Sorosa, Bidena i Kaczyńskiego coś łączy. Padają ofiarą tych samych żenujących komentarzy

Konrad Bagiński
19 sierpnia 2024, 14:52 • 1 minuta czytania
Patrz, normalnie narobił w pieluchę, gdzie on idzie, nawet nie wie, gdzie idzie, o, pomylił jakąś kobietę ze swoją żoną. O kim to? Takie rzeczy do dziś można czytać o prezydencie USA, Joe Bidenie. Ale i o Jarosławie Kaczyńskim, Sorosie i innych sędziwych ludziach. To już nawet nie jest przykre, to po prostu po ludzku głupie.
Nie trawię krytykowania polityków (i innych ludzi) z powodu wieku Fot. Manuel Balce Ceneta / Associated Press / East News; Adam Burakowski / East News

Joe Biden narobił w pieluchę, pomylił jakąś kobietę ze swoją żoną, dziwnie kucał, nie wie, gdzie jest. Takie newsy o prezydencie USA jeszcze chwilę temu można było znaleźć nawet nie w czeluściach internetu, ale po prostu w mediach społecznościowych.


Oczywiście nie mam wątpliwości, że większość podlanych impertynenckim sosem "rewelacji" o starczej niedołężności wyszła z biur jego niedawnego konkurenta w wyścigu do Białego Domu. Nie od dziś wiemy, że Donald Trump posługuje się wybitnie prostacką argumentacją, która jednak trafia do jego wyborców.

Najśmieszniejsze w tym jest, że herosa robi z siebie 78-letni Trump. Gość, po którym również widać zaawansowaną "peselozę". Sorry, takie są fakty.

Ale wiele rzeczy z USA odbija się czkawką na całym świecie. Dlatego też z obrzydzeniem obserwowałem, jak również nad Wisłą rośnie fala szydery z Bidena. Bo stary. Stary, obrzydliwy, robi pod siebie i nie kuma.

Kilka dni temu widziałem też serię wpisów wyszydzających George’a Sorosa, okraszonych jego zdjęciami z morskiej kąpieli. Pomagało mu kilka osób, bo Soros jest już mocno starszym panem. Wtedy miał 93 lata, dziś ma 94.

Kaczyńskiego też będę bronił

W naszym piekiełku nie jest lepiej. A najczęściej obrywa… Jarosław Kaczyński. Bo ma przecież 75 lat, czasem ledwo chodzi, miewa problemy typowe dla ludzi w jego wieku. No stary dziad. Naprawdę rozumiem, że Kaczyńskiego można nie lubić.

No i Kaczyński faktycznie nie jest mistrzem elegancji i dobrego stylu. Ale piętnowanie go za to, że w swoim wieku wygląda właśnie tak, a nie inaczej? Moim zdaniem to czystej wody buractwo.

Tym bardziej że prezes PiS może i jest mocno niedzisiejszy i każe sobie drukować internet, ale jego występy przed komisjami śledczymi pokazały, że ciągle jest kutym na cztery łapy cwaniakiem.

W przypadku Bidena naśmiewanie się z niego to również kompletna głupota. Ten facet przeżył niesamowite życie. Urodził się jeszcze podczas wojny, przeżył kilka kryzysów, był jednym z najmłodszych senatorów USA, wiceprezydentem i prezydentem.

Siedząc z puszką piwa w ręku przed ekranem komputera łatwo pisać, że jest stary i nie ogarnia. Ale i tak żyje już dłużej niż statystyczny Polak. Na dodatek jakoś ogarnia zarządzanie największym światowym mocarstwem.

To jakby zapuszczać korzenie przed telewizorem i rechotać, że taki Fajdek czy Włodarczyk to kompletne przegrywy. Tak, nie poszło im. I być może już nie będzie szło, ale mają całe worki medali. To oni tworzyli historię polskiego sportu. Krytykować można ich za wiele innych rzeczy.

Ja naprawdę rozumiem, że można się z kimś nie zgadzać, kogoś nie lubić. Ale śmianie się z tego, że jest stary, chory lub brzydki jest idiotyczne. Wygląd to wygląd. Choroby nikomu nie życzę. A starość i tak dopadnie nas wszystkich.

Czy robiąc w pampersa i nie wiedząc, co w zasadzie w tym sklepie chciałeś kupić, pomyślisz o tym, jak będąc młodszym, śmiałeś się ze starego Bidena, Sorosa, Kaczyńskiego?

Starość przyjdzie na każdego z nas. No może nie na każdego: na tych, którzy będą mieli szczęście jej dożyć. A to nie każdemu się uda, więc jakiś szacunek tym, którzy jakoś się do bardziej sędziwego wieku doturlali, się należy.

Ze sceny zejść niepokonanym

Oczywiście kolejnym aspektem wieku wielu polityków (ale i sportowców, biznesmenów czy artystów) jest termin, który pozwala "ze sceny zejść niepokonanym". Joe Biden tę decyzję podjął, zrezygnował ze startu w wyborach. Prawdopodobnie oszczędził sobie porażki. W sporcie taką decyzję podjął choćby Dariusz "Tiger" Michalczewski. Kiedy zaczął przegrywać, nie szukał na siłę możliwości powrotu. Odszedł jako wielki mistrz.

Ale wielu nie wie, kiedy wypada zakończyć karierę i zająć się czymś innym. To już osobny wątek, ale on musi zostać przewałkowany w głowach podstarzałych już nieco celebrytów.

Z drugiej strony mieliśmy też takie gwiazdy, które koncertowały niemal do końca. Ostatnie nagrania Johnny'ego Casha są przecież jego nieprzemijalnym epitafium, rozliczeniem z życiem i przeszłością. On do końca wiedział, co i jak robić, by nie tracić szacunku. Również dla siebie samego.

Czytaj także: https://natemat.pl/zdrowie/487472,na-czym-oszczedzaja-seniorzy-na-lekach-i-jedzeniu