
Od dawna żaden polski film nie wywoływał takich kontrowersji, jak "Sponsoring" Małgorzaty Szumowskiej. Opowieść o młodych dziewczynach utrzymujących się ze świadczenia usług seksualnych dla bogatych mężczyzn ma być obrazem pokolenia. Dla jednych zupełnie normalnym, a dla innych nie do zaakceptowania. Warto poznać więc kilka faktów.
Różnice w reakcji na "Sponsoring" najlepiej obrazuje to, jak w piątek na antenie TVP film komentowali Kazimiera Szczuka i Tomasz Terlikowski. Dla feministycznej aktywistki oddawanie się za pieniądze potrzebne na studia - to praca, jak każda inna, dla redaktora naczelnego Fronda.pl - kolejny objaw upadku naszego społeczeństwa.
- Są to dziewczyny, które nie mają pieniędzy. Mężczyźni mają pieniądze, dziewczyny nie. One chcą studiować, traktują to poważnie. Tu nie chodzi o klepanie biedy tylko o regularne przetrwanie po prostu. Tak wygląda świat - oceniała Szczuka. Zdaniem Tomasza Terlikowskiego, to jednak co najwyżej ofiary meżczyzn-dziwkarzy. W weekend ich rozmowa przyciągnęła nie mniejszą uwagę mediów, niż premiera samego filmu.
"Po co bronić w publicznej telewizji, przy śniadaniu uprawiania seksu za pieniądze jako metody zarabiania na studia" - pyta angażujący się w coraz poważniejsze tematy plotkarski portal Pudelek.pl. Oceniając, że jest to patologia, choć popularna. Podobne komentarze dominują pod każdą informacją dotyczącą nowego dzieła Szumowskiej.
A jak jest naprawdę?
