Współczuję Panu, Panie Profesorze, Panie Janie Hartman, bardzo, ale wiary w lepsze jutro nie podzielam. Tutaj w Polsce, niech Pan nie wierzy w triumf człowieka szlachetnego, szczerze mówiąc, nie wiem, czy to gdziekolwiek będzie jeszcze możliwe, ale już na pewno nie tu, gdzie świat ożywiony, wszystko co żyje, a nie jest człowiekiem, zawsze było wrogiem śmiertelnym, którego trzeba rżnąć, zabijać, obdzierać ze skóry. Najlepiej na żywca, żeby cierpiało, żeby karmiło najgłębsze perwersje, żeby miało dużą stopę zwrotu, żeby panowanie człowieka nad Stworzeniem było bezapelacyjne.
REKLAMA
Człowiek etyczny wie doskonale, że dwa rodzaje win są niezmywalne. Te wobec dzieci i te wobec zwierząt. Ja tę drugą winę rozciągam w ogóle na winę wobec Przyrody. W Polsce – tu się z Panem zgadzam – pierwsza sprawa istnieje w jakiejś pokracznej formie dobra dziecka, które często nie jest żadnym tam dobrem, druga nie istnieje w ogóle. Zgadzam się z Panem, że to się jakoś wiąże z pracą Kościoła, który jedyne co naprawdę kultywuje, to Panowanie Bezwzględne nad ciałem, duszą i Przyrodą właśnie. Panowanie ostateczne i perwersyjne, panowanie, które nota bene jest ścianą za którą Kościół dość skutecznie chowa potencjalnego Boga, który być może istnieje, ale raczej na pewno nie istnieje w ogóle. A wtedy mamy już tylko Panowanie.
Nie był Pan w moich oczach i nie jest elitą wyalienowaną, ale chcę zapytać, czy widział Pan wcześniej podszewkę świata? Bo przecież, kiedy ktoś zabija naszego psinę, można ją zobaczyć. Jest to trumf czystego zła, czystego chaosu, które dość często łączą siły. Dlatego twierdzę, że wiara, którą Pan pokłada w zniknięcie chama, jest wiarą bezpodstawną. W Polsce – jak wiemy – panowanie nad Przyrodą znajduje wsparcie – przepraszam za słowo – w Literze Prawa. Prawo zabezpiecza nie tylko eksploatację, chów przemysłowy, wyrzynanie drzew i „chaszczy”, żeby tam ustawić place z kostki i biurowce. Prawo zabezpiecza perwersję obdzierania ze skóry, prawo zabezpiecza perwersję podrzynania gardeł, prawo zabezpiecza perwersję strzelania do Pimpków i Reksiów w obronie bezpieczeństwa. Przyroda zawsze była wroga człowiekowi, a Bezpieczeństwo i Porządek są dlań wartościami nadrzędnymi – wbrew temu co mówi Ewangelia życia, daleko ważniejszymi niż życie, Bóg i inne takie.
Wiem co mówię, mam taki fach, że podszewkę świata widzi się codziennie, a jeszcze więcej się widzi ludzi, którzy tę podszewkę odkrywają. Ich zdzwione oczy, ich strach i zdumienie. Zdumienie silniejsze nawet, niż zdziwienia Talesa z Miletu. Różowo to nie wygląda, Panie Profesorze. Nie wiem, skąd Pan bierze tę nadzieję na zniknięcie chama, barbarzyńcy, czy jak go tam zwał. Kiedy szaleje wojna, to jest właśnie ich czas. Tutaj na dole, wszystko opiera się na przemocy. Jest to przykryte literą prawa, dobrem wspólnym, demokracją, społeczeństwem obywatelskim, ale są ludzie, którzy widzą, że król jest nagi. A nawet jeśli ktoś do tej pory nie widział, to zobaczy, kiedy ktoś zabije mu psinę.
Przyroda w Polsce to temat odrębny. Przez dwadzieścia pięć lat złotej polskiej wolności, za unijne pieniądze, nasi samorządowcy, zniszczyli piękną przyrodę polskich miast. W Warszawie, Krakowie, Wrocławiu i setkach takich mieścin, w których mieszka piszący te słowa, wyrżnięto bez litości miliony drzew i krzaków przy całkowitej, przepraszam za eufemizm, inercji prokuratur, organów ochrony środowiska, policji. Wypędzono z miast kosy, szczygły, wróble, zięby, dzięcioły, sowy i wiewiórki. Pozwolono na to wszystko również tak zwanym wspólnotom mieszkaniowym, spółdzielniom, osobom fizycznym, a przede wszystkim przedsiębiorcom.
W naszej pięknej Polsce kwitnie obdzieranie ze skór zwierząt, w których to skórach przechadzają się chińskie damy z awansu, a będzie też kwitło podrzynanie gardeł na potrzeby religijnej perwersji. O tym, że myśliwy ma nie tylko prawo i obowiązek zastrzelić pieska mieszczącego się pod pachą, który na chwilę oddalił się od właścicielki, wie już nawet dziecko. Bezpieczeństwo ponad wszystko. Dopóki któryś z tych lękliwych panów nie zastrzeli w łowieckim uniesieniu właścicielki, nic się w tej sprawie nie zmieni, a i to nie jest pewne. Przyroda jest bowiem naszym wrogiem, którego trzeba zwalczać wszelkimi dostępnymi metodami. Pana Brajaś, moja Pajda i czyjś Pimpek nie mają w tej walce żadnego znaczenia.
Triumf chama jest dziś bezapelacyjny, a z jednego chama zawsze narodzi się więcej chamów. I chamek też, szczerze mówiąc. Niech Pan nie będzie optymistą. Niech Pan sobie zada jeszcze pytanie, gdzie w tym wszystkim miejsce dla Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Czy ona chamów zwalcza, czy gloryfikuje? Czy odbiera im narzędzia, czy im je daje? Czy wzniosłe konwencje i ustawy zastępują współczucie?
Niech Pan pomyśli, czy wszystko da się zrzucić na Kościół, bo przecież – pośród wiary w jednego Boga w trzech osobach, są jeszcze inne wiary. Wiara w Wolny Rynek, Konkurencję i PKB. Wiara w Kompetencje i Umiejętności. Wiara w Dobrostan Ludzi i Zwierząt, wiara w Bezpieczeństwo, Porządek i Czystość. No i wiara, że dobro ludzi jest zawsze nietożsame z dobrem Przyrody.
Wiara ma to do siebie, że bez względu na to, w co się wierzy, to nas wcześniej czy później zabije. Klatka kapitału, w jakiej wszyscy żyjemy, robi się coraz ciaśniejsza i kurczy się wraz kurczeniem się naszej zadeptanej, zniszczonej i coraz smutniejszej planety.
Proszę wybaczyć te niezgrabne słowa. Szukam dla Pana Profesora pocieszenia i pomyślałem sobie, że lepiej nie dawać nadziei. Dla mnie brak nadziei był zawsze był największym pocieszeniem. Chcę tylko, żeby Pan wiedział, że w tej wąskiej szczelinie czasu, w jakiej się czasami spotykamy, nie jest Pan sam. Ale też przez chwilę tylko. Co będzie później, można to przewiedzieć, ale na pewno tego nie wiemy. Może Pan jeszcze spotka swojego Brajasia, czego Panu z całego serca życzę.
PS Generalnie to Przyroda nigdzie dzisiaj nic nie znaczy. W jednych krajach jest trochę lepiej, w drugich gorzej. Ale tym razem piszemy o Polsce.
