Co by było, gdyby PiS rządziło trzecią kadencję? "Najpierw Węgry, a potem Białoruś"

W programie "Rozmowa dnia" gościem Pawła Orlikowskiego był dr Mirosław Oczkoś, ekspert ds. marketingu politycznego. Rozmawialiśmy o powyborczym krajobrazie Polski, a także o tym, co nas czeka w polityce w najbliższych latach. Nasz gość zapytany o to, czym różni się prezydent Andrzej Duda od śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego (obaj wywodzili się z PiS), odpowiada: – Lech Kaczyński może się komuś podobać albo nie, ale był politykiem, natomiast pan Duda próbuje zostać politykiem. Czasami tak jest, że historia wyrzuca daną osobę w miejsce, które jest dziwne i niespodziewane. No bo nie jest żadną tajemnicą, że został wybrany na zasadzie selekcji negatywnej, czyli najmniej mógł namieszać i nikt nie zakładał, że zostanie prezydentem. Co by było, gdyby PiS rządziło trzecią kadencję? – Na pewno nastąpiłoby domknięcie systemu. Najpierw Węgry, a potem Białoruś. Teraz dopiero widzimy, jak PiS i koalicjanci weszli w struktury państwa. Większość praw stworzyli sami sobie, często łamiąc poprzednie prawo. Teraz bronią się: "Proszę nie łamać prawa, wszystko zgodnie z Konstytucją". To czasami brzmi parodystycznie, jak Duda powołuje się na Konstytucję, którą był łaskaw złamać w pierwszych dniach urzędowania. Rozmowa dotyczyła również tego, w jakim stanie PiS zostawia państwo po 8 latach rządów. – Polscy obywatele utknęli w Strefie Gazy. Dlaczego nikt nie jest w stanie ich wyciągnąć, skoro swoich obywateli wyciągają Bułgarzy, Rumuni i Mołdawia? Bo nie istnieje dyplomacja. Polska dyplomacja została pogrzebana. Nie ma ambasadora od dwóch lat w Izraelu. To, przepraszam, ale kto ma rozmawiać na jakikolwiek temat? – zastanawia się dr Mirosław Oczkoś.