O autorze
Adam Szejnfeld – były radny, burmistrz, wiceminister gospodarki. Poseł III, IV, V, VI i VII kadencji Sejmu RP. Autor słynnego antybiurokratycznego i progospodarczego „Pakietu Szejnfelda”. Urodzony 13 listopada 1958r. w Kaliszu, mgr prawa – ukończył Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, Wydział Prawa i Administracji, kierunek prawo. W przeszłości działacz społeczny i związkowy – w latach osiemdziesiątych członek legalnej i podziemnej ,,Solidarności”, internowany w więzieniach we Wronkach i w Gębarzewie. W latach 2007 – 2009 Sekretarz Stanu w Ministerstwie Gospodarki. W obecnej VII kadencji Sejmu jest przewodniczący Komisji Nadzwyczajnej do rozpatrzenia projektów ustaw deregulacyjnych (wcześniej był przewodniczącym sejmowej Komisji Skarbu Państwa). Jest także członkiem Akademii Polskiego Sukcesu, Kapituły Konkursu „Teraz Polska”, Rady Programu „Polski Sukces” Fundacji Polskiego Godła Promocyjnego „Teraz Polska”, Kapituły „Fair Play” Instytutu Badań nad Demokracją i Przedsiębiorstwem Prywatnym oraz Cent For Future i Perły Polskiej Gospodarki anglojęzycznego miesięcznika Polish Market.

Czara goryczy

Każda władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje absolutnie. Autorem tego słynnego stwierdzenia jest znany XIX-wieczny brytyjski myśliciel lord Acton. Mimo, iż jest ono powszechnie cytowane, nie wszyscy wiedzą, w jakich okolicznościach zostało sformułowane. Tymczasem ta myśl pochodzi z listu do biskupa Mandella Creightona, w którym lord Acton stwierdził z całą stanowczością, że wszyscy ludzie bez wyjątku - niezależnie od pełnionych funkcji i zajmowanych stanowisk - muszą przestrzegać uniwersalnych zasad moralnych. Nawet Król i Papież.


Każda władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje absolutnie. Autorem tego słynnego stwierdzenia jest znany XIX-wieczny brytyjski myśliciel lord Acton. Mimo, iż jest ono powszechnie cytowane, nie wszyscy wiedzą, w jakich okolicznościach zostało sformułowane. Tymczasem ta myśl pochodzi z listu do biskupa Mandella Creightona, w którym lord Acton stwierdził z całą stanowczością, że wszyscy ludzie bez wyjątku - niezależnie od pełnionych funkcji i zajmowanych stanowisk - muszą przestrzegać uniwersalnych zasad moralnych. Nawet Król i Papież.




Niestety, ta oczywistość, z którą trudno w jakikolwiek sposób polemizować, nawet dzisiaj, w XXI wieku, nadal wydaje się nie docierać do świadomości biskupów Kościoła katolickiego w Polsce. Film braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu” w niezwykle przejmujący sposób obnażył przygnębiającą prawdę o wielu kościelnych hierarchach, którzy nie tylko, że mają za nic zwykłą ludzką przyzwoitość, etykę, moralność, ale na dodatek postawili się ponad powszechnie obowiązującym prawem! Jest tak, ponieważ występują chyba wystarczające dowody na systemowe tuszowanie odrażających przestępstw, ukrywanie okrutnych sprawców, bezwzględne uciszanie, czy wręcz dyskredytowanie ofiar skrzywdzonych przez księży... I to w imię czego? W imię „dobra Kościoła katolickiego”? No, chyba nie. Dlaczego więc Kościół katolicki i jednego wyznawcy, także ich partyjni poplecznicy, próbują tuszować ten haniebny proceder?...




Film Sekielskich wstrząsnął Polską. Wstrząsnął nami. Wydawało się bowiem, że wszyscy jesteśmy już równi, a okazało się, że są i równiejsi. Owszem, ze strony pojedynczych członków Episkopatu pojawiają się w końcu z wielkim trudem wypowiadane wyrazy ubolewania. Ale słowa, to za mało. Ofiary gwałcicieli w koloratkach mierzą się z niewyobrażalną traumą przez całe życie. Z tych powodów surowo ukarani powinni zostać nie tylko księża, którzy dopuścili się przestępstw seksualnych, ale i ci, którzy w kościelnej hierarchii nic nie zrobili, aby uchronić najmłodszych przed pedofilami w sutannach.




Problem zresztą jest większy. Trudno bowiem nie odnieść wrażenia, że pedofilia to nie wszystko. Że to tylko jeden z wielu potworów, który być może przez przypadek wyrwał się Kościołowi katolickiemu z klatki i dlatego wszyscy się o nim dowiedzieli. W lochach Kościoła chowają się także i inne groźne poczwary żyjące tam z dala od ludzkiego wzroku. To odejście od zasad wiary, to rozpusta i pijaństwo, to skrajny materializm i chciwość, to pycha, arogancja i buta, to żądza władzy i wpływów, także tych politycznych, to w końcu budowanie przez hierarchów własnych imperiów... Są to choroby, które dotknęły kościół i bardzo wielu duchownych. To choroby, które zresztą dotykają każdej władzy - tej świeckiej również - jeśli nie jest skutecznie kontrolowana przez obywateli. Władzy, która żyje sama dla siebie w oderwaniu od potrzeb, opinii i ocen zwykłych ludzi. A trzeba pamiętać, że im władza jest bardziej autorytarna, tym bardziej jest pazerna. W Kościele hierarchicznym natomiast władza zawsze jest autorytarna. Trudno się temu dziwić, kiedy wiemy, że nawet w państwie demokratycznym występują siły polityczne dążące do rządów autorytarnych. Takie natomiast, będąc poza kontrolą społeczną, zawsze doprowadzają do dramatu ludzi i upadku instytucji państwa.



Znamy w Polsce ten klasyczny mechanizm stopniowego deprawowania się władzy choćby z czasów PRL-u. Symptomy tej choroby widzimy również i teraz, podczas rządów Prawa i Sprawiedliwości. Poczuciu bezkarności służy przekonanie, że dopóty, dopóki „nasi” trzymają rękę na wszystkim, to włos z głowy nie spadnie nikomu. Zawsze znajdzie się przecież sposób, by skutecznie ukręcić łeb sprawie. Ktoś pomoże, ktoś się wstawi, ktoś zadzwoni tam, gdzie trzeba, ktoś przymknie oko... Oczywiście to wszystko w imię „dobra partii” i dzięki przynależności do niej.



Nie dziwi więc fakt, że politycy PiS z niezwykłą zaciekłością bronią hierarchów Kościoła katolickiego. „Kto podnosi rękę na Kościół, podnosi rękę na Polskę!”, „Walka z pedofilią nie jest obowiązkiem państwa. Walka z pedofilią w Kościele jest obowiązkiem władzy kościelnej”, „To nie żadna pedofilia, to pederastia”, „To problem wydumany, wymyślony, żeby jątrzyć” - to tylko kilka przykładów wypowiedzi, które padły z ust najważniejszych działaczy PiS. Ba! Nawet surowsze kary za przestępstwa seksualne, które naprędce sforsował obóz władzy, nijak się mają do sedna problemu pokazanego w filmie braci Sekielskich. Nie chodzi bowiem o to, ile lat pedofil potencjalnie spędzi w więzieniu, ale o to, by w ogóle trafił przed oblicze Temidy! Po raz kolejny mamy więc do czynienia ze strony PiS jedynie z mistyfikacją, grą pozorów i nieudolnymi próbami mydlenia oczu. Wszystko po to, by nie przegrać wyborów, a nie po to, aby wygrać z kościelnymi patologiami!



Sojusz tronu i ołtarza zawsze istniał w Polsce, ale jeszcze nigdy nie miał się tak dobrze. Naiwnością byłoby więc sądzić, że Kościół katolicki jest w stanie sam oczyścić się z brudu, który narastał w nim przez całe dziesięciolecia. W Stanach Zjednoczonych, Australii, Niemczech, czy w Irlandii, gdzie miały miejsce największe skandale pedofilskie, zostały powołane specjalne komisje pozakościelne badające przypadki przestępstw seksualnych, a kryzys pedofilski w Chile doprowadził do dymisji całego Episkopatu. Mamy więc nie tylko pełne prawo, ale i obowiązek oczekiwać podobnych działań wobec polskich hierarchów, którzy muszą w końcu usłyszeć głośne i jednoznaczne: „DOŚĆ!”. Czara goryczy się bowiem przelała!



Adam Szejnfeld

Poseł do Parlamentu Europejskiego

www.szejnfeld.pl

www.kobiecastronazycia.pl

www.facebook.com/PoselSzejnfeld/

www.twitter.com/szejnfeld

www.instagram.com/szejnfeld/



#TylkoNieMówNikomu #TellNoOne #KomisjaPrawdy #PedofiliaWKościele #MapaKościelnejPedofilii #KościółKatolicki #KK #Episkopat #Odpowiedzialność #Prawda #Zadośćuczynienie #WielkiWybór #Koalicja Europejska #Adam Szejnfeld