Reklama.
*
Van Morrison to moja bardzo już dojrzała miłość. Z hasła w encyklopediach rocka stawał się powoli postacią rozpoznawalną nie tylko za sprawą kilku przebojów sprzed dekad czy – niezbyt udanego – udziału w berlińskim koncercie The Wall Watersa, ale kolejnych fantastycznych płyt i kolaboracji z najlepszymi.
Bo też i
on z najlepszych.
W całym dzisiejszym świecie amerykańsko-angielskiego grania do najwybitniejszych i zdecydowanie najbardziej płodnych należą Kanadyjczyk Neil Young za oceanem i północny Irlandczyk ze szlacheckim tytułem na Starym Kontynencie. VM nagrywa płyty kompulsywnie, jest, można by wręcz powiedzieć, nadpłodny: niemal co rok płodzi nowe dziecko, najczęściej o rozmiarach podwójnego albumu winylowego. Nawet jeśli wynika to z przeświadczenia o nieuchronności porażki z czasem i naturą, nie sposób artyście czynić z częstego odwiedzania studia nagraniowego zarzutu. Z jednej prostej przyczyny: tworzy płyty niezmiennie wysokiej próby, przez ponad pół wieku wiernie trwając w okołobluesowych klimatach. Czterdzieści trzy studyjne wydawnictwa to liczba imponująca, dorobek trudny do ogarnięcia dla kogoś, komu niedane było od początku śledzić karierę muzyka. Dodam jeszcze, że „wspólne” dla obu wyżej wymienionych jest też niestety to, że ich popularność między Odrą a Bugiem jest co najwyżej umiarkowana, VM był raz jeden u nas przed laty w stolicy, Young nigdy (miałem szczęście zobaczyć go w akcji w Dreźnie w 2018 roku) – i chyba tak już zostanie. Należało więc znów rozglądać się za Berlinem czy innym miastem w Niemczech.
Padło na Stuttgart, Open Jazz 2020. Bilety zakupiliśmy z żoną w listopadzie 2019 roku, na fb pochwaliłem się wtedy, pisząc, że jak Bóg lub los da, w lipcu następnego roku spełni się chyba

największe z niespełnionych dotąd marzeń.
Bilet przeleżał trochę, po drodze Cata Stevensa, który miał wystąpić tego samego dnia, zastąpili Alison Krauss i Robert Plant. Zmiany nie żałuję, ale szkoda, że Stevensa nie dane nam było zobaczyć.
W sobotę o 19.00 wyszedł natomiast na scenę Van Morrison, w nieodłącznym garniturze (marmurkowym, w niebieskim kolorze) i kapeluszu, z saksofonem oraz harmonijką, z pięcioma muzykami w podobnym wieku (VM urodził się w 1945 roku), dwoma młodszymi kolegami na dęciakach i apetyczną czekoladką dającą drugi głos. Już po paru chwilach wszyscy wiedzieliśmy, że to będzie świetny koncert. Zaczął się od kawałka otwierającego ostatnie wydawnictwo, Dangerous, potem były dwa numery z Latest Record Project. I po-szło! -
swingujący w każdej sekundzie pociąg
to rozpędzał się, to nieco zwalniał, ale ani na chwilę nie pozwalał przestać kołysać się słuchaczom. Były te szczególne momenty, gdy serce biło najmocniej, jak przy dźwiękach klasyka Baby Please Don’t Go (płynnie przechodzącego w Don’t Start Crying Now i Got My Mojo Working) czy Moondance. No i byliśmy świadkami demokracji stosowanej: w niemal każdym numerze każdy grał solo, zwykle krótkie, czasem zaledwie kilkusekundowe – i zaraz ustępował pola koledze. Ileż szlachetności w tych powściągliwie dozowanych dźwiękach! – sens długiej listy płac bezustannie potwierdzał się w naszych uszach. Lider po raz pierwszy zszedł ze sceny przy Help Me. Śledząc koncertowe setlisty, miałem cichą nadzieję, że bis będzie podwójny, ale tym razem Brown Eyed Girl zabrakło. Porywające, wyjątkowo
[b]wielominutowe wykonanie Glorii[/b]
uszczęśliwiło chyba jednak wszystkich zgromadzonych, zrobiło się mocniej – raz jeden blues ustąpił pola rokendrolowemu łojeniu z przełomu lat 60. i 70.
Półtorej godziny w innych okolicznościach pozostawiłoby lekki niedosyt, ale w festiwalowych dekoracjach, w oczekiwaniu na duet Plant – Krauss, było zdecydowanie satysfakcjonujące. Fani znają to uczucie zaraz po świetnym koncercie: radość i spełnienie pomieszane z nadzieją, że dane to będzie kiedyś przeżyć raz jeszcze. Tym większą, że patrząc na genialnego, pełnego sił witalnych artystę, trudno podejrzewać, by metrykalne dwie kosy – 31 sierpnia będzie obchodził 77. urodziny – stanowiły dla niego poważniejsze zagrożenie.
Setlista:https://www.setlist.fm/setlist/van-morrison/2022/schlossplatz-stuttgart-germany-53b2af91.html
(Van Morrison, Jazz Open, Stuttgart, 16 lipca 2022)