WWF

O bobrach europejskich już kilkakrotnie pisałem, przede wszystkim w kontekście odstrzałów. Niestety niewiele się w tej sprawie zmieniło. Nadal wraca temat odstrzałów bobrów, o które wnioskują gminni urzędnicy, melioranci, właściciele stawów. Wniosek o wydanie decyzji składają do regionalnych dyrekcji ochrony środowiska. A tam, bywa już bardzo różnie. W temacie bobrów i rozwiązywania sytuacji konfliktowych, brakuje wciąż jednego. Szukania alternatyw wobec odstrzału i rzeczowego przebadania przez bobrowych ekspertów na terenie całej Polski.

REKLAMA
Bobrów w Polsce nie było, bo zostały już kiedyś wybite. W latach 70. ubiegłego wieku rozpoczął się żmudny projekt ich przywracania. Dzięki tym działaniom, ten nasz największy gryzoń, zaczął zajmować nowe tereny.
Od 2010 roku stał się jednak wrogiem publicznym numer 1. Ówczesny minister odpowiedzialny za sprawy wewnętrzne, ogłosił, że winne wielkiej powodzi są bobry. Bo były widziane na wałach, bo gdzieś została znaleziona nora. Owszem, tam, gdzie woda doszła do wałów, bobry szukały schronienia. Tam, gdzie brakuje kilkudziesięciu metrów strefy buforowej między wodą a wałem, też tak mogło się stać. Co więcej część bobrów zginęła też w swoich schronieniach, w czasie wezbrania wody – ale tego już nikt nie liczył, a maj jest ważny dla przetrwania dopiero co urodzonych bobrów.
I tak zaczęła się bobrowa droga przez wnioski i decyzje o odstrzale. Paradoksalnie wykonywalności „wyroków” nie sprzyjały koła łowieckie. Bóbr wcale nie jest łatwym zwierzęciem do upolowania. Stąd myśliwi do dziś w wielu miejscach wykręcają się do obowiązku, nawet jeśli urząd lub instytucja wnioskująca, chce dopłacać na zachętę.
Eksperci zwracają też uwagę na trudność w oddaniu strzału do bobra, bo jest to bardzo trudne, biorąc pod uwagę nocne życie tego gryzonia. Do zabijania nie powinny też służyć pułapki, stosowane przez kłusowników, bo są mało efektywne, a jednocześnie zagrażają innym gatunkom zwierząt. Natomiast jeśli już bóbr zostanie zabity, nie wiemy, jaki osobnik został odstrzelony. Może dojść do zaburzenia struktury bobrowej rodziny, co może doprowadzić, np. do migracji młodych osobników, jeśli zostaną odstrzeleni rodzice.
W przypadku podejmowania decyzji o odstrzale bobrów zapomina się też o terytorialności bobrów i tym, że liczba miejsc nadających się do skolonizowania przez te zwierzęta jest ograniczona. Bobrowa rodzina i zajmowane przez nie terytorium mają też swoją pojemność. Bóbr uwzględniają te czynniki w swoim „porodowym” kalendarzu. Jeżeli zagęszczenie jest za duże – średnio rodzina bobrów składa się z 4-5 bobrów, w tym para rodziców – narodziny zostają wstrzymane.
Pamiętam dobrze telefon od jednej z mieszanek Pomorza Zachodniego. Dzwoniła z pytaniem, co zrobić, żeby wstrzymać odstrzał bobrów. Dlaczego? Jak się okazało, ona sama wystąpiła z wnioskiem, bo bobry zalały jej łąkę. Nie wiedziała, jednak, że decyzja będzie dotyczyć odstrzału. Kiedy zapytałem, czy użytkuje zalewaną łąkę, odpowiedź brzmiała – nie, bo nic z tym polem i tak nie robi.
Dlaczego o tym wszystkim piszę? Okazuje się, że znów zapowiada się „urodzaj” decyzji o odstrzale bobra, a przynajmniej wniosków o taką decyzję. Przykład dał Nieporęt, który zapowiedział wnioskowanie do RDOŚ w tej sprawie. A może zamiast marnować czas, a czas to również pieniądz za pracę urzędników pracujących nad wnioskiem i nad decyzją – zająć się dokładnym zbadaniem stanu populacji bobra w Polsce i rzeczywistego rozmiaru szkód. Takie badania były prowadzone na Żuławach. Wynika z nich, że nie takie bobry straszne, jak je melioranci i urzędnicy malują: „Na zbadanym terenie Żuław Wiślanych zarejestrowano łącznie 1888 nor bobra, z czego 123, czyli 6,5% można uznać za szkody. Ogółem największą liczbę nor odnotowano na Wiśle: 431, gdzie jednak nie stanowią one szkód, ponieważ były wykopane w brzegu rzeki, a nie w oddalonych wałach przeciwpowodziowych.”
Bóbr jest zwierzęciem częściowo chronionym. W praktyce oznacza to, że wszelka ingerencja w sprawie tego gatunku, wymaga decyzji RDOŚ. Są też dobre praktyki, wdrażane przez część regionalnych dyrekcji. Polegają one na m.in. ochronie, odtwarzaniu i poszerzaniu strefy brzegowej cieków i zbiorników, stabilizowaniu poziomu wody w bobrowych stawach, czy wreszcie na ochronie wałów przez wykładnie siatek metalowych i grodzeniu. Biorąc pod uwagę sumy wydawane na odszkodowania, warto przemyśleć jeszcze raz sposób postępowania z bobrem, bo jego obecność, oznacza korzyści dla środowiska i dla ludzi. Bóbr naprawia, to co my zniszczyliśmy melioracjami, wznoszeniem wałów, zajmowaniem terenów zalewowych, regulacjami rzek.
Dzięki bobrom podnosi się poziom wód gruntowych w borykającej się z suszami Polsce, zwiększa się retencja i bioróżnorodność, a według danych z 2002 roku bobry uchroniły aż 10 tysięcy hektarów lasów przed pożarami. Z kolei z badań prowadzonych przez Instytut Nauk o Środowisku UJ wynika, że jedynie 3% stanowisk bobrów w Polsce powoduje szkody. Na Litwie i Łotwie, które zajmują mniejsze terytorium niż Polska, żyje trzy razy więcej bobrów.