
Nie żyje gwiazdor "Królowych życia"
Odejście Gabriela Seweryna potwierdziła Eva Todorov, rzeczniczka głogowskiego Szpitala Specjalistycznego.
– Około godziny 15.30 pacjent został przyjęty na SOR z objawami bólu w klatce piersiowej. Wykonano badania laboratoryjne, podłączono pacjentowi płyny i podano mu leki. Po około dwóch godzinach, kiedy się już wydawało, że będzie lepiej, doszło do nagłego zatrzymania krążenia – przekazała rzeczniczka szpitala, cytowana przez portal glogow.naszemiasto.pl.
– Mimo podjętej reanimacji, która trwała długo, nie udało się przywrócić funkcji życiowych mężczyzny – dodała. Szczegółowa przyczyna śmierci nie została jeszcze podana do informacji publicznej.
Kim był Gabriel Seweryn?
Seweryn od wielu lat prowadził na starówce w Głogowie pracownię futer. W 2016 roku rozpoczęła się jego medialna kariera. Razem z ówczesnym partnerem Rafałem Grabiasem wziął udział w reality-show "Królowe życia". Telewidzowie mogli oglądać jego życie zawodowe i prywatne przez kilka sezonów.
18-letnia relacja Seweryna i Grabiasa zakończyła się jednak w trakcie emisji programu (w 2021 roku), co skutkowało ich nieobecnością w kolejnych edycjach show. Później w wywiadach Gabriel mówił o tym, że padł ofiarą przemocy psychicznej.
Dodajmy, że we wrześniu tego roku projektant futer za pośrednictwem mediów społecznościowych zwierzył się fanom, że jego atelier upada. Mocno to przeżywał. – Kocham swoją pracę, ale coś we mnie umarło – przyznał.
Miał za mało klientów, aby móc się utrzymać. Zarejestrował się jako bezrobotny w Urzędzie Pracy. Już wtedy myślał o innej branży. Z czasem zaczął publikować na Instagramie relacje ze szkoleń z makijażu permanentnego. Wydawało się, że w końcu wychodzi na prostą.
"Czuję się w końcu na właściwym miejscu. Szkoda, że tyle lat zwlekałem, ale widać to właściwy moment" – pisał na Instagramie o nowym hobby. Niestety wszystko przerwała nagła śmierć.
Dodajmy, że kilka tygodni temu Seweryn też trafił do szpitala. "Witam was, miałem biegunkę cały dzień i noc. Na dodatek mocne pieczenie w klatce piersiowej. Musiałem wezwać pogotowie, bo już nie miałem siły się ruszać, robią mi badania" – opisywał. Wtedy jednak udało mu się z tego wyjść.
Zobacz także