
Konstanty Radziwiłł, były prezes Naczelnej Izby Lekarskiej, niechętnie podchodzi do rządowego programu refundowania procedury in vitro. Według niego metoda zapłodnienia pozaustrojowego budzi poważne wątpliwości etyczne. – Statystyki mówią, że tylko znikoma część zarodków powstających w szkle ma szansę się rozwinąć i urodzić. Naraża się zatem nowo tworzonego człowieka na śmiertelne zagrożenie, na bardzo wysokie ryzyko utraty życia – zaznaczył Radziwiłł.
Podczas rozmowy z "Rzeczpospolitą" Konstanty Radziwiłł podkreślił, że powszechny dostęp do procedury in vitro nie jest lekiem na obecne problemy demograficzne, ponieważ za jej sprawą może się urodzić stosunkowo niewiele dzieci. Niemało państw zachodnich, które oferują swoim obywatelom metodę zapłodnienia pozaustrojowego, w dalszym ciągu ma kłopot z niską dzietnością i starzeniem się społeczeństwa.
Radziwiłł zauważył przy tym, że znaczna część społeczeństwa polskiego jest przeciwna stosowaniu metody in vitro, w związku z czym państwo nie powinno obejmować jej programem refundacyjnym. Przeznaczone na jego finansowanie pieniądze pochodzą bowiem z obligatoryjnych danin publicznych, a te pobierane są także od osób niepochwalających zapładniania pozaustrojowego.
Konstanty Radziwiłł
Dla "Rzeczpospolitej"
Wątpliwości związane z etycznym wymiarem metody in vitro ma sam Radziwiłł, który zaznaczył, że "człowiekiem jest się od poczęcia". Jego zdaniem w zapłodnienie pozaustrojowe wpisana jest więc "manipulacja na człowieku w bardzo wczesnym okresie jego życia". Radziwiłł przypomniał jednocześnie, że podczas wykonywania procedury in vitro zapładnia się zawsze wiele komórek jajowych. Następnie dokonuje się oceny powstałych zarodków, wywołując tym samym pokusy o charakterze eugenicznym. Odrzucone zarodki są zamrażane.
Konstanty Radziwiłł
Dla "Rzeczpospolitej"
Radziwiłł podkreślił, że dyskusja o metodzie in vitro nie musi podnosić kwestii religijnych, ponieważ wiele wątpliwości dotyczących jej stosowania mogą mieć również osoby niewierzące.
