O autorze
Żyję kilkaset kilometrów od Warszawy, w której nie byłam ani razu, jeśli nie liczyć przesiadek na Dworcu Wschodnim. Opowiem o życiu na prowincji, gdzie ludzi angażują zupełnie inne sprawy, niż te płynące w głównym nurcie. Czasem te same, ale w zupełnie inny sposób. Przekonajcie się, gdzie toczy się prawdziwe życie.

Byłam ofiarą pedofila

W chwili gdy pierwszy szok wywołany dokumentem braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu” zaczyna mijać, czas włączyć racjonalne myślenie i poszukać odpowiedzi na pytanie: kim jest i jak działa pedofil?


Sprowokowały mnie do tego wcale nie tak rzadkie komentarze pod newsami o pedofilii wśród księży (i nie tylko). „Po co tam w ogóle poszedł?”, albo „Czemu tam wróciła?” – pytają internauci o zachowania ofiar. Mam nadzieję, że pytają nie ze złej woli, a tylko z niewiedzy. Do odpowiedzi posłuży mi doświadczenie własne, jako ofiary pedofila, oraz ludzi, których spotkałam w toku swojego procesu terapeutycznego. Który to proces – dodam, prawdopodobnie nigdy się tak naprawdę nie skończy, a w każdym razie nie zlikwiduje całkowicie objawów i nie cofnie czasu. Skoro takie doświadczenie mam, niech przynajmniej posłuży ono innym do zastanowienia się nad tym, co publicznie piszą, a szczególnie do przemyślenia tego, czy należycie chronią własne dzieci. Robię to, bo chcę pokazać to od środka. Taką wiedzę zdobywa się, niestety, tylko będąc w relacji z pedofilem.


Nie każda osoba molestująca dzieci nim jest. To dobrze, że z powodu premiery filmu zaczyna się mówić o tym, że istnieją zachowania pedofilne, tzw. pedofilia zastępcza, kiedy sprawca nie mając dostępu do partnera seksualnego w swoim wieku, dopuszcza się seksualnych nadużyć wobec dziecka lub dzieci. W tym miejscu chodzi jednak o pedofili w tym właściwym sensie.


Pedofil „nie wygląda” na pedofila.
Wbrew temu, co pokazuje reklama społeczna sprzed kilku lat, osoba z tym zaburzeniem to nie zawsze abnegat w porwanym siatkowym podkoszulku. Często jest wysokofunkcjonująca, dba o higienę, ma dobry gust do ubrań, sprawia sympatyczne wrażenie. Może nawet ponadprzeciętnie podobać się ludziom, zauroczonym jej elokwencją, miłym podejściem, licznymi talentami i urokiem osobistym. Te wszystkie cechy pedofil skrupulatnie wykorzystuje, aby ułatwić sobie dostęp do potencjalnej ofiary. Często robi to skutecznie, a w przypadku, gdy dojdzie do wyjścia nadużycia na jaw, powyższe „zalety” powodują, że otoczenie ofiary nie posiada się ze zdziwienia: jak to? To niemożliwe! Warto wiedzieć, że ludzki umysł jest zawodny. Atrakcyjnym fizycznie i zadbanym osobom przypisujemy automatycznie pozytywne cechy charakteru, dowiodły tego również badania wyroków, zapadających przed sądami. Skoro dają się zwieść sędziowie, dają się zwieść wszyscy i wszyscy powinni zrewidować poziom swojej świadomości w tym względzie. Inaczej pedofil-dżentelmen będzie się różnił od niechluja w podkoszulku także tym, że zostanie złapany po dekadach, a równie dobrze nigdy.


Pedofil nie knuje, jak złoczyńca w starym kryminale.
Nie snuje planów, zacierając ręce i mówiąc sam do siebie: „z Kubusia/Andżelki będzie doskonała ofiara. Idę po niego/po nią!” Pedofil zachowuje się raczej jak osoba w stanie silnego zakochania. Przypisuje ofierze nieodparty urok, któremu nie potrafi nie ulec, a przynajmniej tak to tłumaczy sam sobie, organom ścigania i lekarzom, jeśli zostanie zdemaskowany i zmuszony do konfrontacji. Na wstępnym etapie rozmyśla o dziecku, wspomina chwile, gdy spotkał je „na żywo”, zastanawia się, jak wypadł: spodobał się, czy jednak nie? Ma szanse, czy plótł od rzeczy i powinien się następnym razem bardziej postarać? To jest właściwy moment, żeby podkreślić istotną rzecz:

Pedofil to osoba niedojrzała, emocjonalnie pozostająca na poziomie dziecka lub nastolatka.
W potencjalnej ofierze nie widzi dziecka, tylko rówieśnika, równego sobie umysłowo i uczuciowo. Nie czuje różnicy wieku i nie rozumie (albo bardzo unika zrozumienia, spychając je poza świadomość i rozmywając), że ma nad dzieckiem przewagę wiedzy, doświadczenia życiowego, ma inne prawa, obowiązki i spoczywa na niej odpowiedzialność za tę relację, bo jest dorosły! Pedofil dąży do przejścia z ofiarą na „ty” i z całych sił podkreśla, że nie ma między nimi różnic, że nie sprawuje żadnej władzy, jest kumplem i chętnie zostanie powiernikiem, bo ma podobne doświadczenia. Stąd już tylko krok do stwierdzenia, że jesteśmy „my” kontra „inni” – nieprzychylne „nam” otoczenie (np. rodzice, opiekunowie), którym nic nie wolno mówić, bo zabronią nam „być razem” i dalej się przyjaźnić.

Pedofil, mimo pozorów, nie jest mistrzem relacji z innymi ludźmi.
Nie z innymi dorosłymi. Wewnętrznym przekonaniem, że jest niedoceniany i niezrozumiany przez wszystkich dookoła może chętnie dzielić się z dzieckiem. Jest na to trafne określenie „brać kogoś na litość”. Pedofil nie musi być w obecności dziecka ponurym katem i bezwzględnym sadystą, w co wielu chciałoby wierzyć. Może przybrać postać dziwnego dorosłego, który płacze, że nikt go nie lubi i oświadcza dziecku, że tylko ono może mu pomóc, uratować go swoją miłością i uwagą, jaką mu poświęca. Na tym, i wcześniejszym etapie nie musi dochodzić do nadużyć fizycznych. To czas budowania sieci, w którą ofiara wpada nieświadomie, tym bardziej, że ten stan może trwać i narastać stopniowo, latami. Nie zawsze też okres „zalotów” kończy się napaścią seksualną. Sprawcy może wystarczać „tylko” emocjonalne pasożytowanie na ofierze. Jego skutki dla psychiki dziecka mogą być równie druzgocące, jak skutki bezpośredniego gwałtu.

Tu dodam, że dla mnie najbardziej wstrząsającym momentem w filmie Sekielskich było kilka kadrów nagrania z rekolekcji bodajże w Malborku, którymi twórcy filmu udowadniali, że ksiądz mimo zakazu pracuje z dziećmi. Na nagraniu widzimy, jak duchowny skarży się grupce kilkulatków przed ołtarzem, że księża są w dzisiejszych czasach szykanowani, mówi się, że są chorzy, najlepiej byłoby ich zastrzelić. Można obserwować na żywo, jak ksiądz wzbudza w podopiecznych poczucie winy i żeruje na naturalnej dziecięcej skłonności do współczucia i chęci pomocy skrzywdzonym. Oczywiście, ksiądz nie dodaje, że kler ma w rzeczywistości władzę, pieniądze, rząd dusz itd. Robi to świadomie i cynicznie, bądź z przyczyn, które podałam w poprzednim punkcie. Kto nie ma odwagi obejrzeć dokumentu, może pamiętać fabułę „Cześć Tereska” w reż. R. Glińskiego i sceny odwiedzin Tereski u niepełnosprawnego stróża.

„Zaloty” pedofila polegają też na korzyściach.
Jakkolwiek to zabrzmi, dziecko widzi w tej relacji wyraźne zalety, które nie pomagają w jej przerwaniu. Może sprawca jest jedynym dorosłym, który je chwali? Faworyzując ofiarę, komplementując ją przy innych, podkreślając jej cechy i uzdolnienia sprawia, że dziecko czuje się docenione, zauważone, wręcz wybrane i wyjątkowe – szczególnie, gdy mówiący uchodzi w środowisku za autorytet. Metoda „na litość” też dostarcza profitów. Jeśli dziecko słyszy o sobie, że „tylko ono rozumie”, „nikt inny nie chce pomóc”, może poczuć się wybawcą i mieć wrażenie, że spoczywa na nim obowiązek zajęcia się nieszczęśliwym dorosłym. Stara się więc tej sytuacji sprostać, okazać się tym dobrym i nieodrzucającym. Wciąż bez świadomości, jak brutalna jest to manipulacja.

Pedofil może przejawiać zazdrość.
Ponieważ sieć zależności, jaką powoli buduje wokół dziecka może być w każdej chwili zerwana, stara się kontrolować wszystkie inne relacje ofiary. W ramach wspólnych „zwierzeń” dopytuje o stosunki z rodzicami, kolegami, sąsiadami. Chce wiedzieć jak najwięcej, inicjuje znajomości z ludźmi z otoczenia ofiary, żeby zyskać też ich zaufanie. W toku tego osaczania dziecko lub nastolatek może się przekonać, że dosłownie wszyscy poznali tę osobę i uważają, że jest fajna, super, a ich przyjaźń jest czymś wprost do pozazdroszczenia. Pedofil może zaś łatwo skontrolować, czy i co ofiara mówiła o nim osobom postronnym. Sam mówi ofierze tylko tyle, ile chce, najczęściej to, co pozwala utrzymać ją nadal w zależności.

Pedofil korzysta z naturalnej skłonności do wiary w autorytety.
Dziecko, zwłaszcza kilkuletnie to nie cyniczny dorosły, która ufa tylko samemu sobie i to z szeregiem zastrzeżeń. Mały człowiek wierzy, że jego opiekunowie wiedzą, co jest dobre i dla niego, i w ogóle. Jeśli jest posyłane do dziwnego dorosłego, może nieświadomie zakładać, że rodzice wiedzą, co się tam z nim będzie działo i uważają to za właściwe. Ofiara prędzej uzna, że to z nią i jej reakcjami jest coś nie tak, niż że mama i tata są zaślepieni i wydają ją na żer potwora.

Po etapie „zalotów” i okrzepnięciu relacji może dojść do fizycznego nadużycia.
Jednolity modus operandi nie istnieje. Może to być niespodziewany, agresywny atak, po którym pedofil znowu wycofa się do roli „biednego i skrzywdzonego”, dodatkowo wdzięcznego za okazanie czułości i zrozumienia, albo ujawni twarz agresora, zrzucając winę na ofiarę. Czasem nie wprost, zarzucając jej, że „to jej wina, że tak na niego działa”, że „sama tego chciała i od dawna dawała mu znaki zachęty” itp. Proces nadużycia seksualnego może równie dobrze być długotrwały, zacząć się od ukradkowych dotknięć i pieszczot na zasadzie zacieśniania zażyłości ze starszym przyjacielem.
Oczywiście cały czas nie chodzi tylko o mężczyzn. Spotkałam człowieka, który jako dziecko co wieczór przed spaniem był odwiedzany w pokoju przez własną matkę. Zaczęło się od jej zwierzeń, narzekania na trudne życie, na męża, jego ojca. Po dłuższym czasie do zwierzeń dodała wsuwanie ręki pod kołdrę, jak mówiła – żeby synkowi lepiej się potem spało. Nie trzeba dodawać, jak bardzo w tej tragedii zabrakło czujności ojca mojego znajomego.

Dlaczego ofiary „wracały” do pedofilów?
Szły na jeszcze jedno spotkanie w cztery oczy, zebranie ministrantów itp.? W czasach dzieciństwa bohaterów dokumentu Sekielskiego (i mojego) jednym z najważniejszych przykazań w wychowaniu było stawanie się konsekwentnym i odpowiedzialnym. Dzieciak, który po pół roku zrezygnowałby z kółka zainteresowań, które sam wybrał i w dodatku nie chciał wytłumaczyć, dlaczego nie chce tam więcej pójść, w najlepszym razie usłyszałby od rodziców: „chciałeś, to teraz masz iść”, w najgorszym – dostałby w skórę za sprawianie kłopotu dorosłym, kapryszenie i nadużywanie cierpliwości (księdza, nauczyciela, pana instruktora, drużynowego – wstaw dowolny zawód lub funkcję).

Podsumowując – mam nadzieję, że przynajmniej część rodziców rozważy, w jakim środowisku żyją ich dzieci. I zastanowi się dwa razy, jeśli w gronie rodziny i przyjaciół ma kogoś dorosłego, z kim nie bardzo da się porozmawiać poważnie o życiu, kto przychodząc wita się zdawkowo, ale w pośpiechu idzie do dziecięcego pokoju, bo ma z dzieckiem coś ważnego do omówienia, przyniósł drogie lub niedostosowane do wieku prezenty (w moim przypadku - kilkuletniej dziewczynki - były to drogie damskie rajstopy), a czasem żartem dopytuje, czy dziecko ma już w przedszkolu lub w klasie narzeczoną lub narzeczonego. Przyjaźń każdego dorosłego z naszym dzieckiem po prostu musi być jawna, jeśli nie chcemy, żeby najważniejszą osobą w jego życiu stał się pedofil. Tym bardziej, że całe to życie może bezpowrotnie zrujnować.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...

POZNAJ DADHERO.PL

0 0Związek z młodszą kobietą tylko wydaje się fajny. Po dobrym początku zaczyna się dramat
0 0"Lepiej śpiewa niż większość tych gwiazdeczek". Internauci zachwyceni... rozśpiewanym Lewandowskim
0 0Wiemy, jak wygląda żona córki Pauliny Młynarskiej! Na Instagramie pojawiły się jej zdjęcia

POZNAJ DADHERO.PL

0 0Trójkąt małżeński. Czyli zanim weźmiesz ślub, sprawdź, jak kobieta reaguje na twojego przyjaciela
0 0"Co z ciebie za facet?" Historie mężczyzn, którzy nie zasłużyli na tytuł bohatera domu
WARTO WIEDZIEĆ 0 0"Tykająca bomba". Kurdowie pilnowali obozów dla bojowników ISIS i ich rodzin. Oto co się tam dzieje
WYWIAD 0 0"Jeszcze trochę i nazwą nas kułakami". Ten przedsiębiorca jako jedyny pokonał PiS na wschodzie
0 0Enrique Iglesias pokazał, jak bawi się z dziećmi. Fani pokochali uroczy film
0 0Jak w 30 sekund zranić tysiące dzieci? Odpowiedź to spot finansowany przez resort sprawiedliwości
POLECAMY 0 0"Nasz prezydent, Wasz premier". Tak opozycja może pokonać Dudę w wyborach prezydenckich
O TYM SIĘ MÓWI 0 0Możecie ich nie znać, ale zaraz o nich usłyszycie. 10 gwiazd nowego Sejmu, które mogą namieszać