O autorze
Mamut po 50., ekonomista z wykształcenia, informatyk z zawodu i zamiłowania, bloger i publicysta internetowy z potrzeby serca. Czytam i piszę ze zrozumieniem, przynajmniej to co rozumiem. Po kilkudziesięciu latach pracy mam trochę luzu, więc to co mnie boli staram się przelać na "papier".

Nasz patriotyzm

Polski „patryota” koniecznie walczyć musi w obronie wartości przed zgubnym wpływem cywilizacyjnym złej Europy, marszem na Polskę alterglobalistów, feministek, gejów i ekologów – a szczególnie w obronie polskiego katolicyzmu, który z kolei utożsamiany jest z polską racją stanu.


Zrozumienie pojęcia patriotyzm w polskim wydaniu nie jest łatwe i nigdy nie będzie przedmiotem spokojnej, rzeczowej ogólnospołecznej dyskusji. To pojęcie w Polsce, jak rzadko w którym kraju, zostało poddane manipulacji ideologicznej, gdzie każdy, kto wypowiada to stwierdzenie podkłada pod to inny sens. Z reguły jest wykorzystywane do kompulsywno – obsesyjnego przypominania wartości, jakim hołduje ten, który je wypowiada i stosuje je jako narzędzie nie rozpatrywania pamięci o Polsce i jej historii, lecz walki ideologicznej. Dopóki Polacy nie pojmą wartości dobra wspólnego – nie rozumianego jako odgórnie narzucona jedność, podlegająca doktrynie politycznej, religijnej czy quasi narodowej – tak długo nie będzie można dyskutować o patriotyzmie.


Mówienie w Polsce o patriotyzmie może się odbywać tylko w pewnych kręgach, zamkniętych grupach ludzi o zbliżonych poglądach. To słowo i pojęcie jest traktowane tak wybiórczo i instrumentalnie – że zatraciło prawdziwe swoje etymologiczne znaczenia – „Patria” – czyli Ojczyzna. Polacy zatracili umiejętność patrzenia na Ojczyznę bez doktrynerstwa. Wynika to z tego, że Polacy nie są taką jednością i Narodem, za jaki by chcieli uchodzić. „Genetyczni patrioci”, którzy chętnie szermują hasłami patriotyzmu, polskości i polskiego interesu narodowego – to tak naprawdę są to półinteligenci i ćwierćinteligenci, często do tego ubabrani w komunizm, jak ideolodzy Radia Maryja, Jerzy Robert Nowak czy Ryszard Bender.​


Doktrynalność pojmowania patriotyzmu przez sztywne przyporządkowanie go Ojczyźnie prowadzi szybko do nacjonalizmu, lub wręcz do szowinizmu. Nie tradycyjnego, encyklopedycznego nacjonalizmu, odwołującego się do prymatu własnego narodu, jego praw ponad inne narody, lecz takiego, który każe przedkładać państwo jako strukturę ponad prawa jednostki, grup lokalnych, społeczeństw lokalnych (małych ojczyzn). Patriotyzm został w Polsce zaprzęgnięty do realizacji określonych doktryn i projektów politycznych. Dla jednych to słowo oznacza resentymenty i ksenofobie, dla innych jest to mitomańskie traktowanie symboli narodowych i wykorzystywanie ich dla celów politycznych i grupowych – bo jak nie uznać tego za fakt, kiedy polskie flagi powiewają nad pochodami Radia Maryja, NOP-u czy działaczy ONR? Patriotyzm jest dobrym hasłem integrującym zamknięte wspólnoty, do których nie trafiają żadne argumenty poza logiką lokalnych „mesjaszy” – jak Tadeusz Rydzyk, czy Jarosław Kaczyński. Polski patriota musi mieć wroga – nie ma komunizmu – ale dalej z nim walczył, zastępując go teraz postkomunizmem, pod który można sobie podłożyć dowolnie każdego, kto akurat pasuje. Poza wrogami zewnętrznymi – Unią, tradycyjnie Niemcami i Rosją – najważniejszy jest jednak wróg wewnętrzny – bo on nasz jest, nasz swojski, niczym Kargul dla Pawlaka ze słynnej komedii.


Zdefiniowania na nowo patriotyzmu nie jest łatwe. Często można spotkać opinie, że prawdziwie patriotyczni są tylko ludzie prawicy, ponieważ to oni tylko pielęgnują pamięć narodową, są przedłużeniem polskiego etosu niepodległościowego, wartości moralnych i dlatego to ich formuła patriotyzmu jest najważniejsza i jedynie słuszna. To oni według siebie, są odpowiedzialni za Naród – a lewica, skażona współpracą z komunistami – takich praw już nie ma. Podobnie jest z liberałami, którzy dla narodowców dziś zastąpili mitycznych masonów. Łączy się to oczywiście nierozerwalnie, dla prawicy, z Kościołem Katolickim. To takie podejście, gdzie patriotyzm polega na więzach krwi narodu i religii. Stąd już właśnie blisko do nacjonalizmu.

Najbardziej skrajną formą epatowania słowem „patriotyzm”, rozpowszechnioną w Polsce, szczególnie w czasie dyskusji o ratyfikowaniu Traktatu Lizbońskiego, jest pogląd, że prawdziwy patriota walczy z Unią Europejską i jej zgubnymi dla Narodu miazmatami, w imię walki o polską tożsamość narodową i, rzecz jasna, wartości katolickie. Na tym samym oddechu mówi się i pisze o konieczności zwarcia szeregów przeciwko zalewowi żydostwa i gejów, które mają rozbić zdrową tkankę katolickiego narodu polskiego. To jest ten etap i ta formuła pojmowania idei patriotyzmu, z którą się dyskutować nie da, ale która potencjalnie jest w dalszym ciągu groźna. Liga Polskich Rodzin nie umarła do końca, jej mutacją był Libertas, dziś ten pierwiastek jest w Prawie i Sprawiedliwości, Solidarnej Polsce, nawet w Platformie Obywatelskiej.

Inny stereotyp polskiego patrioty to ten, który walczy z komunizmem i postkomunizmem. Jest już wprawdzie 22 lata po obradach Okrągłego Stołu, prawdziwi komuniści leżą na cmentarzach albo spotykają się przed gabinetami lekarzy, ale to nie oni są wrogami, lecz ci, którzy zostali zaliczeni do układu, do systemu, który oplótł Polskę szarą siecią. Teraz do postkomunistów nie zalicza się już działaczy SLD – ale tym mianem objęci są wszyscy, którzy nie są zwolennikami Prawa i Sprawiedliwości i jej przywódcy – czyli cała polska opozycja demokratyczna, z wyjątkiem małżeństwa Gwiazdów, Macierewicza, Wyszkowskiego, Rymkiewicza i, oczywiście, Jarosława Kaczyńskiego. Szczególnie polski patriota powinien walczyć z Platformą Obywatelską i Donaldem Tuskiem, jako największymi postkomunistami.

Polski „patryota” koniecznie walczyć musi w obronie wartości przed zgubnym wpływem cywilizacyjnym złej Europy, marszem na Polskę alterglobalistów, feministek, gejów i ekologów – a szczególnie w obronie polskiego katolicyzmu, który z kolei utożsamiany jest z polską racją stanu. Tu mamy do czynienia z polskim nacjonalizmem, który ociera się ksenofobię i antysemityzm. Polska elita, która odeszła w wyniku II Wojny – niestety nie zostawiła po sobie tej prawdziwej spuścizny i pamięci o wielkiej Polsce, Polaków, Żydów, Ukraińców, Litwinów, Niemców, Łemków, Białorusinów… otwartej, barwnej, wielonarodowej. Dlatego właśnie przeniesienie wartości dojrzałych demokracji europejskich jest tak ważne dla Polski i jej rozwoju społecznego.

W Polsce zanikło pojęcie i wartość „małej ojczyzny”, wspólnoty i dlatego nie ma pojęcia dobra wspólnego narodu. Każdy, kto uległ przeniesieniu ze swojej „małej ojczyzny” i poddał się ideologii, która jest oderwana od jego doświadczeń wspólnoty – nie będzie rozumiał konieczności działania na rzecz całego społeczeństwa, czyli praktycznie realizowania patriotyzmu, rozumianego jako działanie na rzecz dobra ogółu. Patriotyzm zaczyna się w tym miejscu, w którym człowiek się urodził – jeżeli zostanie zaszczepiony. I następnie rozwija się tak, jak jest kształtowany – ale zaczyna się on od obszarów małej ojczyzny. I rzadko przenosi się na płaszczyznę całego państwa. Młode pokolenie ma dość – i wyraźnie to akcentuje – odwoływania się do polskiej martyrologii i wiecznych zwycięstw moralnych, w których Polska i Polacy przegrywali swój los i przyszłość ojczyzny i narodu. Nie dotyczy to tylko zamierzchłej przeszłości, wielkich powstań narodowych, czego apogeum było 200.000 Polaków, którzy zginęli w Powstaniu Warszawskim. lecz i czasów najnowszych. I tak, jak pisze się o Polsce lat 1918 – 1939 jako okresie odbudowy państwa – tak o ostatnich 22 latach, po Okrągłym Stole – już rzadko się wspomina. A jest z czego być dumnym – akcesja do Unii Europejskiej, NATO, nowa Konstytucja, stabilne państwo, brak zagrożeń zewnętrznych.

Wracając do patriotyzmu tego małego, lokalnego, osobistego, społecznego – jest on w Polsce na zatrważająco niskim poziomie. Polacy nie są skłonni właśnie w imię solidarności społecznej, tego patriotyzmu rozumianego jako poczucie wspólnoty, dzielić się z innymi obywatelami, Polakami. I nie chodzi o pieniądze, o rzeczy materialne – lecz o ducha wspólnoty. W Polsce na przykład w dalszym ciągu mamy instytucję wstydliwą dla społeczeństwa demokratycznego, obywatelskiego – są to domy dziecka. W Polsce w domach dziecka – a nie w rodzinach – przebywa około 25.000 dzieci! Jest to liczba ogromna, dzieci i młodzież pozbawiona opieki rodzicielskiej, w ogromnej większości pozbawiona już na starcie życiowym rodziny. Dlaczego polskie społeczeństwo nie dorosło do tego, aby ten problem rozwiązać. Powtórzę – społeczeństwo – nie władza, nie państwo.

Słowa wielkie, Ojczyzna, Naród, Patriotyzm – wymagają przedefiniowania na nowo – pod warunkiem, że ktoś, w imię własnych interesów nie będzie chciał ich zawłaszczyć. Dopóki Polacy nie zrozumieją wartości dobra wspólnego – nie rozumianego jako odgórnie narzucona jedność, podlegająca doktrynie politycznej, religijnej czy quasi narodowej – tak długo nie będzie można dyskutować o patriotyzmie. Patriotyzmie XXI wieku.



Azrael