Ewelina Olender

Bohaterką naszej dzisiejszej rozmowy jest cudna dziewczyna. Ewelina, której doświadczenia i związane z nimi przemyślenia, wykraczają poza świat typowej dwudziestolatki. Właśnie minął jej pierwszy rok od przyjęcia lekarstwa, jakie dostała od swojego bliźniaka genetycznego –dawcy zdrowych komórek macierzystych.

REKLAMA
DKMS: Ewelino, w ostatnią sobotę minął dokładnie rok od czasu gdy dostałaś szansę na nowe życie, życie w zdrowiu. Opowiedz nam jakie były te pierwsze dni, tygodnie i miesiące, cały ten rok po przeszczepieniu ?
Ewelina: Na początku nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać, ale moment wyjścia ze szpitalnej izolatki i trasa między Katowicami, a moim domem oddalonym o 500 km, był niesamowity. Łzy radości i nieopisana ulga. Jeszcze 6 tygodni wcześniej pokonywałam tę trasę w odwrotnym kierunku, przepełniona nadzieją pomieszaną z ogromnym lękiem. Mój organizm świetnie zniósł leczenie po przeszczepieniu, zregenerował się po wszystkich przejściach i wrócił do pełni sił. Sama nie dowierzam, że tyle się wydarzyło. Trudno to wszystko pojąć ludzkimi zmysłami, jeszcze trudniej opisać słowami. Patrząc na ostatnie miesiące z perspektywy czasu, mogę stwierdzić, że to był zdecydowanie dobry rok. I wierzę, że przede mną kolejne, wypełnione po brzegi zdrowiem! :)
DKMS: Czy jest coś, co dziś szczególnie Cię zastanawia, zadziwia. Coś, o czym chciałabyś powiedzieć?
Ewelina: To absolutnie niezwykłe, że każdy zdrowy człowiek może nosić w sobie lekarstwo dla drugiego człowieka, który zachoruje na białaczkę (lub inną chorobę nowotworowa krwi). Jestem żywym dowodem na to, że rejestrując się w bazie potencjalnych dawców, można podarować drugiemu człowiekowi coś, czego nie da się zmierzyć w żaden sposób – zdrowie, a tym samym życie. Nie wszystkim udaje się przeżyć przeszczepienie, nie wszystkim udaje się wyzdrowieć, ale każdy dodatkowy dzień jest na wagę złota, dlatego jestem przekonana, że warto.
Nie ma na świecie bardziej bezinteresownego i niezwykłego gestu miłości w kierunku drugiego człowieka. Dziękuję wszystkim, którzy dołączyli do grona potencjalnych dawców i wszystkim, którzy zachęcają do tego innych!
DKMS: A jakie emocje towarzyszyły Ci w momencie, gdy czyjeś komórki macierzyste wpływały w Twój organizm, by stać się lekarstwem na białaczkę?
Ewelina:Samo podanie komórek macierzystych trwało u mnie 15 minut. Czułam wtedy radość i ogromną wdzięczność, bo po 16 miesiącach prawdziwej sinusoidy emocji związanej z leczeniem przygotowującym do przeszczepienie, komplikacjami, poszukiwaniami Dawcy i nieustanną niepewnością, nadeszła wreszcie chwila, która dawała mi szansę na odzyskanie zdrowia. I to dzięki zupełnie obcemu człowiekowi, który pewnego dnia podjął decyzję o zarejestrowaniu się w bazie potencjalnych dawców. Tego się nie da opisać żadnymi słowami…
logo
DKMS: Czy bałaś się samego przeszczepienia, obawiałaś się jaki będzie ten dzień, ta godzina Zero?
Ewelina: Nie bałam się tego konkretnego dnia, w którym miałam otrzymać komórki macierzyste. Zdecydowanie trudniejszy był okres przed samym przeszczepieniem i emocje związane z oczekiwaniem na moje pierwsze, nowe komórki krwi po przeszczepie.
DKMS: Miałaś jakieś refleksje o tym, jak wykorzystasz tę swoją drugą szansę na życie?
Ewelina: Myślę, że każda chwila daje nam nowy początek i nowe zakończenie. Co sekundę otrzymujemy „drugą szansę”. Po prostu trzeba chcieć ją wykorzystać.
Patrzę na to wszystko pod kątem szansy na odzyskanie zdrowia, a nie jak na drugą szansę na życie, bo czas choroby i leczenia nie był czasem wyjętym z życiorysu”, jak to niektórzy określają. Nie dałam chorobie mocy stania się mną. Oczywiście musiałam przerwać studia i większość czasu spędzałam w szpitalu. Niejednokrotnie towarzyszyły temu chwile, kiedy umiejętność samodzielnego podniesienia się z łóżka, czy pójścia do łazienki, wcale nie była oczywista, ale mimo wszystko życie nieustannie trwało, a ja rozmawiałam z ludźmi, czułam, myślałam, czytałam, oglądałam, śmiałam się, denerwowałam, płakałam, poznawałam nowe rzeczy… - żyłam zgodnie ze słowami: „Nie umieraj dopóki nie umrzesz”.
DKMS: Czy w tamtej chwili coś sobie obiecywałaś?
Ewelina: „Nigdy nie decyduj w złości i nie obiecuj w szczęściu” :)
DKMS: Bałaś się trochę tej nowej przyszłości?
Ewelina: Tak, miałam pewne obawy. Nie był to co prawda strach spędzający sen z powiek, ale taki naturalny lęk związany ze świadomością, że przede mną decydujący okres i czas, w którym mogą wystąpić różne powikłania poprzeszczepowe itp.
DKMS: Co dziś, po tym roku od przeszczepienia, myślisz o swej przyszłości?
Ewelina: Dziś zgadzam się z Johnem Lennonem, który kiedyś powiedział: "Życie to coś, co upływa, kiedy ty jesteś zajęty snuciem planów na przyszłość."
DKMS: Czy twoje życie zmieniło się teraz znacznie od tego przed chorobą?
Ewelina: Trudno mi to w tej chwili obiektywnie ocenić, bo dopiero wracam do tak zwanej „normalności” i jest to bardzo dziwne uczucie po ponad 2 latach leczenia.
DKMS: Czy myślisz, że w jakimś stopniu zmieniła się Twoja osobowość, po tych przeżyciach, przemyśleniach?
Ewelina: Nie czuję, żeby moja osobowość jakoś szczególnie zmieniła się przez te wszystkie doświadczenia związane z chorobą i leczeniem. Ile razy stwierdzamy z przekonaniem: teraz już rozumiem, teraz wiem jak, teraz nie popełnię tego błędu. A przecież błądzić jest rzeczą ludzką, smucić się, czy złościć także. Cieszyć, podziwiać, kochać. Ale także pytać, wątpić i bać. A przede wszystkim: ISTNIEĆ. Trwam, więc i staram się być dobrym człowiekiem.
DKMS: A Twoje marzenia? Czy dziś masz inne marzenia niż sprzed choroby?
Ewelina: Dziś jestem zdrowa, czego chcieć więcej? :)
logo
DKMS: Zastanawiałaś się nad sensem takich takich sytuacji życiowych?
Ewelina: Nie doszukuję się sensu (lub też jego braku) w chorobach i cierpieniu. Nigdy nie przepracujemy tematu lęku i nadziei, życia i śmierci. Rzeczy po prostu są, a to my nadajemy im pozytywne lub negatywne znaczenie. Bez śmierci nie byłoby życia, tylko niekończąca się wegetacja, którą nie warto byłoby się zajmować, a co dopiero cenić…
Nie lubię podejścia w stylu: „Taka młoda, a tak zachorowała” lub „Dlaczego ja, a nie ten pijak pod sklepem…?” Ten „pijak” też ma swoją historię i nie nam ją oceniać. A zachorować może każdy, bez względu na wiek, czy jakąkolwiek inną sytuację życiową. Z mojego punktu widzenia łatwiej jest przyjąć ten fakt tak po prostu i nie tracić energii na zastanawianie się „dlaczego?”, bo i tak nikt nam nie odpowie. Wszystko może mieć jakiś sens, jednak nie wszystko musimy rozumieć.
DKMS Polska: Gdy się Ciebie słucha człowiek zastanawia się ile ta piękna młodziutka dziewczyna może mieć lat…A jaka jest najważniejsza lekcja, jaką wyniosłaś z tego doświadczenia?
Ewelina: Na to doświadczenie składa się mnóstwo mniejszych i większych lekcji, nie sposób wybrać najważniejszą, ale wiem na pewno, że jedno z najwspanialszych uczucia na świecie, to świadomość tego, że ŻYJESZ, a zdrowie jest absolutnie bezcenną wartością. Można mieć wszystko, ale kiedy brakuje zdrowia, to cała reszta zaczyna tracić znaczenie. Doceniałam życie zanim zachorowałam, więc doświadczenie związane z chorobą nie przewartościowało jakoś diametralnie mojego spojrzenia na świat, ale uwrażliwiło mnie jeszcze bardziej na kruchość i ulotność życia. Podczas okresu leczenia poznałam wielu cudownych ludzi, których już nie ma. Dobrze wiem, że życie jest nieprzewidywalne i bez względu na to, czy dziś tryskamy zdrowiem, czy jesteśmy chorzy, jutra może po prostu nie być, chociaż wciąż często sama o tym zapominam.
DKMS Polska: Czy masz jakieś motto życiowe?
Ewelina: Nie, nie kieruję się żadnym mottem, bo życie nieustannie się zmienia, więc i motto musiałoby być dość ruchome, żeby dostosowywać się do sytuacji :) Lubię się jednak inspirować różnymi cytatami, przykładowo:
"Człowiek ma dwa życia. To drugie zaczyna się wtedy, gdy zaczynamy rozumieć, że życie jest tylko jedno." Tom Hiddleston
DKMS: Cóż więcej można dodać…Dziękuję Ci za piękne przemyślenia, i życzę, by kolejne przychodziły Ci już tylko podczas celebracji życia. Życia w zdrowi!
Aby pomóc chorym na nowotwory krwi i dać im szansę na zdrowe życie nie trzeba wiele. Wystarczy wejść na www.dkms.pl i zamówić pakiet rejestracyjny, który przyjdzie do domu. Po wypełnieniu formularza i pobraniu wymazu zalączonymi patyczkami całość należy odesłać do biura Fundacji DKMS. Wspólnie możemy pomóc takim wspaniałym ludziom jak Ewelina i innym chorym, którzy ciągle czekają na swoją szansę.