdy tak się nie zdarzyło. Jeden był większy, drugi trochę mniejszy. Oba w kolorze wypłowiałej zieleni – mówił. Jak dodał, śmigłowce nie zaczęły wykonywać manewru nawrotu.
– Lecą, lecą... centralnie na mnie lecą. Stałem jak głupi, nawet nie wziąłem telefonu, żeby zrobić zdjęcie albo film. Przeleciały nad moją głową. Zobaczyłem czerwoną gwiazdę. Zamurowało mnie – opowiadał. Po chwili maszyny miały wykonać manewr i odlecieć w kierunku granicy.
– Wszyscy cały czas o tym gadają. Jak leci helikopter, to każdy się rozgląda i zastanawia, czy to polski, czy nie – powiedział stacji Michał Cieślak, odnosząc się do nastrojów społecznych. – Wczoraj wszyscy mieli rozbity dzień. Pracowałem i nikt nie mógł się za bardzo skupić na robocie. Taka sytuacja się jeszcze nie zdarzyła. Może jakiś helikopter przeleciał 300-500 m przez granicę, ale nie 3-4 km. To jest różnica – dodał.
Po co białoruskie śmigłowce wleciały do Polski? To mogła być ochrona Łukaszenki
Jak pisaliśmy w naTemat, białoruskie myśliwce, które naruszyły we wtorek przestrzeń powietrzną Polski, mogły należeć do ochrony Alaksandra Łukaszenki, który przebywa w prezydenckiej rezydencki przy granicy.
Tak twierdzi opozycyjny białoruski blog Motolko. Obecnie Łukaszenka ma przebywać w prezydenckiej rezydencji w Wiskuli, która oddalona jest o ok. 7,5 km od granicy z Polską. Jak relacjonuje, 29 lipca po południu do wsi Kamieniuki położonej na skraju Puszczy Białowieskiej przyleciały dwa śmigłowce Mi-8 i Mi-24.
Druga z maszyn miała posiadać numer ogonowy 14, zarejestrowany również na zdjęciach śmigłowców, które wleciały do Polski. Sam Łukaszenka przyleciał do Wiskuli 30 lipca, przebywał tam przez następny dzień, po czym rano 1 sierpnia wyleciał z rezydencji na dwie godziny.