Przy okazji wspominania ostatnich 25 lat od upadku komunizmu, ta książka zdaje się być perfekcyjnym rzutem oka na polską kulturę i społeczeństwo końca lat 90-tych. Jonathan Lipman, angielski prawnik, którego los - i miłość - zaprowadziły do Polski w roku 1997 napisał „Polska Dotty“ na podstawie własnych obserwacji i autentycznych przygód, często odbieranych z tradycyjnym angielskim stoicyzmem oraz w nastroju humorystycznym, a czasem nawet ironicznym. Książka została wydana po raz pierwszy w roku 2011 jako e-book i w 2012 w regularnej wersji papierowej (w obu przypadkach po angielsku). Jednak na przekór upływowi czasu i wbrew ciągłym przemianom społecznym i kulturowym wydaje się, że nie traci ona na swojej aktualności i - szczególnie dziś - może być potraktowana jako wyraz tych przemian, jakie dokonały się w Polsce w czasie ostatnich 25 lat. Po jej przeczytaniu uznałam, że warto byłoby zapytać autora o jego poglądy na temat dzisiejszej Polski.

REKLAMA
Aleksandra Kosmopolska: Jak bliski jest dziś Pana kontakt z Polską?
Jonathan Lipman: Mieszkając w UK, ten kontakt jest w tej chwili bardziej odległy niż w czasach, gdy pisałem „Polska Dotty“ - ale z rodziną staram się odwiedzać Polskę co rok lub dwa. Tego lata, na przykład, nasze wakacje spędzimy w Polsce: tydzień w Tatrach i tydzień w Krakowie. Będziemy również uczestniczyć w weselu rodzinnym i ci, którzy czytali moją książkę (Rozdział 1) wiedzą, że znam to doskonale! … Ale obserwuję rozwój Polski z dystansu - co jest łatwe przy pomocy internetu. Na przykład, jestem wielkim fanem strony internetowej Polskie Radio Dla Zagranicy, i innych, np. Kraków Post i Inside Poland. Ich teksty często wywołują u mnie własne myśli, które przelewam potem na wpisy na moim blogu. Doświadczam również dużo polskiego języka i kultury na codzień. Na przykład w domu, moja żona Marzena często mówi po polsku, aby nasze dzieci się z nim zapoznały. Proszę dodać do tego polskie jedzenie, które często gotujemy, polską muzykę w tle itp, a nikogo nie zdziwi fakt, dlaczego często sami odnosimy się do naszego domu jako do "Małopolski". Tak więc, w sumie, uważam, że mój kontakt z Polską i jej kulturą pozostaje silny .
AK: W swojej książce "Polska Dotty" opisał Pan kilka polskich zjawisk zaobserwowanych w latach 90-tych, takie jak: korupcja w policji, brak autostrad, zła znajomość języka angielskiego, itp. Które z nich Pana zdaniem wciąż wymagają zmiany/reformy?
JL: Ha! Dobre pytanie. Cóż, tutaj moja fizyczna odległość od Polski prawdopodobnie utrudnia mi moją odpowiedz. Rozumiem, że wiele aspektów życia poprawiło się znacznie, być może z funduszy UE, takich jak skala sieci autostrad. Ale inne - jestem pewien, że nie. Więc, podając jeden konkretny przykład, nadal czytam dużo o korupcji w Polsce i wiem, że Polska pozostaje uparcie i konsekwentnie bardzo nisko w indeksie Transparency International (im niższa pozycja, tym kraj bardziej skorumpowany),
Wydaje mi się również, że wciąż istnieją nieprzyjemne smugi nietolerancji w społeczeństwie polskim, jak na przykład homofobia. Zdecydowanie nie twierdzę, że dzieje się to wyłącznie w Polsce i wiem, że po drugiej stronie granicy reakcje niektórych Rosjan do tego typu rzeczy - na przykład niedawnego zwycięstwa Conchity Wurst w Eurowizji - wydaja się o wiele bardziej ekstremalne. Lecz czuję, że postawy społeczne w Polsce mają ... pole do poprawy - przynajmniej z mojego punktu widzenia. Ale żeby być nieco bardziej pozytywnym, muszę przyznać, że kiedy odwiedzam Polskę w dzisiejszych czasach, infrastruktura jest znacznie ulepszona - nowe dworce, lotniska, drogi - a także wyczuwam więcej starań w sposobie obsługi klienta, która - co jak Pani może pamięta - była jednym z moich największych postrachów z epoki pisania „Polska Dotty“. Dobra obsługa klienta nadal nie jest powszechna, ale myślę, że wielu Polaków teraz rozumie wartość szybkiego uśmiechu w konkurencyjnym świecie możliwości - i gdy tak wielu cudzoziemców odwiedza teraz kraj .
AK: Czy nadal uważa Pan, że "relaks i zysk" są głównymi czynnikami motywującymi Polaków do podejmowania działalności gospodarczej i czy w dalszym ciągu polski sukces można określić jako "skrajność w skrajnościach" ?
JL: Nie prowadzę działalności gospodarczej w Polsce w dzisiejszych czasach, dlatego trudno jest mi odpowiedzieć na to pytanie - ale mam przeczucie, że polski biznes uległ profesjonalizacji na przestrzeni lat. To, co opisałem w „Polska Dotty“ - napięcie między starą, komunistyczną mentalnością i kapitalizmem - musiało wyblaknąć, ponieważ każdy, kto nie potrafi się dostosować - nie ma szansy na przetrwanie. Wyobrażam sobie, że niektórzy wciąż tęsknią za bezpieczeństwem z przeszłości, być może szczególnie w starszym pokoleniu. Ale jest też cała masa Polaków z duchem przedsiębiorczości. Można to zobaczyć w dużym stopniu tutaj w UK: otwierają oni Delikatesy, salony fryzjerskie, firmy budowlane itp. Pracują bardzo ciężko, zazwyczaj 6 dni w tygodniu. Więc na pewno dziś obowiązuje zasada „mniej relaksu i więcej zysku“. I jestem pewien, że w Polsce jest podobnie. Jeśli chodzi o „skrajności w skrajnościach", czuję, że to część polskiego charakteru, który wykazuje tę cechę - nazwałbym to atrybutem - więc nie zmieniłem zdania na ten temat. To wydaje się mieć podstawy historyczne, mające źródło w burzliwej przeszłości Polski: inwazje, podziały, itp. Zachęcam do przeczytania mojej książki, aby dowiedzieć się więcej, co mam na ten temat na myśli!
AK: Zauważyłam, że niedawno podjął Pan na swoim blogu temat kwestii restytucji mienia żydowskiego w Polsce. Jako prawnik o żydowskim pochodzeniu, jakie są Pana poglądy w tej sprawie? Jakie są Pana sugestie, co do rozwiązania tej wciąż nierozstrzygniętej kwestii?
JL: Problem stosunków polsko-żydowskich, a w szczególności zwrotu mienia jest drażliwy. Jestem prawnikiem o pochodzeniu żydowskim, ożenionym z Polką i mieszkałem kiedyś w Polsce - dlatego mogłoby się wydawać, że kwalifikuję się do komentarza w tej sprawie. Jednak, jako prawnik, wiem też, że w polskim systemie prawnym jest wiele kwestii, których nie znam. Dlatego powiedziałbym, podobnie jak to ująłem na blogu, do którego się Pani odwołuje, że bardzo późna sprawiedliwość to żadna sprawiedliwość. I sprawiedliwością nie jest również to, aby procedury odzyskiwania mienia były niezwykle uciążliwe. Jeśli tak rzeczywiście jest, co twierdził ostatnio brytyjski parlament, jak również sami Polacy, to Polska powinna zreformować swoje prawa restytucji mienia. Aby odpowiedzieć na Pani pytanie - choć jedynie na poziomie zasadniczym - Polska powinna sprawić, aby odzyskiwanie własności było szybsze i łatwiejsze (przyjmując, że tego typu sprawy nieuchronnie będą skomplikowane). Ponadto, wydaje się, że władze polskie uważają, że zrobiły wiele w kwestii przywrócenia własności. Jeśli jest to prawda, może powinni mieć do tego stosunek bardziej aktywny, zachęcając potencjalnych wnioskodawców do występowania o to.
AK: W swoim czasie w Wielkiej Brytanii było wiele negatywnych opinii o Polakach w społeczeństwie i mediach. Czy uważa Pan, że te opinie się zmieniają i zostają zastąpione pozytywnym wizerunkiem Polski?
JL: Osobiście uważam, że negatywne opinie na temat Polaków i innych imigrantów są podsycane głównie przez UK Independence Party (UKIP - Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa). To część rosnącego ruchu anty-UE. Jestem daleki od stwierdzenia że Unia Europejska jest doskonała i że wszyscy Polacy w Wielkiej Brytanii zachowują się nienagannie. Ale jestem zdania, że większość z nich zaaklimatyzowała się nadzwyczaj dobrze. A teraz zauważam opinie w mediach wspierającego ten pogląd, jako reakcja przeciwko nietolerancji (a czasem wręcz rasizmowi) ze strony UKIP i im podobnym. Jeden taki artykuł ukazał się ostatnio w prasie ogólnokrajowej, chwaląc Polaków za to, że udało im się ożywić niektóre obszary Southampton (gdzie wielu Polaków się osiedliło).
AK: Na podstawie własnych obserwacji i doświadczeń, jak Pan myśli, jakie są główne skojarzenia przychodzące na myśl Anglikom po usłyszeniu słowa "Polska"?
JL: Ha! To pytanie jest szczególnie interesujące dla mnie, ponieważ sam zadawałem go sobie wiele lat temu, kiedy po raz pierwszy spotkałem moją przyszłą żonę Polkę, długo przed przystąpieniem Polski do UE. Wtedy, podejrzewam, że słowami kluczowymi były: "zima", "Wałęsa", "polski papież" i, być może, "Chopin" („czy może był to Francuz?“ - pytali niektórzy z nas…). Podejrzewam, że dziś pierwszymi skojarzeniami byłyby: "polscy robotnicy", "polski sklep" i słynny "polski hydraulik". To może nie brzmi pochlebnie, ale dla mnie jest to duży krok naprzód: wiadomo, że oba zestawy słów kluczowych są stereotypowe, ale ten współczesny ujawnia, jak Brytyjczycy teraz doświadczają Polaków i polskiej kultury z pierwszej ręki, w życiu codziennym. Nawet Pani sobie nie wyobraża, jak wielu z moich przyjaciół, znajomych, czy kolegów z pracy wie przynajmniej trochę o Polsce, czy to zna polski sernik, Zakopane, pączki, czy tez Kraków - cokolwiek .
AK: Niedawno dowiedziałam się o kampanii „Polska. Spring into“, która rozpoczęła się w Wielkiej Brytanii w celu promowania Polski jako kraju. Co sądzi Pan o tej formie marketingu? Jako Anglik, jak rozumie pan jej przesłanie?
JL: Odpowiedź jest jest prosta: popieram marketing, który promuje Polskę. Jedną z moich bolączek w „Polska Dotty“ jest to, że Polska i Polacy mają tak wiele do zaoferowania, ale nie promują samych siebie. Ja sam często próbowałem dojść do tego, jakie są tego powody i udawało mi się znajdować jedynie uproszczone odpowiedzi, takie jak ta, że to wina jarzma komunistycznego, pod którym Polska długo się znajdowała. Niezależnie od tego, jaki jest ten powód, jestem bardzo zadowolony widząc tę inicjatywę, biorąc pod uwagę, że widziałem tego tak niewiele w przeszłości. Jak można sobie wyobrazić, jestem bardziej niż inni wyczulony na tego typu kampanie, ale nie przypominam sobie, żeby było ich wiele w ostatnich latach, oprócz wspaniałej reklamy telewizyjnej w czasie Euro 2012 - widziałem ją jeden raz! - i coś o konspiracyjnej poezji polskiej. Nie można tego raczej określić mianem tsunami autopromocji! Mam nadzieję, że ta kampania będzie początkiem bardziej zdecydowanego podejścia. Odbieram tę kampanię bardzo dobrze. Choć moja reakcja może być bardziej pozytywna niż innych, podejrzewam, że większość Brytyjczyków będzie zaintrygowana, aby dowiedzieć się więcej o pochodzeniu swoich polskich znajomych. W każdym razie Polska nie powinna obawiać się tego, aby dzielić się swoją kulturą i promować ją - na przekór coraz bardziej krzykliwej bandzie „Little Englanders“ (potoczne określenie angielskich nacjonalistów). Jedyne, do czego nie jestem przekonany, to tytuł kampanii ... ( „Polska. Spring into".)
AK: Czy ma Pan plany na napisanie drugiej części "Polska Dotty"?
JL: Tak, mam ! Jak wspomniałem wcześniej, uważam, że historia o tym, jak do tej pory radzili sobie Polacy w Wielkiej Brytanii w czasie ostatnich 10 lat, od czasu, gdy bariery ich wjazdu do UK zostały usunięte, jest fascynująca. Jest to w zasadzie historia sukcesu: Polacy są postrzegani jako pracowici , uczciwi, uprzejmi i szybko integrujący się. Nawiązując do Pani pierwszego pytania o moim kontakcie z Polską, refleksja na temat życia Polaków w Wielkiej Brytanii byłaby dla mnie dużo bardziej logiczna, dlatego że doświadczam tego bezpośredniego kontaktu codziennie. Prawda jest taka, że dla wielu Brytyjczyków to praktycznie niemożliwe, aby nie słyszeć dziś polskich głosów i mieć codzienne kontakty z Polakami - w restauracjach, sklepach, bankach, gabinetach lekarskich - można to wyliczać bez końca! (choć podejrzewam, że moje anteny są bardziej dostrojone do tego, aby wyłapywać polskie głosy, niż ma to miejsce u większości Brytyjczyków). Jestem bardzo entuzjastycznie nastawiony do tego projektu: jedynym problemem jest zabranie się do niego.. Efekt wkrótce!
Polska Dotty:
blog
twitter
facebook