
W kieszeni miał kilkaset funtów, a w dłoni trzymał bilet. Do tej pory zaglądał tylko przez dziurkę od klucza, teraz wreszcie przejdzie przez drzwi i wkroczy do prawdziwego życia. Londyn, niczym Sodoma i Gomora albo Babilon, kusił swym grzesznym obliczem. Zakazany owoc nieskrępowanego katolickimi nakazami życia był tak daleko, że nigdy naprawdę nie wierzył, że tego doświadczy. Teraz wreszcie mógł zapomnieć o naukach Kościoła i spróbować smaku prawdziwego życia. Soho, Oxford Street, Brick Line, West End... Rozpusta i konsumpcjonizm. Kobiety i alkohol. Wyobrażał sobie kluby ze striptizem i domy publiczne West Endu. Miał przeczucie, że swoje nienarodzone życie seksualne za chwilę przyjdzie na świat. Był bardzo podekscytowany. Wszystko w zasięgu ręki. Tylko od niego zależało, dokąd pójdzie się zabawić.
- Jesteśmy sami, nikt nie będzie nam przeszkadzał.
Zapytał gdzie są jej rodzice, a ona odpowiedziała, że wyjechali na wycieczkę parafialną do Rzymu i wrócą dopiero w przyszłym tygodniu. Był bardzo podniecony, czuł, że jest gotowy do kolejnego kroku w dorosłe życie. Zaprowadziła go do pokoju i poczęstowała herbatą słabą i gorzką, więc osłodził sobie ją czterema łyżeczkami cukru. Nie był w stanie tego wypić. Myślał o jej piersiach ukrytych pod niebieskim, wełnianym swetrem. Luźne okrycie nieco zniekształcało jej sylwetkę. Gdzieś głęboko ukryte pod warstwami wełny, bawełny i stanikiem, wsparte na fiszbinach, kłębiły się młode piersi. Nie mógł się doczekać momentu, kiedy je zobaczy. Jego myśli pochłaniały jej sutki. Wyobrażał sobie, że są jak cudowne klejnoty zdobiące piersi niczym najwspanialsza biżuteria. Chciał delikatnie okrążyć je językiem i ssać łapczywie, na przemian to prawego, to lewego. Był pewny, że sterczą, tylko faktura wełnianego swetra sprawiała, że było to niewidoczne. Niemal słyszał jak twardniejąc uderzają z hukiem o twardy pancerz stanika. Bum, bum. Sutki gotowe do ssania. Wiedział, że zaraz je zobaczy, ale nadal siedzieli tak we dwoje w salonie i tylko patrzyli sobie w oczy. Zastanawiał się, co powinienem zrobić. Po chwili krępującego milczenia chwyciła go nagle za rękę, usiadła bliżej i spoglądając głęboko w oczy powiedziała:
- Czuję się dorosłą kobietą. Moje serce jest pełne miłości. Wiem, że mogę tobie zaufać. Spotykamy się już przecież tak długo. Chciałabym, byś ty pierwszy...
Dziewczyna oblizywała wargi i bawiła się kosmykiem włosów. Miał wrażenie, że jej twarz zrobiła się cała czerwona z podniecenia. Pomyślał, że najlepiej będzie, jeśli włożę rękę pod jej bluzkę.
- Tobie pierwszemu to powiem. Postanowiłam pójść do klasztoru.
Zareagował na te słowa jakby jej dotyk parzył, rozlewając przy okazji przesłodzoną zawartość szklanki na dywan.
- Zrobię nową - powiedziała, osuszając mokra plamę na dywanie.
- Nie kłopocz się. I tak muszę już wracać do domu. - Nie potrafił ukryć rozczarowania. Ona za to doskonale udawała, że tego nie zauważa. Wyszedł od niej jako prawiczek. Mokra plama rozlanej herbaty pokrywała szczyt jego namiotu.
- Hello, wielki chłopczyku, w czym mogę ci pomóc?
- Ile to kosztuje?
- Jak dla ciebie, to siedemdziesiąt funtów.
- Taniej nie da rady?
- Laska czterdzieści.
- Nie mam tyle.
- Mogę zrobić ci ręką za trzydzieści.
- Mam dwadzieścia.
- Spadaj, tłusta cioto, nie mam czasu. Wróć, gdy będziesz miał pieniądze.
Obdarzyła moich konkurentów najbardziej zalotnym uśmiechem jaki miała w swoim repertuarze i niemal wyśpiewała zalotnym głosem:
- Nie, chłopcy. Dla was moje drzwi i nogi zawsze stoją otworem. Ten frajer już wychodzi.
Korytarz był ciasny i ci dwaj goście omal go nie stratowali, przeciskając się do otwartych na oścież drzwi burdelu.
Tekst jest fragmentem opowiadania Piotra Surmaczyńskiego "Diabelnie piękna kobieta" inspirowanego życiem i filozofią Tomasza Terlikowskiego.
Autor jest absolwentem Akademii Teatralnej w Warszawie oraz filozofii polityki na Uniwersytecie w Oxford, doktorantem na wydziale Nauk Politycznych Akademii Humanistycznej w Pułtusku. Od lat mieszka w Wielkiej Brytanii.
