
Przychodzi chory na raka do lekarza, a lekarz mówi, że leczenie można rozpocząć za… kilka miesięcy. Niestety, to nie kiepski żart, tylko realia panujące w niektórych szpitalach. – Często naprawdę stajemy pod murem. Powiedzenie choremu, że może otrzymać leczenie za kilka miesięcy, jest rzeczą nieludzką – powiedział prof. Jacek Jassem, prezes Polskiego Towarzystwa Onkologicznego.
Początek nowego roku przywitał część pacjentów większym niż zazwyczaj chaosem. Jest on wynikiem komplikacji administracyjnych, spowodowanych – jak podaje RMF FM – m.in. wygasaniem kontraktów zawartych z NFZ oraz wyczerpaniem limitów świadczeń.
– Mamy chorego na raka i nie możemy zacząć leczenia. Limity świadczeń w onkologii to sytuacja niedopuszczalna – podkreślił prof. Jassem, który w imieniu Polskiego Towarzystwa Onkologicznego wysłał do prezydenta, premiera oraz ministra zdrowia list apelujący, by procedury onkologiczne uznać za "ratujące życie".
Aby uzmysłowić adresatom pisma skutki biurokratycznego zamieszania, prof. Jassem podał kilka przykładów. Chociażby przypadek chorej na raka piersi kobiety, która na samą biopsję musiała czekać przez kilka tygodni. Później pacjentka musiała czekać jeszcze na operację (2 miesiące) oraz radioterapię (kilka tygodni). W takich sytuacjach wczesne rozpoznanie choroby często "nie ma już znaczenia".
Polskie Towarzystwo Onkologiczne pisało do premiera, prezydenta i ministra zdrowia już wcześniej. W grudniowym liście przypomniało np., że "wyniki leczenia nowotworów są w Polsce znacznie gorsze w porównaniu ze średnią Unii Europejskiej i pogarszają się w stosunku do 'nowych' krajów Unii".
Polskie Towarzystwo Onkologiczne
Czytaj także:
źródło: RMF FM
